Archiwum kategorii: Iwona Sobczyk

Jestem

Jestem
Iwona Sobczyk

Jestem jak piórko
w dzikiej przestrzeni
co stale unosi się i opada

czasem jak motyl
tańczę beztrosko
na płatku róży przysiadam

lub kroplą rosy
podmuchem wiatru
zniesiona z falą
gdzieś w morskiej toni

i tak do końca
wciąż nieświadoma
w czymże się dana
chwila roztrwoni…

Frustrat

Frustrat
Iwona Sobczyk

w kolorowym świecie
nie zawsze życie bywa bajką
bo z ludzką furią
nie ma żartów

trudno się pozbierać
przy kimś kto zrzędzi i krzyczy
ten typ tak ma
że wokól wznieca zamęt

czy aby na pewno
jest choć trochę szczęśliwy…?
widzę czasem szklane oczy od łez
i zwieszoną ponurą twarz

gdy ktoś powie coś miłego
często otwiera szeroko usta
i wykrzywia je w kabłąk

cały frustrat
uskarża się i gani
w pretensjonalnym spojrzeniu
widzi cały świat

Chcesz być szczęśliwym – pozwól, by inni byli z tobą szczęśliwi. – Sokrates

Boża łaska

Boża łaska
Iwona Sobczyk

życie nabiera kolorów,
gdy człowiek
wystawia się na Bożą łaskę

jaśnieje wtedy
boskim światłem

jest jak kwiat,
który otwiera swoje wnętrze
na promienie słońca

a gdy zapominamy,
że jesteśmy dziećmi Boga,
chodzimy wtedy w mroku,
schodząc na manowce

i niczym błędne owce
gubimy drogę

zaplątani złudnymi ofertami,
nienasyceni zgubną wolnością,
gaśniemy bez nadziei

lecz tylko Boża miłość
odnajdzie nas wszędzie,
ta, która woła nas po imieniu
i leczy wszystkie rany

pozwól, aby dłoń Boga
przygarnęła cię wtedy do siebie

W bezładzie

W bezładzie
Iwona Sobczyk

gdy schorzałe emocje
unoszą się nad głową
a niepokój wykrada ciszę
zamykam za sobą drzwi
cichutko wychodząc na spacer

współczuję ludziom
co wiecznie głośno krzyczą
zamiast w porozumieniu
odnaleźć sens
skaczą sobie do gardeł

nie udowadniam
swoich racji za wszelką cenę
tym co prawdę mają za nic
w nosie mam spory
wszak złotem jest milczenie

waśnie nie cichną
gdy stale sączy się jad
a gniew oplata dusze
gdy są zbyt tkliwe
i gorące od złości

rozpływają się niechciane słowa
kiedy na pięcie się odwracam
idąc w swoją stronę
słońce ziemia powietrze
wszystko wynagrodzi…

Bezbarwnie

Bezbarwnie
Iwona Sobczyk

przeszłość była różowa
wszystko tętniło życiem
i wydaje się że zapach lip
był latem oszałamiający
a lemoniada orzeźwiała
w te upalne dni
sięgam w złote wspomnienia
gdzie wspólna praca
przynosiła nam radość
a pieśni roznosiły
echem po zmierzchu
te same cele i dążenia
zataczały kręgi
bezcenne były ludzkie więzy

dziś świat zwariował
na własnym punkcie
powoli nikną wartości
pozostają słodkie marzenia
w zamkniętych walizkach
bo gdzieś tam przy końcu drogi
zaskoczyła nas śmierć
dlatego selfie i ten sztuczny uśmiech
na fejsie źle wygląda
zerkając w lustro
nadymane ego wzrosło
ale pustka w sercu pozostała

stale rosną podziały
codzienna gonitwa
za tym co ulotne
próżność wyrwała czułość serca
kręcimy się wokół siebie
tak bez przerwy i mocno
a życie upływa na lajkach
i co z tego że pięknie śpiewa ptak
że cudne wschody i zachody
codziennie wyglądają inaczej
kiedy my sami nosimy
nos zwieszony na kwintę

czy świat stanął na głowie…?
stajemy na rzęsach
aby dobrze wypaść w ludzkich oczach
pokonujemy morza i oceany
lecz nie potrafimy w sobie pokonać dumy
aby być w szczerej relacji
z drugim człowiekiem
pogrzebane przyjaźnie
muszą otrzymać nowe skrzydła
dopiero wtedy powróci
obrazek z tęsknych dni…

Dla Mamy

Dla Mamy
Iwona Sobczyk

Moje serce mi dyktuje
uczuć najpiękniejsze słowa,
abyś słońcem promieniała,
żebyś była zawsze zdrowa.

