Zwierciadło Otchłani
Agnieszka Zgórska
Patrzyłam głęboko w oczy diabła,
aż noc zgęstniała między naszymi twarzami.
W jego źrenicach wirowały spalone miasta,
a cisza brzmiała niczym pękające kości.
Nie odwróciłam wzroku,
choć czułam, jak topnieje mi cień pod stopami.
Uśmiechnął się bez ust,
jakby znał imię, którego boję się wypowiedzieć.
Płonęły w nim wszystkie moje grzechy,
odbite jak w czarnym zwierciadle.
Wtedy nachylił się bliżej,
a powietrze pachniało siarką i prawdą.
„Szukasz mnie” — wyszeptał bezgłośnie,
„a przecież nosisz mnie pod skórą”.
Jego palec wskazał na moje serce,
które biło jak zamknięte w klatce zwierzę.
Zrozumiałam nagle,
że to nie on jest otchłanią.
To ja karmię ją szeptami,
ja rozpalam w niej ogień.
W jego oczach zobaczyłam siebie —
i to ja uśmiechnęłam się pierwsza…