mgła

mgła
Marek Górynowicz

zerkamy w gwiazdy
potem logujemy się w mętnej ciszy
las ma kolor nocy
taki nijaki
ostatnia przyczajona butelka czeka
na polanie

na Facebooku bez zmian
obserwujemy przez lornetkę sarny
i siebie

Umknęły dawne radostki

Umknęły dawne radostki
Iwona Sobczyk

W imię czego świat mknie jak pendolino,
a my razem z nim…?
gonimy za ułudą i blaskiem
bez sensu i celu.

Szczęścia nie kupimy na targu —
ono jest w nas,
tylko oczekiwaniom powiedzmy: pas.

Zazdrośnie patrzę na dziadków —
ich życie jak cicha modlitwa,
a serca otwarte na oścież.
Mieli radosne twarze
i ciepłe dłonie.

To nic, że na stole drożdżówka
i kubek mleka,
a jednak zwyczajne smaki
najlepiej cieszyły.

Dziś ludzkie pragnienia bywają
jak wilcze głody,
pustosząc nas od środka.

Jesteśmy jak kapryśne dzieci —
bez kompasu krążymy w kółko,
ucząc się drogi
na własnych błędach,
aż w końcu nie wiemy, dokąd wracać.

Wedle wszystkich pieśni i powrotów

Wedle wszystkich pieśni i powrotów
Zygmunt Jan Prusiński

Irenie Wiszniewskiej

Motto: Drgaj Ireno, drgaj; odbieraj mnie miłością!

Skraplam Pamięć.
Rośniesz mi w objęciach,
dotykam miejsca czułe – grasz.

Zrywam korę sosnową,
robię łódeczki o nazwie “Irena” –
płyną przez Ocean Atlantyk…

To jest armia moich uczuć.
I ptaki morskie przenoszą,
i wichry i huragany pomagają mi.

Kochanie na odległość
jest męczącą wizytówką…

Mijam pomniki zasłużonych. –
Czy taki Pomnik zbudujesz dla mnie,
że z tego kochania wyrastały lasy?

Ireno moich snów –
jestem już w tobie!

Ta melodia dawno gra…
Czujesz? Czujesz moje zbliżanie?

25.05.2010 – Ustka
Wtorek 7:26

Potajemnie przy ognisku uczymy się patriotyzmu

Potajemnie przy ognisku uczymy się patriotyzmu
Zygmunt Jan Prusiński

Motto: Zapraszam Zbigniewa Herberta.
Przybądź Zbyszku, ognisko płonie, kartofle upieczemy

prosto z pola Stefana ze Starowoli.

Nie zmuszajmy się milczeć, są rzeczy do odrobienia,
piszczy w butelce echo wspomnień…

Rozpieszczasz nas wiosną, ona pęka w objęciach,
sad tańczy i ogrody leśne na polanach.

O twojej Polsce a szczególnie o twoim Lwowie,
piszę wstydliwie w listach, ostatnio wczoraj.

Nigdy tam nie byłem, to już o tym pisałem w Wiedniu,
a wiersz ma tytuł: „To wschodnie miasto”.

Poeta z Paryża Adam Zagajewski napisał książkę,
„Jadę do Lwowa” – i nie dojechał.

Miasto poetów, ciche westchnienie, i matki łzy
przyklejone do szyby – zostają tylko słowa.

Przybądź Zbyszku, chociaż na chwilę, ognisko woła
do wszystkich poetów – martwych i żywych.

Usiądziemy wygodnie pod osłoną nocy, ucałujemy
starą sosnę rosnącą na pagórku.

31.05.2008 – Ustka

Blondynka o zmierzchu nad morzem

Blondynka o zmierzchu nad morzem
Zygmunt Jan Prusiński

Aurelii Kani – Hrychorczuk

Ta scena jest absolutnie ważna.
Zbierasz oklaski od mew,
ładna jesteś Aureolio w kolorze
piasku i błękitnego nieba,
zachód słońca powinien się cieszyć.

