***

***
Agnieszka Zgórska

Tylko lustro zna mój ciężar.
Ono jedno widziało,
jak zdejmuję z twarzy dzień
i wieszam go na klamce
jak mokry płaszcz z cudzych spojrzeń.
W jego chłodnej tafli
nie ma litości.
Nie ma braw.
Nie ma wybaczenia.
Jestem tam naga
nie z ciała —
z myśli,
z win,
z tych wszystkich słów,
których nie powiedziałam,
i z tych, które powiedziałam zbyt ostro.
Ludzie są ślepi…
Widzą kontur, uśmiech,
ciemną kreskę na powiece.
Lustro widzi pęknięcia pod skórą.
Gdy noc osiada mi na ramionach
jak popiół po spalonych obietnicach,
staję przed nim
jak przed sędzią bez serca.
Nie pytam o wyrok.
On już tam jest
w drżeniu moich ust,
w cieniu pod oczami,
w ciszy, która krzyczy głośniej niż tłum.
Tylko ono ma prawo
zważyć moje grzechy
na chłodnej wadze spojrzenia.
Bo świat sądzi z plotek,
ja sądzę siebie z lęku.
A lustro —
z prawdy…

Zarzygać ten świat

Zarzygać ten świat
Zygmunt Jan Prusiński

Jeśli ty wierzysz w miłość
to jesteś ostatnim lucyperem zła.
Zmiętoszony choć w lustrze nie widać
dusisz się tą inwalidzką okupacją.

Żyły jak rzeki w człowieku
gubią się pośród roślin –
zakrawa to na mechaniczny instynkt
że sztuka polega na tym
kto komu dopieprzy więcej.

Nie staraj się być mężczyzną
piszącym listy miłosne do kobiety.
Albo wierszami ją nie karm
bo ci tego nigdy nie wybaczy.

Masz ją tylko rżnąć – po prostu rżnąć
bo ona tylko takiego chce
żeby wyć jak wilczyca nocą
przy spadzistych zapędach
kiedy nogi wysoko unosi…

Nie baw się w romantyzm
nie szukaj akcentów przyrody.
Bierz ją tylko do łóżka –
i rżnij jak rżnie mechaniczna piła.

29.1.2014 – Ustka
Środa 12:05

Wiersz z książki “Mężczyzna z kryształowego sadu”

Bajkowa kwiaciarka

Bajkowa kwiaciarka
Zygmunt Jan Prusiński

Umie się uśmiechać
lubią ją kwiaty
najbardziej zakochane są osty
później maki
i jeszcze ten jeden
co pisze bajki.

Pomiędzy przystankami
modyfikuję lot kukułki.

Zatrzymuję się przy strumieniu
tu kiedyś Słowacki pisał:
„I pomyśl, czy ja duszę
mam powszedną?
Ja – co przebiegłszy świat –
kochałem jedną.”

Zastępuję go w ciszeniu
skradają się motyle czerwcowe
a bajkowa kwiaciareczka
śpiewa moją piosenkę
do samego wieczora.

25.6.2013 – Ustka
Wtorek 17:19

Wiersz z książki “Pęknięty orzech”

Obolała głowa wokół marzeń Teresy

Obolała głowa wokół marzeń Teresy
Zygmunt Jan Prusiński

Wydawało się jej że przewróci świat biodrami,
była bystra jak rozpędzony wiatr, rozrabiała
ponad stan ważkości, lubiła to robić po pijanemu.

Przechodziłem raz koło jej okna, firanka
fruwała jak biały niewinny sztandar, stała naga
niczym posąg przeglądając się w lustrze.

To właśnie dla niej napisałem piosenkę,
“Wewnętrzne wzruszenie” – udało się w słowach
przełożyć jej otwartość nie tylko ud…

Szalałem za nią jak rozpędzony ogier na stepach;
byłem wciąż w jej okręgu myśli – cygański spazm
ktoś zagrał na wiolonczeli dość późną porą.