Moje serce Ci dziękuje
za Twe spracowane ręce,
gdy czułością mnie głaskały
i tuliły mnie w rozterce.

Moje serce dziwnie mięknie,
kiedy patrzę w Twoje oczy,
w nich obrazy malowane,
tam dzieciństwa świat uroczy.

Moje serce jest dla Ciebie,
w nim Twa miłość rozkwitała,
żyj mateńko jak najdłużej,
zawsze będę Cię kochała.

W cieniu skrzydeł

W cieniu skrzydeł
Iwona Sobczyk

Kiedy jeszcze oczy w półśnie,
Ty błogosławisz
o wschodzie słońca.

Czekasz cierpliwie
na jedno westchnienie,
na jedno słowo,
patrzysz na omdlałe kolana
i czułym spojrzeniem
słabych ogarniasz.

Wciąż czekasz na wątpiących,
choćby na jeden lichy krok.

Szumi morze spokojnie,
fale kołyszą życia łodzią,
a Ty szepczesz:
„jestem tu z tobą”.

Kiedy południowe słońce
ogrzewa ziemię,
to Twoja czułość
otula stworzenie.

Bywa i tak:
niespodziewany cyklon
wymiata po drodze wszystko.
To znak, że za mocno
sam trzymałem wodze,
zamiast ukryć się pod
wodospadem Twojej miłości.

Chciałem sam sobie poradzić,
ja, nędzny robaczek.

Teraz już wiem,
że w cieniu Twych skrzydeł
chcę się ukryć,
pod parasolem Twoich uczuć,
pod zmierzchu peleryną.

Kiedy pobłogosławisz noc,
ja będę spał spokojnie.

Radosna symfonia

Radosna symfonia
Iwona Sobczyk

Zakwitły jabłonie,
wiśnie zapachniały
w pąkach różanych
zapłonął sad cały.

Listowiem szeleszczą
czupryny zielone
z wiatru chichotem
zanucił skowronek.

A niebo błękitnym
potokiem rozlane,
tańczy cyraneczka,
oczy roześmiane.

I tak beztrosko
po rozgrzanym niebie,
mkną białe baranki
okrętowym ściegiem.

Jeszcze bujna trawa
srebrzy się od rosy
i słońce rozpuszcza
jasno-złote włosy.

Nim falą muzyka
w akordach popłynie
ten cudowny koncert
zagram na pianinie.

Niech się wyplotą
girlandowe nuty
w aromatach wiosny
z majowej batuty.

Zagubieni

Zagubieni
Iwona Sobczyk

Jesteśmy suchotnikami
w czasie i przestrzeni,
oczyma utkwionymi
w kolorowe plazmy.

Na dzień dobry —
kilka politycznych plotek
i jakiś mierny dowcip
o tym, co zrobiłby Jaś.

Błądzimy jak dzieci we mgle,
uśpiona czujność
odbiera nieraz rozum
i stajemy się jak
głupie panny,
którym zabrakło oliwy.

W Jego dłoni

W Jego dłoni
Iwona Sobczyk

czy już wiesz,
że jesteś tu potrzebny,
jak wszystko inne na tym świecie…?

każda gwiazda
jest wyjątkowa,
każdy kamyk
i kwiat w ogrodzie.

może wisi nad tobą
ołowiana chmura,
albo drżysz jak osika
z niepewności jutra.

uwierz, że jesteś
w dłoni Taty z nieba.

chociaż czasem
los nas doświadcza
i jesteśmy wtedy jak ziarna
w tłoczni —
On wie, na co to wszystko.

i jeśli zawierzysz Mu się
bez granic,
On będzie po twojej stronie.

nie załamuj rąk,
nie chowaj głowy w piasek,
kiedy bije dla ciebie
co dzień serce kochającego Boga.

Pachnące wspomnienia

Pachnące wspomnienia
Iwona Sobczyk

Majowe wspomnienia,
pachnące bzem,
w poszumie liści
śpią zielone.

Wschodzące słońce,
blady świt,
cichą tęsknotą utajone.

I tylko jedna
złota myśl
na płótnie nieba
lśni utkana.

Chwila tajemna,
słodkie sny,
srebrnymi łzami podlewana.

Kołyszą świerki,
gwiżdże wiatr
i dźwięczne słychać
świerszcza granie.

