Archiwum kategorii: Izabella Kleszczynski

Objawienie

Objawienie
Izabella Kleszczynski

W pachnące kwiaty zanurzyła dłonie
Bukiet składając z tych rwanych na łące
Wpięła we włosy jeden z nich, przy skroni
W górę podniosła swoje ręce drżące

I w tan ruszyła, po łące pląsając
Głowę unosząc ku chmurom, do słońca
Bukiet do serca czule przytulając
Radości jej zda się nie widać końca

Płynie po łące w sukni powłóczystej
Aż do jeziora doszła, i zaczyna
Przeglądać się w jego tafli przejrzystej
Bogini to, rusałka, czy dziewczyna?

Chcesz ją przytulić, usta jej całować
Ona ze śmiechem od ciebie ucieka
Chcesz z ust jej życia jeszcze zasmakować
Ona stanęła, i na ciebie czeka

I zda się, jakby po łące pływając
Jak po jeziora tafli nieruchomej
Do ciebie zbliża się, lekko stąpając
Wdzięku swojego całkiem nieświadoma

W zachwycie toniesz niepohamowanym
Upajasz się jej wdziękiem i urodą
Bierzesz w ramiona, i ….rozczarowany
dotykasz tylko swoich rąk nad wodą

Ona odeszła, i nigdy nie wróci
Rozpacz, tęsknota ją wyczarowała
Lecz nigdy więcej ciebie nie porzuci
Bo już w twym sercu na zawsze została

NIE RZUCAJ NA WIATR ŻE MNIE KOCHASZ

NIE RZUCAJ NA WIATR ŻE MNIE KOCHASZ
Izabella Kleszczynski

Twe słowa o miłości mnie zachwycają
Przynoszą ukojenie w samym środku dnia
I moją tęsknotę nadzieją otulają
Choć może nadzieja płocha ma

Ref: Nie rzucaj na wiatr że mnie kochasz
I nie mów że chcesz ze mną być
Ja wiem że wciąż jeszcze się wahasz
Jak długo tak jeszcze mam żyć

Lat tyle czekałam miłości nadejścia
Nie wiedząc że już wkrótce przyjdziesz do mnie ty
Nie oczekiwałam że dasz mi tyle szczęścia
Ze szczęściem przyszły także i łzy

Ref: Nie rzucaj na wiatr że mnie kochasz
I nie mów że chcesz ze mną być
Ja wiem że wciąż jeszcze się wahasz
Jak długo tak jeszcze mam żyć

Kiedy mówię kocham, wtedy mnie nie słuchasz
Więc nie będę darła z żałości żadnych szat
Kiedyś ci wierzyłam że naprawdę mnie kochasz
Twe słowa zabierze teraz wiatr

Ref: Nie rzucaj na wiatr że mnie kochasz
I nie mów że chcesz ze mną być
Ja wiem że wciąż jeszcze się wahasz
Jak długo tak jeszcze mam żyć

Rozstanie

Rozstanie
Izabella Kleszczynski

A więc odchodzisz
Noc to jest ostatnia
Mrok twarze nasze ukrywa

Rozstanie słodzisz
Miłość się ulatnia
Czasami tak w życiu bywa

Ucałuj jeszcze
Usta me gorące
ust twoich tak spragnione

Rozbudź me dreszcze
Niechaj w krwi tętniącej
Uniesieniu cała spłonę

Niech pocałunki
I twoje pieszczoty
Wyzwolą całą twą tkliwość

To podarunki
Za smak mej tęsknoty
I serca mego żarliwość

Przytul mnie mocno
Przytul z całej siły
Ciało do mojego ciała

Tą porą nocną
By się pokusiły
by miłość z nami została

Przyszła krowa do fryzjera

Przyszła krowa do fryzjera
Izabella Kleszczynski

Przyszła krowa do fryzjera
Już w fotelu się rozpiera
I prosi fryzjera słodko
By grzywkę przyciął pośrodku

Chce zostać także blondynką
I dorzuca z krowią minką
Że prosić chciała o trwałą
Bo tak jej się spodobało

Więc fryzjer, widząc jej minkę
Zarzucił jej pelerynkę
Bo jak tu krowie odmówić
Przecież może go obmówić

Dziarsko za nożyce złapał
Bo udzielił mu się zapał
Grzywkę równo poprzycinał
W każdą stronę się wyginał

Zmęczył się, napocił strasznie
Aż tu krowa jak nie wrzaśnie:
Co tu się dziwnego stało?
Przecież ja miałam mieć trwałą!