6.09.2008 – Ustka

Próby z tobą słowem

Próby z tobą słowem
Zygmunt Jan Prusiński

Motto: “po dniach udręki czas otępienia
bezradność wdziera się w umysł krzykiem”
Capliez – Deleroix Bylińska Danuta

Szarpię się by się przypodobać tobie
wszak szarmancki jestem na stopniach
wydzierżawionych potocznie – wrzucić
wystarczy list do skrzynki i bez adresu
dojdzie i rozpoznasz mnie bo się nie zmieniam
co najwyżej lata przybyły łakome.

Dlaczego za mnie nie wyszłaś w Paryżu
byłem tam i pytałem się ludzi ale trafiałem
na tych co gadać nie lubią nawet zdjęcie
pokazywałem biało-czarne jakby sprzed
wojny akurat z uśmiechem do nich
i to nic nie dało więc w barze wino piłem.

Ja na ciebie inaczej patrzę i cię rozbieram
i do miłości namawiam a ty poetko udajesz
że śpisz w takim momencie trudno zrozumieć
te męskie podchody a ty zapisujesz: “świat
staje się odległy czuła przestrzeń bliska
w niej Bóg natury słucha” – więc spieszę
dopisać króciutkie wyznanie (że kocham
wszystko co napisałaś przez uczucie własnym
nurtem niepokalanym) czystym jak łza…

25.07.2024 – Ustka
Czwartek 17:40

Wiersz z książki “Poukładani pieśnią księżyca”

Została ta cisza

Została ta cisza
Janusz Strugała

Nie wchodzę na most
tam po drugiej stronie
nie ma nikogo…
Moje dni jak zegarek
bez wskazówek
jak studnia bez dna
Samotność tyka ciszą
bieży drogą bez śladów
Nie ma już tych kartek
z kalendarza życia
wokół pustynia bez ptaków
Walizka zamknięta
dużo w niej wspomnień
została ta cisza bez imienia

W samym położeniu jestestwa

W samym położeniu jestestwa
Zygmunt Jan Prusiński

Wioletcie Wesołowskiej

Skradasz się do miłości jak kotka.
Zapach róż zza okna smugą niewidzialną
wpływa do pokoju. Jesteś akurat namiętna
na mój dotyk. Stroję uroczyste wejście.

Ale najpierw Wioletto całuję całą
mapę twego ciała. Wiatr poruszył drzewa
w sadzie. Jest tam pokojowy rozejm.
Ściga się ze mną jedynie mucha natrętna.

Bajkę tę chcę z tobą dokonać.
Ściemnia się niski horyzont. Gdzieś grajek
uczy się nowej melodii – może komponuje
o nas to spotkanie w świecie absurdów.

Niekonieczna jest amplituda. –
Ciało drga przygotowane w odbiorze.
Jestem w pobliżu ud, zaraz będę przy różowej
wysepce – pomogę ci osiem taktów dopisać.

Już kropi… Wchłaniaj kolor od środka!

23.06.2010 – Ustka

Drugi dzień po rocznicy

Drugi dzień po rocznicy
Zygmunt Jan Prusiński

1

Okno z zewnątrz – parapet zakwiecony
pelargonią i petunią – pierwszy raz od lat.

Bogatszy jestem – twoje starania mnie cieszą.

Wczoraj uratowałem młodego wróbla
mam zapisany plus u świętych w księdze.

Zawsze mówię że modlitwą jest czyn…

Czuję się dobrze choć kaszel nie opuszcza –
trudno mi napisać wiersz z udaną treścią.

Ludziom się zdaje że poezja jest łatwą sztuką.

2

Jakie plany na dzisiaj masz Panno M.
może wykąpiemy się nago w morzu…

Przytulę cię i z falą odpłyniemy –
a w nocy wymyślimy miłość z różami

– obsypię płatkami – może obudzę struny gitary.

15.6.2016 – Ustka
Środa 10:03

Maria Konopnicka

Maria Konopnicka
Zygmunt Jan Prusiński

Maria Konopnicka
W roku 2008 przypadła rocznica 100 lat od napisania przez poetkę “Roty”.

Córce Amelii

Poetka śpi, teraz. Jutro wstanie i opowie nam o śnie.
Te sny są ważne. Mówią o miłości do Polski.

Moje sny są czarne, choć lato w pełni, akurat dżdżysty
ranek. Ustka opustoszała. Tylko parasole kolorowe
biegną wraz z właścicielem dzierżącym parasol.

