Archiwum autora: admin

Bal jak za PRL-u…

Bal jak za PRL-u…
Kamil Olszówka

Bal jak za PRL-u…
A gdzie zawieruszyła się krztyna wstydu?
Czy może spadła pod stół,
Podeptana podeszwami butów?

Czy może w koszu na śmieci,
Przez wszystkich zapomniana czeka w samotności,
Aż ktokolwiek ją doceni,
Łaskawym wzrokiem na nią spojrzy…

Bal jak za PRL-u…
Pośród radosnych zabaw i śmiechów,
Potoków błahych niepotrzebnych słów,
Hucznie wznoszonych toastów,

Zrekonstruowane ZOMO-wców mundury,
Ubranych w nie statystów groźne miny,
W blasku trzaskających fleszy,
O zgrozo wielu cieszą dziś oczy…

Niegdyś ścieżki zdrowia,
W mundurze ZOMO-wca okrutny kat,
Zimna obskurna cela,
Trwożnie z Nadzieją wyszeptywana modlitwa,

Dziś strumieniami leje się szampan,
Wykwintne potrawy na suto zastawionych stołach,
Wzajemne głośne przekomarzania,
Głośne śmiechy do białego rana…

Niegdyś walka o Honor,
Brutalnie podeptana ludzka godność,
Tylu szczerym, oddanym patriotom,
Przez władzę w samo serce zadany cios,

Dziś głupota z pogardą,
Splecione z sobą więzią nierozerwalną,
Wśród elit niepodzielnie królują,
Najdrobniejszą krztyną wstydu pospołu gardząc…

– ostatnia iskra –

– ostatnia iskra –
Ewa Walentyna Maciejewska

zanim wstanie dzień
nim brzask rozproszy snu koraliki
porcelanowy księżyc zgasi świt
będę brodzić po ruchomych
piaskach bezkresu

już nie dla mnie pierwsze iskry
już za późno, za późno, za późno
bagaż doświadczeń spakowany w walizki –
próżnia

po bezkresie ruchomych piasków
stąpam coraz pewniej
nie boję się spojrzeć
w czasu twarz
gdzie młodość rozmazana we mgle

nim dopali się ostatnia iskra
zadrżą wersy pod bladym księżycem
wolne ramiona, moja cisza…
przekroczę mapy subtelne granice

bagaż doświadczeń spakowany w walizki
dopala się ostatni ogień
już za późno, za późno, za późno
cień
płomień

starówka

starówka
Marek Górynowicz

a ty bądź na chwilę
nikczemnie poetycki wiatr
rwie urywkami tego wiersza

na planie starego filmu
kilka zapomnianych słów
i melodia z katarynki

idziemy w drugą stronę
naprzeciwko siebie

Miniatury Poetyckie 7-02-2026

Autorzy
Laurencja Wons – Kalety
Kazia Gatys – Kalety
Grażyna Kłosek – Kalety
Janusz Strugała – Chodzież
Małgorzata Orzechowska Brol – Kalety
Ewa Walentyna Maciejewska – Kępno
Elżbieta Andrzejewska – Elbląg
Maciej Jackiewicz Wrocław
Jarosław Pasztuła – Pawłowice śląskie
Marek Górynowicz – Kleosin
Karolina Ludwin – Wieś Ropica
Agnieszka Czech – Dominikowice

Czyta, montaż Janusz Strugała

Skrzypiące drzwi niebios…

Skrzypiące drzwi niebios…
Agnieszka Zgórska

W nocnych godzinach, gdy cień ma głos,
a zegar rani ciszą ściany,
myślę o drzwiach, co skrzypią w niebie,
jakby znały moje imię od dawna.
Nie chcę ucieczki w biały blask,
lecz odpowiedzi spod zimnych gwiazd,
bo ziemia ciężka jest od snów,
które gniją w dłoniach jak popiół.
Pukam myślą — nie pięścią,
ostrożnie, jak w zakazane miejsce,
czy tam po drugiej stronie
cisza wreszcie przestaje krzyczeć?
Jeśli nikt nie otworzy — zrozumiem.
Jeśli otworzą — nie zapytam „dlaczego”.
Bo samo pukanie
jest już modlitwą z ciemności.