Bzy zapachniały
jeszcze raz,
na wspomnień tych ukołysanie.

Pokochaj mnie

Pokochaj mnie
Iwona Sobczyk

Pośród ciszy nocy,
małych serc szeptanie,
płyną łzą marzenia,
niczym deszczu granie.

Najpiękniejsze tchnienia,
jak skrzydła motyla,
słodkie kołysanie
i radości chwila.

Zbudzone nadzieją
poranka złotego,
spragnione tęsknotą
ciepła rodzinnego.

Szczęścia nieodkryte,
skarby zapomniane,
albo tak po prostu,
zwyczajnie niechciane.

Zawieszeni

Zawieszeni
Iwona Sobczyk

w niejednym domu
szacunek ulotnił się przez komin,
ściany mają uszy,
gdy słowa tną brzytwą.

w niejednym oku
łagodność umknęła przez palce,
a srogość się błyska.

w niejednym sercu
ciepło wygasło już dawno,
istnieje tylko lód.

niejedne dłonie nie są przyjazne,
a może nawet zaciśnięte w pięść.

od przebaczenia się nie umiera,
bo można wskrzesić niejedno imię
i wyryć w duszy słowo- kocham.

W jedności siła

W jedności siła
Iwona Sobczyk

potrzebujemy siebie nawzajem,
tak niepozornie, bez zbędnych słów.
jakże niezwykła jest zwyczajność,
szara codzienność przekracza granice miłowania.

siła ofiarowania każdego dnia,
to wynik małych cudów,
w harmonii wzajemnej.
jesteśmy na siebie skazani,

aż do świtu i owocowania.
razem możemy więcej znieść,
bo miłość cierpliwa jest.

Na zakrętach

Na zakrętach
Iwona Sobczyk

Życie we dwoje
to poligon,
gdzie toczy się niejedna bitwa.

Kochać nie jest łatwo,
choć świat łamie konwenanse,
uparcie wierzę w miłość.

Słowa przysięgi małżeńskiej
są jak wyzwanie
na całe życie.

Nieraz zawiedziona,
wylewałam łzy w poduszkę,
dzieliły nas różnice zdań,
oczekiwałam słodkiego życia.

Ja, wnikliwa i pretensjonalna,
widziałam wszystko
w krzywym zwierciadle.

Był moment wstrząsów i gejzerów,
zalewała nas fala
zazdrości i gniewu.

Nie mogłam przecież
przewiązać mu chustką oczu,
gdy tak zachłannie patrzył
na inne kobiety.

Pewnie mi się wydawało,
chciałam mieć go sobie na uwięzi,
lecz zawsze, kiedy go potrzebowałam,
był jak na zawołanie.

Dlaczego wciąż to zaufanie
podkopuje podejrzliwa zołza?
Dobrze, że podajemy
na zgodę ręce.

Bo miłość to sztuka trwania,
jak ogród, który trzeba pielęgnować.

Na nowe jutro

Na nowe jutro
Iwona Sobczyk

zagalopowani
za tym co ulotne
gubimy tożsamość

chłoniemy smaki świata
bez opamiętania się
aż po zawrót głowy

czy da się tylko brać
i łapać chwile szczęścia
gdy jeszcze los łaskawy…?

może już czas zatrzymać się
zanim zróżowieje zmierzch
i zatęsknić za wolnością –

taką, która nie rani,
nie zaciąga długów
po wieczne czasy

jeśli miłość ma ostatnie słowo –
pozwól, Boże,
utkać z niej nowe jutro

Ostatnia szansa

Ostatnia szansa
Iwona Sobczyk

W świecie, gdzie nie ma prawdy
życie nie życiem się toczy
i człowiek wydaje się zdrowy
a jednak nie widzi na oczy.

I nawet kiedy postrada
wszystkie dookoła rozumy,
nic to dla oka Boga,
marne te pychy i dumy.

Świadomość się stanie przeklęta
jak jarzmo surowe ze stali,
niewierność w sumieniu się słyszy,
co dławi od środka i pali.

A gdyby tak zamknąć wrota
do władzy haniebnej i sławy,
za sercem z rozumem podążać,
ocalić co da się naprawić.

Tak czynią ci rezerwiści,
lecz nie ten co stale w szeregu,
on nigdy nie traci pozycji,
dopóty nie stanie na brzegu.

Eskorta wciąż czeka gotowa,
by porwać złą duszę w zaświaty,
zionie zgłodniała pochodnia,
dżwięczą kajdany i kraty.