Loki modne w blond kolorze
Och, fryzjerze, jak pan może
Zamiast mnie uczesać modnie
Pan postąpił wręcz niegodnie

Sobie blond fryzurę sprawił
A mnie włosów mych pozbawił
Gdzie fryzura moja nowa?
Wyśmieje mnie każda krowa

Zażalenie wnet napiszę
By nie strzygł pan nawet myszy
Bo z pana taki niecnota
Że z myszy zrobi pan kota

A mnie nie polubi nikt
Bo wyglądam tak jak byk
Byków się przecież nie doi
A ja mleka mam do woli

Fryzjer złapał się za głowę:
„Toć to nieszczęście gotowe!
Na mej głowie trwała blond,
Gdzieś tu chyba wkradł się błąd!”

Co tu robić? Jak zaradzić
Trzeba perukę nasadzić
Dlatego krowa pięknisia
Perukę nosi od dzisiaj

I chodzi zadowolona
Choć szepczą że jest tleniona
I mimo że coiffure à la mode
Nadal lubi wchodzić w szkodę

Milcz do mnie jeszcze

Milcz do mnie jeszcze
Izabella Kleszczynski

Milcz do mnie jeszcze
Bo twoje milczenie
Ust moich słodkie wywołuje drżenie
I każdym słowem niewypowiedzianym
Leczysz mą duszę i zabliźniasz rany

Milcz do mnie jeszcze
W twych oczu spojrzeniu
Widzę co czujesz, pomimo milczenia
Twe oczy błądzą po ciele mym wszędzie
Czuję że się zatracam w tym obłędzie

Milcz do mnie jeszcze
Dotyk twoich dłoni
Sprawia że ciało moje całe płonie
I jestem twoja, dzisiaj i na wieki
W błogiej rozkoszy zamykam powieki

Milcz do mnie jeszcze
Choć wciąż nic nie mówisz
Wiem że znów kiedyś u mnie się pojawisz
Splecione ciała w uścisku miłosnym
Znów się połączą milczeniem radosnym

Kózka

Kózka
Izabella Kleszczynski

Przyszła koza do doktora:
„Oj, doktorze, jestem chora!
W krzyżu łupie mnie co ranka
Noga boli… i kolanka”

Doktor pyta z troską wielką:
„czy skakałaś nad grobelką?
I czy sobie umyśliłaś
na drzewo skakać pochyłe?”

Koza kaja się jak może
Doktor myśli: „ot, niebożę!
Każda koza przecież skacze,
więc ta nie może inaczej”.

Prześwietlimy kozie nogi
Choć mnie trwożą kozie rogi,
I gdy koza rogiem bodnie,
Mogą mi się zmoczyć spodnie

Kozy szkoda, spodni szkoda
Wielka to jest niewygoda
Lecz coś zaradzić musimy
Bo całkiem się tu zbłaźnimy.

Układamy, prześwietlamy
Kozę wraz z jej racicami
Koza jak gwiazda filmowa
W okularach ray banowych

Kocyk prosi, lustro, szminki,
Koszyk młodej koniczynki
Wody świeżutkiej, źródlanej
Z powodu nóżki złamanej

Lekarz gips ładnie założył
Dwie kule kozie dołożyl
I powiedział kozie owej
O znanym polskim przysłowiu

„Gdyby kózka nie skakała
Toby nóżki nie złamała”
Koza mu na to odpowie
„przysłowia o kozach mam w głowie.

Żadne mi nie odpowiada
Bowiem w każdym jakaś wada
Nie lubimy łamać nóżek
I nie może być tak dłużej

Trzeba by temu zaradzić
Nakolanniki nasadzić”
Więc gdy teraz koza bryka
To tylko w nakolannikach