On i król Jednooki

On i król Jednooki
Maciej Jackiewicz

W królestwie ślepców – jednooki jest królem *Erazm z Rotterdamu
———————————

Od tylu lat błądził pośród ociemniałych

w nieznanym miejscu i krainie
niczym Tezeusz w labiryncie
tylko jak dziecko był bezradny
bez kłębka nici, daru Ariadny

szedł powoli i liczył tylko kroki
krzycząc z rozpaczy co chwilę
bądźcie przeklęci i też gińcie
gdy czuł że sam za chwilę zginie
zabity przez niewidzialnych żołnierzy

na drodze stanął mu król jednooki
w złotej koronie ubrany
w strój paradny
stój dokąd zmierzasz człowieku

szukam sensu życia
odparł królowi smutno
daj mi królu jeszcze czas
i żebym choć ten jeden raz
mógł serce nakarmić i duszę

jedną dobrą myślą przed potopem
bo on wszystko na koniec zaleje
pozwól mi napisać na pożegnanie
choć jeden ostatni wiersz

odparł jemu Jednooki
nic nie chcę i nic nie muszę
nałóż lepiej człeku szatę pokutną
ale wiedz że nie jestem Cyklopem

kto inny jest władcą tamtego i tego świata
prawdziwym twórcą dzieł wspaniałych
bo nie wiem czy o tym wiesz
że też Jego poznasz ale tylko na tyle

na ile twoje jestestwo w Niego uwierzy

świt

świt
Marek Górynowicz

w progu światło
to przeszedł dzień
w środku wiersza niezgaszona lampka
i kilka przebudzonych słów

za oknem powtarza się jedno i drugie
cień miasta przedziera się przez żaluzje
słońce drapie się w moje czoło

Świat jak sonet odwrócony

Świat jak sonet odwrócony
Maciej Jackiewicz

Za oknem biały świat a śnieg pada
słońce się ukryło za chmurami
poeta w piecu drewno dokłada

Wróciła właśnie muza z rymami
coś na ucho jemu teraz gada
może bajki pomiędzy słowami

Kiedy kroniki otwiera strony
ociera czoło życiem zmęczone
czyta na głos swe strofy natchnione
stary zegar wtedy zmienia tony

Co by jeszcze? myśli rozmarzony
gładząc warkocze muzy plecione
serce przyśpiesza, bije szalone
za oknem biały świat odwrócony

Wiersze i koty

Wiersze i koty

Budzi się w ciszy nowy wiersz,
gdy świt dotyka powiek okien.
Spada na cztery łapy jak kot,
i własną wybiera drogę.

Poeta fajkę zapala i
podkręca długie wąsy,
gdy czarny kot przebiegnie mu
czasami drogę niechcący.

Nieraz poeta rymy gubi,
kłębi się dym z poety fajki,
czuje, że traci wiersza kunszt,
z pióra spływają same bajki.

A wiersz jak kot, swe liże łapy,
i grzbiet nadstawia do głaskania,
czule tak łasi się do rąk,
bo wiersz i kot – są do kochania!

W lesie

W lesie
Kazimierz Surzyn

zdrowo przepięknie
kiedy wokoło biało
a na jodełkach kiście
oraz sopelki lodu

jak choinki świąteczne
przystrojone ptaszkami
które wyśpiewują nuty
i prosto z rewii gwiazdami

delektujemy się powietrzem
też przebłyskami promieni
co żółcą leśne przestrzenie
odbijając na śniegu ciąg cieni

My i liście na betonie

My i liście na betonie
Zygmunt Jan Prusiński

Darii Nowak – Rogowicz

Nie zaplataj pajęczyny z rąk,
miej je otwarte do pieszczenia.
Liście na betonie zmieniają kolor,
i w tobie i we mnie kolory grają.

Usiądziemy na ławce dla zakochanych,
wpierw przedstawię kilka nutek ballady
którą piszę w twoich oczach dotykając ust. –
Nie zmieniaj nic co by zaszkodziło dźwiękom.