Gdybym ja tam został zaproszony,
tylko dla ciebie byłby ten koncert.
Z mego ciała wypłynęłyby dźwięki
i słowa ułożone według uroku.
To nie jest łatwo przejść
w metamorfozę odmiany czasu.

Sypie na mnie niepokój z nieba,
bo i sam Pan Bóg się na mnie gniewa,
że myślę o erotycznych zabiegach…
Tak chcę jak najwięcej wydobyć z ciebie
tej dziwnej słodyczy bez nazwy.

Skraplam się chęcią zdobycia twego ciała
potajemnie – bezszelestnie – ale z dźwiękiem.

31.05.2010 – Ustka
Poniedziałek 17:46

INTYMNEGO PRZYMIERZA – część siódma

INTYMNEGO PRZYMIERZA – część siódma
Zygmunt Jan Prusiński

ŁZY POŻĄDANE,
KIEDY PODKOWĘ ZNAJDZIESZ,
A MNIE W ŚNIE PRZYTULISZ…

Małgorzacie Woźniak – Zdrojewskiej

Świt ci oczy budzi. Obok na ścianie
zawieszone wczorajsze myśli.
Wiesz nawet Małgorzato, gdzie wiersz
niedokończony zawiesiłaś. Na puentę czeka.

Może pomyślałaś o mnie intymnie…
Byłbym szczęśliwy z tobą znaleźć
podkowę na mało uczęszczanej drodze.

Przechodzę koło twoich snów. Cicho,
Czasem podejdę, ucałuję szelestem ust.
Drgasz wtedy tak jakby mucha usiadła.

Lubię na ciebie patrzeć w nagim śnie.
Jesteś taka ujmująca – zostałbym w tobie
i sto lat gdybym mógł być taki wojowniczy.

– Kocham poetkę jak drzewo kocha ziemię.

31.05.2010 – Ustka
Poniedziałek 19:38

W cieniu ego

W cieniu ego
Iwona Sobczyk

kiedy o brzasku
wschodzi słońce,
cierpkie są ludzkie dąsy

chodzimy
z bielmem na oczach,
potrącając się
o własne racje

rozum już dawno
zawładnął sercem,
a dobroć
śpi w kieszeniach

tyle w nas utkanej udręki
i niedomówień,
tyle zastygłych żalów

wychodząc z cienia,
dobrze jest spojrzeć
w pogodne niebo,
gdzie rozpierzchły się
ciemne chmury

po to, by jeszcze raz
wyciągnąć do siebie dłonie

Droga donikąd

Droga donikąd
Iwona Sobczyk

Dokąd zmierzasz świecie…?
Jak karawana na pustyni,
po niknących śladach
szukasz próżno oazy.

Dokąd zmierzasz, świecie…?
Gdy falujące morza i oceany
kłaniają się wyspom naprzeciw,
ty wciąż nie dostrzegasz celu.

Człowiek pręży się i maskuje,
łamie rozum, by pojąć
boże zamysły, stawiając
siebie na piedestale.

Dokąd zmierzasz, świecie…?
Wieża Babel dawno upadła,
jakże jesteś nierozumny,
jak Ikar, zbyt blisko słońca.

Ja ci dziękuję dziś Tobie Tato – 13.02.1933-7.04.2026

Ja ci dziękuję dziś Tobie Tato – 13.02.1933-7.04.2026
Maciej Jackiewicz

Ja dziś dziękuję Tobie mój ukochany tato
Za te lata troski nie tylko o moje zdrowie
i dla mnie odkrywałeś wiedzę życia bogatą

Ja dziś dziękuję Tobie mój kochany tato
Za mądrość którą mam w mojej siwej głowie
Ja dziś dziękuję Tobie mój ukochany tato

Odszukam wdzięczny Tobie wenę skrzydlatą
Za czystość w myślach uczynkach i w mowie
Gdy dla mnie odkrywałeś wiedzę życia bogatą

