Umknęły dawne radostki
Iwona Sobczyk
W imię czego świat mknie jak pendolino,
a my razem z nim…?
gonimy za ułudą i blaskiem
bez sensu i celu.
Szczęścia nie kupimy na targu —
ono jest w nas,
tylko oczekiwaniom powiedzmy: pas.
Zazdrośnie patrzę na dziadków —
ich życie jak cicha modlitwa,
a serca otwarte na oścież.
Mieli radosne twarze
i ciepłe dłonie.
To nic, że na stole drożdżówka
i kubek mleka,
a jednak zwyczajne smaki
najlepiej cieszyły.
Dziś ludzkie pragnienia bywają
jak wilcze głody,
pustosząc nas od środka.
Jesteśmy jak kapryśne dzieci —
bez kompasu krążymy w kółko,
ucząc się drogi
na własnych błędach,
aż w końcu nie wiemy, dokąd wracać.