Archiwum kategorii: Agnieszka Zgórska

Zwierciadło Otchłani

Zwierciadło Otchłani
Agnieszka Zgórska

Patrzyłam głęboko w oczy diabła,
aż noc zgęstniała między naszymi twarzami.
W jego źrenicach wirowały spalone miasta,
a cisza brzmiała niczym pękające kości.
Nie odwróciłam wzroku,
choć czułam, jak topnieje mi cień pod stopami.
Uśmiechnął się bez ust,
jakby znał imię, którego boję się wypowiedzieć.
Płonęły w nim wszystkie moje grzechy,
odbite jak w czarnym zwierciadle.
Wtedy nachylił się bliżej,
a powietrze pachniało siarką i prawdą.
„Szukasz mnie” — wyszeptał bezgłośnie,
„a przecież nosisz mnie pod skórą”.
Jego palec wskazał na moje serce,
które biło jak zamknięte w klatce zwierzę.
Zrozumiałam nagle,
że to nie on jest otchłanią.
To ja karmię ją szeptami,
ja rozpalam w niej ogień.
W jego oczach zobaczyłam siebie —
i to ja uśmiechnęłam się pierwsza…

Po drugiej stronie istnienia

Po drugiej stronie istnienia
Agnieszka Zgórska

Dusza nie krzyczy —
ona już wie.
Jest jak pusta jama po ogniu,
w której nawet ból nie chce mieszkać.
Serce zgniło w ciszy,
bije jak obcy mechanizm,
nie dla życia,
lecz by udowodnić, że jeszcze coś trwa
— choć nie wiadomo co.
Jestem cieniem cienia,
śladem po kimś,
kto nigdy nie powinien był pamiętać siebie.
Myśli osiadają jak sadza,
duszą, brudzą, nie spalają.
Nie ma tu nocy ani dnia,
tylko wieczne „pomiędzy” —
stan, w którym wszystko już umarło,
ale nic nie miało odwagi zniknąć.
Serce nie pyta.
Dusza nie protestuje.
A ja nie jestem nawet stratą,
bo żeby coś stracić,
trzeba najpierw być.
Tu nie ma końca.
Tu nie ma początku.
Jest tylko mrok,
który zapomniał,
że kiedykolwiek był człowiekiem.

Zwierciadło Otchłani

Zwierciadło Otchłani
Agnieszka Zgórska

Patrzyłam głęboko w oczy diabła,
aż noc zgęstniała między naszymi twarzami.
W jego źrenicach wirowały spalone miasta,
a cisza brzmiała niczym pękające kości.
Nie odwróciłam wzroku,
choć czułam, jak topnieje mi cień pod stopami.
Uśmiechnął się bez ust,
jakby znał imię, którego boję się wypowiedzieć.
Płonęły w nim wszystkie moje grzechy,
odbite jak w czarnym zwierciadle.
Wtedy nachylił się bliżej,
a powietrze pachniało siarką i prawdą.
„Szukasz mnie” — wyszeptał bezgłośnie,
„a przecież nosisz mnie pod skórą”.
Jego palec wskazał na moje serce,
które biło jak zamknięte w klatce zwierzę.
Zrozumiałam nagle,
że to nie on jest otchłanią.
To ja karmię ją szeptami,
ja rozpalam w niej ogień.
W jego oczach zobaczyłam siebie —
i to ja uśmiechnęłam się pierwsza.

***

***
Agnieszka Zgórska

Tylko lustro zna mój ciężar.
Ono jedno widziało,
jak zdejmuję z twarzy dzień
i wieszam go na klamce
jak mokry płaszcz z cudzych spojrzeń.
W jego chłodnej tafli
nie ma litości.
Nie ma braw.
Nie ma wybaczenia.
Jestem tam naga
nie z ciała —
z myśli,
z win,
z tych wszystkich słów,
których nie powiedziałam,
i z tych, które powiedziałam zbyt ostro.
Ludzie są ślepi…
Widzą kontur, uśmiech,
ciemną kreskę na powiece.
Lustro widzi pęknięcia pod skórą.
Gdy noc osiada mi na ramionach
jak popiół po spalonych obietnicach,
staję przed nim
jak przed sędzią bez serca.
Nie pytam o wyrok.
On już tam jest
w drżeniu moich ust,
w cieniu pod oczami,
w ciszy, która krzyczy głośniej niż tłum.
Tylko ono ma prawo
zważyć moje grzechy
na chłodnej wadze spojrzenia.
Bo świat sądzi z plotek,
ja sądzę siebie z lęku.
A lustro —
z prawdy…