Lata zmagałem się z liczbami jak dłużnik z ratą
a obliczeń słupki przeliczałem codzień mrowie
Ja dziś dziękuję Tobie mój ukochany tato

Już nie zadasz pytania a ja nie odpowiem na to
Dzisiaj trudno powiedzieć w jednym słowie
To dla mnie odkrywałeś wiedzę życia bogatą

Choć zwlekałem sercem z duchową zapłatą
zawsze słuchałem co jeszcze ono odpowie
Ja dziś dziękuję Tobie mój ukochany tato
Za to, że mi odkryłeś wiedzę życia bogatą

Polacy, przestańcie być Polakami!

Polacy, przestańcie być Polakami!
Zygmunt Jan Prusiński

Macie do wyboru,
choć wyboru nie macie.
Przestańcie być Polakami –
popatrzcie na Adasia,
jeszcze niedawno palił
tanie papierosy,
a palił je tak
że tam gdzie trzymał papierosa,
palce miał brązowe.

Widziałem go we Wiedniu –
nawet rozmawiałem z nim.
Gdybym znał jego życiorys
tej rozmowy by nie było,
a i nawet z emigrantami
wyrzucilibyśmy go
z Instytutu Kultury Polskiej.

Pamiętajcie Polacy,
to komuniści są święci.
Nie ci z Biblii
z krzyżami idąc.

Więc za Gazetą Wyborczą
błagam was rodacy,
przestańcie być Polakami!

13 Grudnia 2011 r.
(w 30 Rocznicę Wojny z Narodem)

Oswobodzenie światła w tobie

Oswobodzenie światła w tobie
Zygmunt Jan Prusiński

Nie kruszeję o to jej porze,
kiedy widzę ciebie.
Subiektywność łączę z jodłami
zapach ich wchłaniam na ścieżce.

Zadzwonią świty niebieskie
w tym miejscu, gdzie boso
zaznaczasz ślad w rysunkach
na kwitnących łąkach.

Pośród saren jesteś aniołem,
nic w tobie złego z kobiety.

Dlaczego patrzę na ciebie,
jakbyś była światłem w wierszu.

Twoje nagie piękno budzi księżyc.

Wieczna miłość

Wieczna miłość
Iwona Sobczyk

Wiem, że miłość nie umiera,
czuję dłoń na mej skroni.
Swoje ramiona rozpościera,
smutek każdy tchem rozgoni.

Myśli złote mi rozdaje,
tajemnicy rąbek chyli.
Tak mi dobrze, gdy ją czuję,
tak mi dobrze w każdej chwili.

Noc, choć ciemną ma naturę,
kocham jej słodkie spojrzenie.
Ona patrzy na mnie czule,
w snach przynosi ukojenie.

O poranku Świtezianka
cała w pąsach się rumieni.
Wiatr kołysze cicho gałązkami,
płynie koncert wśród zieleni.

Wiem, że miłość nie umiera,
żyje echem w testamencie.
Kwitnie tam, gdzie letnia cisza
na niebieskim firmamencie.

Na zawsze razem

Na zawsze razem
Iwona Sobczyk

Mów do mnie szeptem z ukołysaniem,
nuć dla mnie bajki księżyca,
gdy się obudzę w jasny poranek,
będę jutrzenkę przemycać.

We lśniącej rosie, boso po trawie,
wśród cieni drzew topić troski.
Mów do mnie szeptem, aby nie spłoszyć
myśli radosnej wiosny.

Wiosny natchnionej barwami tęczy,
rozkołysanej w swym blasku.
Dotyk jej sprawia, że budzi życie
w martwych dolinach o brzasku.

Mów do mnie, miły, o swych tęsknotach,
jak mi to obiecałeś,
że już na zawsze będziemy wspólnie
przeżywać to bajanie.