Dario z otwartego obrazu Malczewskiego,
przyzwyczajaj mnie do piersi bliżej.
Zacznę kąsać erotykami jak komar –
póki słońce oświeca twarz niech brzmi

ruch milczenia tak by liście słyszeć,
jak szeptają mową drzew w mieście.

A gdy zgaśnie całkowicie dzień,
położę ci noc na kolanach – i jeszcze
głębiej dotknę ręką drżące uda…
– To też jest wiersz – wierz na słowo.

19.05.2010 – Ustka
Środa 19:17

Wiersz z książki “Las kobiet”

Czas uczucia

Czas uczucia
Marcin Olszewski

Dzwonisz. Miły głos na „ty”. Pierwsze łowienie
„Wszystko co chcesz”. „Oczywiście”. „Do uzgodnienia”
Nie masz „uczucia”? Nie ma popytu bez podaży
Nikt nie obiecuje Ci spełnienia marzeń

To Twoje wyobrażenia. Czy się spełnią?

Za kasę możesz mieć „miłość”. Wybór opcji. Twój wybór
Standard, premium, pakiety. Możesz mieć więcej
„miłości”. To więcej, otwiera oczy wyobraźni i portfel
Częściej i częściej. Słodkie słowa. Płacisz. Potrzebujesz

Jesteś złowiony. Teraz czas dojenia

Lśniące ciało, półmrok, świece, muzyka, lustra. Opakowanie
Ma być fun, jest fun. Bajka. Jesteś królem. Jest usługa
Przyjemność. Ciepło. Dotyk. Tego potrzebowałeś
Zostałeś obsłużony. To dostałeś. Możesz więcej

Możemy być kim chcesz i kiedy chcesz. Chcesz tego
Wszystko jest kwestią zakresu i ceny. Nie patrz
Na cenę. Patrz na nią, na nie i co się wydarzy
Jesteś królem, bo tak Ci się wydaje. Przez chwilę

Czas uczucia?

Twój czas się właśnie skończył

Niegdyś a dziś

Niegdyś a dziś
Kamil Olszówka

Niegdyś z wieczornym zmierzchem,
Udawano się śpiesznie na sen,
By zaraz bladym wstać świtem,
Pracy na roli poświęcając się ciężkiej,

A liche małe gospodarstwa,
Dziedziczone z ojca na syna,
Pozwalały wszechobecną biedę przetrwać,
Przez kolejne wielodzietnych rodzin pokolenia…

Dziś uliczne latarnie,
Oświetlają długie ulice,
Choć niekiedy blask ich łapczywie,
Kradną zalegające brudne kałuże,

A głośnych dyskotek neony,
Odciągają od beztroskiej codzienności,
Tłumy nowoczesnej młodzieży,
Mającej w pogardzie ślady przeszłości….

Niegdyś w wielodzietnych chłopskich rodzinach,
Na kubek ciepłego mleka,
Czekała cierpliwie dzieci gromadka,
Biorąc go w ręce z wdzięcznością w oczach,

Jego gasnącym ciepłem,
Ogrzewając nieśpiesznie swe dłonie,
Nim kolejne długie zimne noce,
Odcisną się piętnem na ich dzieciństwie…

Dziś w wystawnych restauracjach,
Karty pełne wyszukanych dań,
Kuszą niejednego zamożnego klienta,
By gotówką bez opamiętania szastać,

Lecz za ich marmurowe progi,
Nie mają wstępu żebracy i bezdomni,
Bijącą z oczu pogardą naznaczeni,
Z pobliża ich zawsze przepędzani…

Niegdyś koń choćby w lichej stajni,
Skarbem był prawdziwie bezcennym,
Gdy w tamtych czasach biedą naznaczonych,
Ciężkiej doli mógł ulżyć,

A w każdym wiejskim domostwie,
Upadłą na podłogę chleba kruszynę,
Podnoszono zaraz troskliwie,
By nie podeptać jej butem…

Dziś biznesowi magnaci,
Na wystawne, pełne przepychu bankiety,
Podjeżdżają drogimi limuzynami,
By podkreślić wysoki swój status społeczny,