Każdy ma szansę wyboru,
wszak w darze umysł i wola,
nieść belkę krzyża w zaparte,
lub złote berło potwora.

Roztargnione pragnienia

Roztargnione pragnienia
Iwona Sobczyk

Jest tyle natchnień
w ludzkiej duszy,
co nie zdążyły zaowocować

życie z pasją
jest jak para kaloszy —
można tańczyć w deszczu
i robić to, co się kocha

świat zachłannie
pożera marzenia,
nakładając na nasze barki
belki nie do uniesienia

byliśmy odzierani z nadziei,
nieraz połamano nam skrzydła,
ale każdy dzień
uchyla drzwi do światła

więc zaczynam od nowa,
z czystą kartką — po swojemu —
spełniać życzenia

wbrew stu powodom
kocham żyć,
bo wiem, że
nie o brzęk monet chodzi,
lecz o to, by bardziej
być niż mieć.

Bez umiaru

Bez umiaru
Iwona Sobczyk

dziwny ten świat,
w którym żyje się ponad stan,
innym wystarczy niewiele.

nieumiarkowanie,
jak niewyczerpana słodycz
albo studnia bez dna.

apetyt nieustannie wzrasta,
gdy codzień karmimy oczy
nowymi łupami.

ludzkie oczekiwania
czasem sięgają zenitu,
wtedy człowiek cierpi na niestrawność.

zapychamy szafki jedzeniem,
które czasem pleśń przykryje,
garderoby pękają w szwach od ubrań,
gdzie mole mają żerowisko.

dziwny ten świat,
z demencją, że już masz co chciałeś,
i po co ci jeszcze kolejny i kolejny bibelot.

autobus odjechał z marzeniami,
tak upływają dni bezwiednie,
nienasyceni i smutni wciąż
zapominamy naprawdę żyć.

Okruchy szczęścia

Okruchy szczęścia
Iwona Sobczyk

Bywa ze szczęściem jak z okularami,
które nosimy na własnym nosie,
gdy wciąż daleko jego szukamy-
a myślą wołasz uśmiechnij się losie!

A szczęście z nami za pan brat przebywa
i jak ta tęcza kolorami świeci.
Raz w ciepłym uścisku jest babcinej dłoni
a innym razem w blasku oczach dzieci.

W czułym spojrzeniu bliskiej nam osoby
i drobnym geście miłego sąsiada,
który co rano mówi nam dzień dobry
chwilę przystanie i do nas zagada.

Szczęściem jest czasem ta głęboka cisza,
gdzie tylko słychać zegara tykanie
i tam, gdzie płynie kojąca muzyka
albo, gdy słyszysz, dobranoc kochanie.

Cóż to jest szczęście, każdy o to pyta
i jak za motylem ugania się w lato
a szczęście to siostra, która ma warkocze
psotny braciszek i mama i tato.

Szczęście to taka radości jest chwila,
co koi smutek, by ból wynagrodzić.
Ono się pojawia nieoczekiwanie
ulotna, tajemna chce życie osłodzić.

Ciągle gonimy, tam gdzie szczęścia nie ma,
tracimy zdrowie by zyskać pieniądze.
Nie doceniamy co jest tu i teraz,
gdy sercem zawładną namiętność i żądze.

Świat serwuje dzisiaj modę na sukcesy,
reklama, marketing, firmą zarządzanie.
Jednak w tym wszystkim brak czasu niestety,
w pośpiechu łykasz kawę i śniadanie.

Liczy się szybkość, ilość i mamona,
by potem doznawać uciech tego świata.
A gdzie w tym wszystkim jest miejsce na miłość, by kochać dzisiaj syna, albo brata.

Ty wiesz najlepiej co się szczęściem zowie
i o nim miewasz wyobrażeń wiele.
Ciągle się kręcisz jak ten kołowrotek
i nawet pracujesz we świętą niedzielę.

I tak budujesz sobie zamki z piasku
żyjąc zamknięty w swoim własnym ego
Trudno jest pojąć, że w tobie jest szczęście
stłumione tylko naglącą potrzebą.

Troszczymy się wiele a tak mało trzeba,
by nie żyć tylko na jednym oddechu,
dojrzeć to szczęście rozsiane wokoło,
aby zacząć życie bez tego pośpiechu.

Szczęście gości wszędzie przy każdej okazji.
Spróbuj tylko swe serce otworzyć
i w czyjeś dłonie czasem pomarszczone
je cicho wsunąć, by stokroć pomnożyć.