Mario, poukładana jest przyroda. Ludzie jacyś tępi,
błogosławieni przez wroga za lenistwo w nich. –

Mario, z tchórzami nic nie zrobię. Oni ładnie
wyglądają z plasteliny, rzeźbieni na obrazkach.

Nic tu po mnie z wierszami o Polsce. Patriotyzm
zastygł, leży gdzieś pokątnie w rowie. Jedynie wiatr
akordami bluesa gra dla judaszy i faryzeuszy.

Poetka śpi i śni o Polsce…

8-9.07.2008 – Ustka

Patti Smith

Patti Smith
Zygmunt Jan Prusiński

Napisałaś książkę “Poniedziałkowe dzieci” –
a ja w piątek piszę o tobie
wiersz który powinien brzmieć muzyką.

Słucham piosenkę “Because the Night”
lubieżny jestem do trafnych nut
i dobrych wierszy z ulicy.

Pudłuję w puste okno
chciałem wrzucić bukiet stokrotek
kobieta leży na łóżku.

Idę z papierosem – rozmyślam
może niebo usłyszy
rzeczywistość jest inna…

Co teraz piszesz Patti?

Wiersze spływają rynną –
zapomniałem że deszcz
był dekoracją w poniedziałek.

A gdzie twoja córka –
dlaczego przekazałaś do adopcji?

Czy napisałaś o tym w wierszu?

29.11.2013 – Ustka
Piątek 10:29

Wiersz z książki “W ogrodzie Norwida”

Poznasz urok miłości

Poznasz urok miłości
Helena Krystyna Szymko

Jeśli cię dosięgnie ta niezwykła siła –
przeniknie dreszczem prawdziwej miłości
w zespoloną jedność splecie wasze ciała
połączy dwie istoty miłość nieskalana
wciąż będziecie odkrywać tajemnicę ciała
tonąć w doznaniach szalonej namiętności
ta metamorfoza tylko dwojgu znana
będzie was wprowadzać w różne fazy miłości
zaspakajając słodkie wzajemne pragnienia
czując bliskość i ciepło drugiego człowieka
doświadczając z nim – wzajemnego spełnienia

Ragana

Ragana
Marcin Olszewski

Półmrok, świece wokół. Muzyka przodków
Leżę. Czekam na twoją wiedzę. Co odczytasz
Oliwa na rękach twych, oliwa na moim ciele
Piszesz i czytasz, od głowy do stóp mapę ciała

Co widzisz? Zmęczenie. Spokój. Ciepło i blask
Skóry, po której ręce w blasku ognia świec, piszą
Delikatnie, powoli, to, co chcą odczytać. Z wnętrza

Kark, ramiona, plecy, pośladki, nogi. Poddają się
W śnie na jawie, w lustrze ciał. Gdzie już nie ręce
Lecz całe twoje ciało ociera się o mnie. Raz za razem
Ogień ciał, twoje westchnienia, podróż po mapie ciała

Odkrywasz kolejne punkty, pokrywasz je oliwą
Jej blask na ciele, w ogniu świec, wzdychasz mocniej
Siłą przewracasz mnie na plecy. W lustrze życia
Wijesz się po mnie niczym wąż. Czuję każdą część

Twojego ciała w jedności z moim ciałem. Blisko
I jeszcze bliżej. Jeszcze szybciej i jeszcze mocnej
Ujeżdżasz mnie mówiąc niezrozumiałe zaklęcia
Dotykasz wszędzie. Dlaczego przyszedłem, co widzisz?

Spełnienie. Magia poznanego ciała. Nie ma. Odleciałem
Odkryłaś co chciałaś, poddałaś swoim próbom
Leżę bezwolnie na skórach. Tulisz się powoli
Poznałaś mnie lepiej niż ktokolwiek. Poznałaś tajemnice

Pragnę

Pragnę
Helena Krystyna Szymko

Pragnę – zatopić się w tobie
jak owad w bursztynie
przeglądać w głębi twoich oczu
ogrzewać twoją bliskością
moja tęsknota za tobą niepokojem duszy
a każda bez ciebie chwila
niszczy radość serca
chociaż uczucia w nas płoną
odległość – wciąż dzieli