Lecz pośród wykwintnych potraw,
Na zastawionych białymi obrusami stołach,
Często dogadywaną jest korupcja,
Gdy w grę wchodzi kolejny wielomilionowy przetarg…

Niegdyś śmiertelne choroby
Przez długie lata dziesiątkowały
Populacje setek rozległych wsi,
Nie szczędząc maleńkich dzieci,

A o dzieciach z głodu i chłodu pomarłych,
Niegdyś w stuleciach minionych,
Nie pamięta dzisiaj już nikt,
Każdy woli tylko się bawić…

Dziś gdy w blasku fleszy,
Upływają celebrytom kolejne dni,
A terminy kolejnych operacji plastycznych,
Rezerwują z wyprzedzeniem wielotygodniowym,

By oszukując czasu upływ,
W oczach fanów im wiernych,
Czuli się zawsze piękni i młodzi,
Aż do samej trywializowanej tak śmierci…

Niegdyś w starych chłopskich rodzinach,
Gdy dobiegał końca panieństwa czas,
Warunkiem dobrego zamążpójścia,
Pokaźny dla córki był posag,

Pielęgnowaniu dziedziczonych domostw,
Przez pokolenia wszelkich starań dokładano,
Drewniane ściany wapnem bielono,
Obejścia starannie uprzątano…

Dziś po lichych chłopskich chałupach,
Zimne popioły dawno rozwiał wiatr,
Nie pozostał po nich najmniejszy ślad,
Wszystko wokół wysoka trawa porosła,

A sięgające nieba szklane wieżowce,
Nowych czasów milczącym są totemem,
Lecz otwartym pozostaje pytanie,
Czy czasy te od tamtych są lepsze…

Łzy pożądane, kiedy podkowę znajdziesz, a mnie w śnie przytulisz…

Łzy pożądane, kiedy podkowę znajdziesz, a mnie w śnie przytulisz…
Zygmunt Jan Prusiński

Małgorzacie Woźniak – Zdrojewskiej

Świt ci oczy budzi. Obok na ścianie
zawieszone wczorajsze myśli.
Wiesz nawet Małgorzato, gdzie wiersz
niedokończony zawiesiłaś. Na puentę czeka.

Może pomyślałaś o mnie intymnie…
Byłbym szczęśliwy z tobą znaleźć
podkowę na mało uczęszczanej drodze.

Przechodzę koło twoich snów. Cicho,
Czasem podejdę, ucałuję szelestem ust.
Drgasz wtedy tak jakby mucha usiadła.

Lubię na ciebie patrzeć w nagim śnie.
Jesteś taka ujmująca – zostałbym w tobie
i sto lat gdybym mógł być taki wojowniczy.

– Kocham poetkę jak drzewo kocha ziemię.

31.05.2010 – Ustka
Poniedziałek 19:38

Blondynka o zmierzchu nad morzem

Blondynka o zmierzchu nad morzem
Zygmunt Jan Prusiński

Aurelii Kani – Hrychorczuk

Ta scena jest absolutnie ważna.
Zbierasz oklaski od mew,
ładna jesteś Aureolio w kolorze
piasku i błękitnego nieba,
zachód słońca powinien się cieszyć.

Gdybym ja tam został zaproszony,
tylko dla ciebie byłby ten koncert.
Z mego ciała wypłynęłyby dźwięki
i słowa ułożone według uroku.
To nie jest łatwo przejść
w metamorfozę odmiany czasu.

Sypie na mnie niepokój z nieba,
bo i sam Pan Bóg się na mnie gniewa,
że myślę o erotycznych zabiegach…
Tak chcę jak najwięcej wydobyć z ciebie
tej dziwnej słodyczy bez nazwy.

Skraplam się chęcią zdobycia twego ciała
potajemnie – bezszelestnie – ale z dźwiękiem.

31.05.2010 – Ustka
Poniedziałek 17:46

Delikatny sposób na ślad

Delikatny sposób na ślad
Zygmunt Jan Prusiński

Małgorzacie Kunce

Układasz się do dnia, chcesz wyjść
i dotknąć jeden promień słońca.
Wiesz sama, że w cieniu jesteś sama
cieniem – choćby pod jarzębiną.