Nim zgasną światła, nim gwiazdy białe
utoną na falach nieba.
Ty, mój kochany, jesteś balsamem
i więcej mi nie trzeba.

W szczelinie nadaję ważność

W szczelinie nadaję ważność
Zygmunt Jan Prusiński

Biorę ciebie na ręce i niosę
do otwartych ogródków, gdzie zapach
unosi się, tańczą motyle,
czasem szpak pozdrowi nas…

Przechodzę dyskretnie
nad poziomem ciszy, zbieram poziomki,
karmię cię nimi , byś zawierzyła.
w tobie lekkość ujarzmienia,
Opacznie buduję w tobie lekkość
ujarzmienia, tak trzeba czynić,
byś odfrunęła w spokojny sen,
a nazajutrz przygotowała mi kawę
i z uśmiechem przyniosła mi do łóżka.

Ludzie boją się miłości,
a jej łakną – pragną, oczekują,
a kiedy coś podobnego nastąpi, dostają drgawek.
Nieufność brzęczy, pokrywa się rdzą,
metaliczny dźwięk jest silniejszy –
a trzeba kochać się codziennie.

Bliżej nieba

Bliżej nieba
Iwona Sobczyk

z chaosu myśli —
krwawy mur,
gdzie wzrok nie sięga,
serce się kołysze,
jakby za chwilę
rzucić na stos
o sobie prawdę
w tętniącą ciszę

i niewiadome
znaczyło więcej,
a żal się bije
w płaczu ścianę,
tam, gdzie rozbite
szklane serce,
w oku bezkarnie
tkwił odłamek

ból, co rozrywa
każdy grzech,
i sól piekąca
trawi ranę,
nad szeptem słowa
twarda rzecz —
jedno spojrzenie,
żywy baranek

chaos opada,
kruszeje mur,
więdnieje smutkiem
struchlałe serce,
dziś odnalazło
przyjazny kąt,
niegdyś sprzedane
w poniewierce

i jeszcze tylko
szczera łza,
która spłynęła
bystrym potokiem —
tak było trzeba
dotknąć dna,
by móc się wznosić
nad obłokiem

Lilie

Lilie
Iwona Sobczyk

spoglądam na śnieżno-białe lilie,
są takie piękne i czyste,
o delikatnej woni

tam w oddali —
roześmiane dziecięce twarze,
takie niewinne

my, dorośli,
tracąc równowagę,
dajemy się uwieść złu

wtedy dziecięcy świat
staje się poszarzały

walka o czystość serc trwa
pod czujnym okiem Stwórcy,
aż po zmierzch

bielutkie lilie — tak dostojne,
o szlachetnej strukturze
i zarazem dumne

a my, tak nieposłuszni Ojcu,
wciąż stąpamy po suchej ziemi,
już o brzasku

nasze dzieci wierzą
w lepszy i piękniejszy świat,
otulone tęsknotą

są takie natchnienia ludzkiej duszy,
co oczyma wyobraźni
dostrzegają znajomy, dawny ląd

to takie pewne miejsce — Edenu,
w którym beztroska
ma owocowy smak

więc patrzę na te lilie w ogrodzie
i marzę nieustannie,
aby jutro odzyskało nowe skrzydła

Rozmowa z malarzem Vidanem

Rozmowa z malarzem Vidanem
Zygmunt Jan Prusiński

W twoich obrazach jest kobieta –
w moich wierszach jest kobieta.

– Czy byłeś szczęśliwy malując je?

A gdybyś malował martwe przedmioty
a ja bym pisał o martwych przedmiotach –
czy uważasz że nie jest to samo?

Skąd wiedziałeś że da ci to sławę –
mnie prędzej ból targany w pokrzywach.

Czy znałeś te kobiety – czy to tylko wymysł?

Bo u mnie niepodzielnie zaistniała kobieta
była dwa razy w moich stronach.