Skrzypiące drzwi niebios…

Skrzypiące drzwi niebios…
Agnieszka Zgórska

W nocnych godzinach, gdy cień ma głos,
a zegar rani ciszą ściany,
myślę o drzwiach, co skrzypią w niebie,
jakby znały moje imię od dawna.
Nie chcę ucieczki w biały blask,
lecz odpowiedzi spod zimnych gwiazd,
bo ziemia ciężka jest od snów,
które gniją w dłoniach jak popiół.
Pukam myślą — nie pięścią,
ostrożnie, jak w zakazane miejsce,
czy tam po drugiej stronie
cisza wreszcie przestaje krzyczeć?
Jeśli nikt nie otworzy — zrozumiem.
Jeśli otworzą — nie zapytam „dlaczego”.
Bo samo pukanie
jest już modlitwą z ciemności.

Moja córka

Moja córka
Agnieszka Zgórska

Patrzę na Ciebie i świat na chwilę milknie,
jakby Bóg zapomniał oddychać,
by nie spłoszyć tej chwili.
W Twoich oczach odbija się niebo,
tak czyste jakby nigdy nie znało łez.
A Twój uśmiech, rozświetla dni,
których pamiętać nie chciałam.
Każdy Twój krok to melodia,
której uczę się od nowa.
Twoje dłonie tak małe,
trzymają w sobie całą siłę świata.
Nie wiem kiedy wyrosłaś z moich ramion,
ale wiem, że zawsze będziesz najpiękniejszym miejscem,
do którego wraca moje serce.

Piszę, bo nie chcę krzyczeć…

Piszę, bo nie chcę krzyczeć…
Agnieszka Zgórska

Piszę, bo głos
plącze się w gardle jak dym,
a litery wiedzą,
gdzie upaść cicho.
Piszę, bo krzyk
obudziłby demony pod skórą,
a one już i tak
nie śpią.
Piszę, bo noc
ma ostre krawędzie,
a myśli krwawią,
gdy je dotykam.
Piszę, bo w środku
płonie coś bez światła,
czarny ogień,
który nie daje ciepła.
Piszę, bo cisza
brzmi jak wyrok,
a słowa są jedynym
alibi dla serca.
Piszę, bo krzyk
jest jedną nutą,
a ja potrzebuję całej melodii
na wszystko, co boli.

she’s gone

she’s gone
Agnieszka Zgórska

zostało krzesło przy stole,
co pamięta jej śmiech
i herbata, co stygnie szybciej
niż odwaga, by zapytać „dlaczego”.
miasto nie zauważyło niczego –
tramwaje jadą jak zawsze,
a tylko mój cień
nauczył się chodzić wolniej.
jej imię wciąż brzmi w powietrzu,
jak piosenka puszczona za cicho,
żeby bolało,
ale nie na tyle, by zniknąć.
she’s gone –
mówię to szeptem,
bo jeśli powiem głośno,
świat może uwierzyć

Tu umarła wiara

Tu umarła wiara
Agnieszka Zgórska

Kiedyś wierzyłam w coś –
bez tego ciężko żyć,
jakby powietrze miało sens tylko wtedy,
gdy wierzy się, że jest po co oddychać.
Marzyłam, bo wolno było marzyć,
bo noc jeszcze nie zabraniała snów,
a jutro nie miało zębów.
Nie chciałam być ludźmi –
ich głosami, ich maskami,
ich okrutną zdolnością do zapominania.
„Świat” –
w tym słowie było coś więcej niż kurz.
Radość splątana z lękiem,
miłość udająca prawdę,
fałsz, który potrafił przytulać.
Dziś nie wierzę w nic,
bo chyba nie potrafię.
Wiara wymaga rąk czystych od rozczarowań,
a moje są pełne popiołu.
Nie marzę już –
nie ma o czym marzyć,
gdy przyszłość jest tylko powtórzeniem ciszy.
Zgubiłam gdzieś prawdziwą siebie,
może między jednym „będzie lepiej”
a drugim „już za późno”.
Został cień,
który nosi moje imię
i pamięta wszystko,
czego ja już nie chcę pamiętać.