Układasz swoje ciało, jak malarz układa
do malowania swoją modelkę. –
A w moim świecie intymnego wiersza,
składa się kształt nazbyt ważny.

Małgorzato z cienia własnej natury,
nie skąp mi piękna dotyku we wrzosach.
Poskromię każdy milimetr oporów –
wezmę tylko to, co mi się należy.

31.05.2010 – Ustka
Poniedziałek 14:28

Kobieta ze snu

Kobieta ze snu
Zygmunt Jan Prusiński

Motto: „Niecierpliwie pięłam się po ciemnych schodach,
z niepokojem zerkając na ściany,
na których surrealistyczne freski wymalowały
brud, zacieki i bezlitosny czas.” – Ela Celejewska

1

Nie zamierzam jej gwałcić we śnie
ani w innych okolicznościach
leniwe kobiety wyrzuciłem z pamiętnika
nakłada się jedynie kurz i pajęczyna
nawet spaliłem brudne wiersze
sporo ich było przeto nagrzałem mieszkanie.

Czym starszy jestem to pewnie
i mądrzejszy że faktycznie kobieta
nie bywa lekarstwem pozytywnym
najczęściej wkurwia mnie i jej nagość
lepiej niech chodzi w sukienkach
i tuli się do ptaków – niech nie rusza
mojego bo on lubi dziki spokój.

Ostatnio śpiewam na balkonie
nie wiem komu ale powróciłem
do tych dawnych przebojów
z tamtej epoki kiedy byłem młodym
dzisiaj wielu moich kolegów z kapel
nie żyją – już są tam skąd się nie wraca.

2

– Jestem starcem wiekuistym
potępiam wariactwa ciszy bo nic
się nie dzieje dzień za dniem
pustka za pustką miasto wciąż śpi
sąsiad patrzy jakby był wkurwiony
że nie witam go po rycersku
choćby stłuc go po pysku.

Jeśli się mylę to dobrze – spontaniczność
umiera wierci się echo wspomnień
że jednak tamta miniona epoka była
nie tylko sztuką ale i docenioną wartością.

Ech zabrzmij nutą niech okna się uśmiechają
do starszego pana który akurat mija to miejsce.

15.11.2022 – Ustka
Wtorek 07:13

Wiersz z książki „Świry”

Nocny erotyk

Nocny erotyk
Zygmunt Jan Prusiński

Bieżąca – ona
jak czysta woda
ocieplam ją pocałunkami
w pewnym momencie drga
jak ożywiona struna
czasem jęk wydobyty
skłania ją do szczerości
jest dla mnie gościnna
jak ogród – płyniemy
bez drogowskazów
wiemy tylko to
że musimy dopłynąć
a potem już tylko szczyt
przed nami by osiągnąć
ten swoisty nocny erotyk!

27.6.2013 – Ustka
Czwartek 22:45

Wiersz z książki “Pęknięty orzech”

Poeci w ogrodzie Anny

Poeci w ogrodzie Anny
Zygmunt Jan Prusiński

Jest gościnna, często się śmieje – jest młoda,
a młodość ma zakręty. Wabi jak motyl w maju.
Ale to nic, w tym ogrodzie bywam i piszę
wiersz miłosny. – Czy można tak to nazwać?
Jej szczupłe nogi mają naturalny kolor, są białe,
i to mnie przyciąga, bo mogę ułożyć ten wiersz
w erotycznym aspekcie. – Czy mogę Anno?
Człowiek ściga się z czasem. Czasem wyciągnie
marzenie spod poduszki, kiedy sen spokojny
za nami. Więc maluję cię po swojemu,
tylko wróbel na gałęzi przeszkadza mi teraz.
Akurat miałem dotknąć (twój intymny szelest),
że pragnienie zostanie spełnione. –

Jednak zadrżałaś, nie ze wstydu…

26.08.2008 – Ustka

Wiersz z książki „Niebieski blues”