Wiersz jest żywy jak ona i ja – błądzimy
mocząc stopy w źródłach – wiara wzmacnia…

Drogi Vidanie co jest ważniejsze?

Kobieta czy sztuka – jak rozpoznać tę łaskę?

 

ROZSZALAŁE AMBICJE

Z czegoś co nic nie jest warte
czyni się sztuczną wielkość i krzywdę,
zdewaluowana nazwa
niepoparta żadnym dziełem
niechby jeden wiersz zabrzmiał
poetycką intonacją.

Kobiety w sukienkach
otrzymały statuetki nie wiem za co –
i ta z Brazylii i ta z Belgii,
prezes nakarmił je sławą.

Aktor rozpoczął wyraźnie brzmieć barytonem,
słuchanie własnego serca nie na miejscu,
że esej o słowie w poezji
ważne jest i w teatrze.

(Do tej pory o tym nie wiedziałem
– czyżbym nie wiedział,
będąc zaprzyjaźniony ze słowem?)

Poważna sielanka
jak śpiący pies z jęzorem na wierzchu
temperaturą grzała
przy akompaniamencie gitary –
zmartwychwstał Okudżawa,
ballady pieniły się na zewnątrz
by barda posłuchać
w słowach muzycznych,
że nie wszystko jeszcze stracone jest dla sztuki.

A hrabia – (jak to niektórzy z hrabiów bywają)
skleja banalne mowy o istnieniu poezji.

– Czy nie zmarnowałem czasu,
mógłbym zapytać milicjanta
który codziennie sterczy przy barze “Jadwiga”,
gdzie do drugiej w nocy
brzmiało słowo skrzywionej aprobaty,
bo neutralni nie stracili nic
wracając do domu poturbowani,
że właściwie to słowo jest wszędzie słowem
nie tylko w teatrze,
ale i w kościele i na komisariacie.

Słowo słowem się toczy –
o takie sobie wędrowanie.

8.8.2015 – Bydgoszcz
Sobota 8:01

HUMANIZM Z ULICY

Powiewa trochę
skutecznie odbieram poczęstunek
dajesz mi wszystko co możesz dać
opieram się na humanizmie
co warto wziąć
nie maskując się w przyzwoitość
to i nawet nie pasuje
lata idą prędzej niż kalendarz
a przecież usta moje są zdatne
podwyższyć temperaturę
okolice czułych miejsc
to jak czuły wiersz
napisany jednym palcem.

Jestem poetą ulicy
wkładam rękę pod sukienkę
szukam to co zgubiłem
przed wielu laty
w tym zwariowanym rejsie
doszukuję się impasu –
jakby blues grał mi specjalnie
o niedorzeczności cywilizacji
która próchnem się stała
tylko ludziom się zdaje
mnie zupełnie inaczej
zamiera styl – kultura i honor.

W bagnistym dorzeczu
nie ma nic do rzeczy
uwiera spowiedź skazańca
co jedynie to za tymi polami
kobieta ni zamknięta ni otwarta
jęczy samotna w łóżku
tuląc swój narząd.

 

EPIKUREIZM NA DNIE POTOKU

Poniekąd masz rację że muszę częściowo
złagodzić swój temperament – ale jak
kiedy u mnie wiosna dawno zagląda
na poszczególne obrazy wewnątrz
i kusi do powstania zacnych barw
byś zaproszona ubrała złote pantofelki
taki jest wymóg w poetyckiej bajce
niemalże żywej a krzewy magnolii
uroku dodały a muzykant zagrał
w tej całej rozciągłości na przekór
twardego życia w walce o złoty
by kupić skromny posiłek w barze.

Oddaleni ludziska w szatach cyników
nie bywali na wykładach w Grecji
poniekąd to było lepsze od dzisiaj
ale kto chciał słuchać Antystenesa
z Aten ucznia Sokratesa zdolnego
którego w Polsce brakowało – bo
karmieni ideologią bolszewików
zatraciliśmy to co zwało się częścią
diaspory w obronie romantyzmu
włącznie z nauką poetów filozofów
tylko nie tych kościelno-religijnych
bo ci chrzanili sztuczną aprobatą.