Walentynki

Walentynki
Helena Krystyna Szymko

Święty Walenty – użyj swojej mocy
Ty potrafisz to sprawić osobistym czarem
by samotne serca nawiedziła miłość
niech zawsze w nich płonie namiętności żarem
bo gdy będą kochane, nie będą samotne
będą kwitnąć radością i będą szczęśliwe
poczują się piękne – jak te wszystkie kwiaty
co zachwycają wonią i uroku czarem
i nie tylko w noc tę – noc Walentynkową
niech miłość je ogrzewa
bo ona jest przecież – największym w życiu darem

Wyspa

Wyspa
Helena Krystyna Szymko

Pomyśl – jakie wiatry mnie tu przywiały
lata minęły i wiele mgnień wiosny
wiele zim i złotych jesieni – ja znów tu jestem
gdzie miłość, maluje barwą czerwieni
to dla nas niebo – zachodem słońca się rumieni
wody oceanu, szmaragdem się zielenią
horyzont pieści niebo tak czule
jakby chciał – aby jednością się stali
wschód słońca, budzi nas ze snu każdego poranka
łoskot fal , poranną melodię nuci
a my na tej wyspie, tylko we dwoje –
droczymy się z falami

przedział przybędzie za chwilę

przedział przybędzie za chwilę
Marek Górynowicz

w ofercie promo
jest bilet IC
i pusty peron na Centralnym

wszystko w swoim czasie
ruchome schody
ludzie z tabliczką
nie mam czasu
i głodny filozof
między gołębiami

time perfekt
z czerwoną torbą

spóźniony do Gdyni
wiruje na wyświetlaczu

mieszczę się w przedziale
między mną a spojrzeniem
brunetki
o wyrazistym kolorze słów

Przyjaciółka

Przyjaciółka
Antonina Marcinkiewicz

Właśnie przyjaciółka kroczy.
Ciekawe co powie w oczy.
Witam cię kochana moja.
Jaka suknia. Jakie buty.
I twarz piękna, ciągle młoda.
Świeża woda, dobre geny.
Niemożliwe, żeby kremy.
Chyba zagraniczne marki.
No bo nasze, zobacz tylko,
ile zmarszczek jest u Hanki,
Heli i Sabiny.
Stare baby się zrobiły.
Tak się brzydko pomarszczyły,
przez te polskie kosmetyki.
Suknię też masz w dobrym guście.
Kupiłaś ją sobie teraz?
Wiesz, ta Zuzka plecie w koło,
że w ciuchlandach się ubierasz.
Sama ciągle nabzdyczona.
Przekłuć szpilką by się zdało.
Przy tym ciągle jest nieskromna.
Eksponuje stare ciało.
Ciągle gada i plotkuje.
Niedomykalność chroniczna ust
ją kiedyś zgubi.
Współczuć temu facetowi,
który kiedyś ją poślubi.
Pa kochana.
I pamiętaj!
Szminka bordo i fluid w kremie
od Adriana.
Pa, kochana!

Gra

Gra
Marcin Olszewski

Centrum Warszawy, światła naszego wielkiego miasta
Neony, szklane tafle budynków. Sen życia na jawie
Przyzwyczajenie od urodzenia. Praca, rozrywka
Poszukiwanie wrażeń i szczęścia na sali marzeń

Rozsiadam się wygodnie w fotelu. Piwo, odpalony
Papieros i chęć wzbogacenia. Wokół znajomi taksiarze
Właściciele kantorów, ludzie szukający szczęścia
Wielki ekran, małe przy stolikach. Odczytywanie

„Linia”! „Bingo”! Wygrywam!

Każdy dzień z nadzieją na lepiej i więcej. Każdy inny
Kiedy roztropnie wstać i zachować posiadaną kwotę
Lub wierzyć w swoją gwiazdę. I grać „na całego”
Cienka linia pomiędzy radością a smutkiem. Co zyskasz?

Co stracisz? Uważaj

Można wygrać. Przegrać więcej niż przy zielonym stoliku
Nigdy za wszystko. Ważne kiedy wstać, powiedzieć „dość”
Pierwsza wygrana nie czyni domina. Nie „teraz i już zawsze”
Szybka kasa, pytanie co z nią zrobisz? Złapiesz, przepuścisz

Przez ręce jak wodę?

Żetony wzbijają się do góry. Z radości, z wściekłości

Opadają na stolik. Upadasz i podnosisz się

Jak w życiu

Znad oszronionych partyzanckich mogił…

Znad oszronionych partyzanckich mogił…
Kamil Olszówka

Śniłem dziś że jestem płomykiem znicza,
Upamiętniającym poległego przed laty partyzanta,
Tlącym się w cieniu brzozowego krzyża,
Smaganym wciąż przez zimny wiatr,

A choć wkoło sroga dotkliwa zima,
Naokoło mroźna noc głucha,
Jedynie nikły srebrzystego księżyca blask,
Tańczy na wielkich śniegu połaciach,

Na oszronionej partyzanckiej mogile,
W mroku nocy migocąc samotnie,
Głośno krzyczę o należną mu pamięć,
Choć wkoło tylko śnieżne zawieje,

Lecz może tej nocy mój krzyk,
Posłyszą choć duchy przeszłości,
By opowiedzieć o ciężkiej doli,
Setek i tysięcy partyzantów niezłomnych…

I znad oszronionych partyzanckich mogił,
Poniesie się cichy szept historii,
O czynach ich bohaterskich chwalebnych,
O Honorze nigdy nie zatartym…

Niekiedy kilku braci partyzantów,
Wszyscy rodem z jednego domu
Brało na siebie partyzanckiego życia trud,
Gdy zawezwało ich poczucie obowiązku,

Pozostawili rodzinne swe domy,
By trudom partyzanckiego życia czoła stawić,
Choć długimi nieprzespanymi nocami,
Wypłakiwały oczy za nimi ich matki…

Gdy tylko bladym świtem,
Skrzące gwiazdki na niebie,
Gasły jedna po drugiej,
Oni swe karabiny brali w dłonie,

Z rozległych lasów i nieprzebranych borów,
Gdy padał rozkaz do ataku,
Młodzi partyzanci wyruszali w bój,
Choć nieobce im było uczucie strachu…

Choć rozległe lasy i bory,
Wielkie czapy śniegu pokryły,
Oni niewzruszenie na posterunku wciąż trwali,
Mimo siarczystych mrozów Ojczyźnie swej wierni,

Przemarznięci, zziębnięci partyzanci,
Dotkliwym chłodem przeszyci,
Zmuszeni w leśnych bunkrach się kryć,
W milczeniu znosili losu przeciwności,

Nad dogasającym z wolna ogniskiem,
Ogrzewając w kilku zziębnięte dłonie,
Przemarznięte gwałtownie pocierając o siebie,
Z ust wdmuchiwali w nie parę…

Pamiętający kampanię wrześniową pistolet,
Często był największym ich skarbem,
Ostatnimi nabojami uzupełniając magazynek,
Strzegł go każdy jak oka w głowie,

Często zdobyczny trzonkowy granat,
Nikłą jedynie nadzieję dawał,
Na zadanie okupantowi dotkliwych strat
W kolejnych zasadzkach i potyczkach…

Nie straszne im były najsroższe zimy,
Wszystkie najcięższe wyrzeczenia i trudy
Z godnością w milczeniu wytrwale znosili,
Trwając na przekór okrutnemu losowi,

A rozłożyste drzewa oszronione,
Widząc ich smutek i niedolę,
Choćby najcichszym nawet szumem,
Pociechy zimą nie mogły im nieść…

I tysiącami niezłomni partyzanci,
W walce o naszą wolność polegli,
Choć często mizernie uzbrojeni,
Do walki z okupantem zawsze gotowi…

Dziś gdy ognia płomyki,
Tańczą nam wesoło w kominkach ceglanych,
Sypiąc niekiedy złote iskierki,
Cieszące tak oczy roześmianych dzieci,

Unosząc kubek gorącej herbaty,
Pobiegnijmy swymi myślami,
Ku tamtym partyzantom niestrudzonym,
Zmuszonym w rozległych borach cierpieć srogie zimy…

I za dusze partyzantów zapomnianych,
Których często nie znamy nazwisk,
Którzy grobów nie mają własnych,
W skupieniu i w ciszy gorąco się pomódlmy…