Wydobyć się jest trudno powszechnie
skaleczony lud propagandą zgasł samoczynnie.

 

ZIELONA DOROŻKA

Wobec rannych chmur i wiatru
pójdziemy na te piaskowe wzgórza,
rozliczymy kolory dzisiaj zauważone
taki wewnętrzny remanent z przyrodą.

Skąd u mnie tyle wiary – kos a może
to czyżyk obserwuje nasze ręce,
one są razem jakby związane
przez nich płynie niebieska miłość.

To rzeka bezpieczna w nas płynie
kochamy się co kilka kilometrów,
brzegami słów całujesz moje usta
jakbyś chciała nadrobić czas.

I jest w tym urocza różowa bajka
wtulasz się z akacjowym uśmiechem,
kokietujesz jak sarenka w zaroślach
a ja jelonek ze szczęścia skaczę…

W nagrodę zamówię zieloną dorożkę –
poeta Gałczyński nas podwiezie…

Cykl wierszy pt. Ewa w Wenecji

Cykl wierszy pt. Ewa w Wenecji
Zygmunt Jan Prusiński

WENECKA BAŚŃ I

Twoje usta w liściach wiśni
tak mi się śniłaś
zapamiętałem równinę
i ścieżkę pośród stawów
to ona zaprowadziła
mnie do ciebie.

Tam nigdy nie ma zimy
czasem wkracza
ale na krótko.

Co dzień jesteś krwistym
owocem miłości.

Zakładam ci kapelusz
kiedy wychodzisz na spacer
a pantofle zdejmuję kiedy
ze spaceru wracasz.

Gdzie dzisiaj byłaś
poza snem zerwanym
z drzewa wiśni?

Gondole płyną
jak moje wiersze
jest w tym udział
uroczystej biesiady
ukrywam się w twoim śnie
w nieznanej balladzie
w brzmieniu gitar i mandolin.

Więc skradam te melodie
by powrócić z nimi
poznaną ścieżką snu.

1.11.2014 Kluczewo – Stargard
Sobota 3:44

WENECKA BAŚŃ II

Odrywam cię od rzeczywistości
by zbliżyć się do twego ciała
kiedy w nagich taktach
wzbogacałem te chwile w miłości.

Byłaś nocną różą –
mogłem w tobie płynąć żaglami –
pieściłem czułe fragmenty
w zatoce ud.

To był szczyt otwarcia przestrzeni
zamoczyłem usta w twym łonie
a mój Wojownik jakby wszedł
do ogrodu – zaspokoić różę…

1.11.2014 Kluczewo – Stargard
Sobota 4:17

WENECKA BAŚŃ III

Dzisiaj będę cię kochał
pod nagim drzewem jesieni.
Rozbudzę namiętność
niech iskrzą czułe dotyki.

Stań w tym lustrze uwolniona
zatańczymy przyziemski splot.
Rozgrzany czułą aprobatą
przyjmiesz mnie w gościnę.

Zadrżysz po kilku pocałunkach
poczujesz pieśń kochanka.
Sekundy zamienią się w minuty
a nasze ręce uniosą rytm.

Obejmij mnie Ewo – na twym wzgórzu
wyrośnie pomnik kochanków!

1.11.2014 Kluczewo – Stargard
Sobota 5:05

WENECKA BAŚŃ IV

Karmisz ciałem
bym mógł pożywić oczy
oglądasz i ty co mam dla ciebie
dotykasz ręką
wytwarzasz wstąpienie
cielesne przywitanie
okoliczności sprzyjają.

Klonowy liść zerwałem
przykryłem nim twe łono.
Szeleścisz podniecona –
wilgotność rozpala płomień w tobie
krzyżują się nasze oczy
dotykamy się źrenicami.

A tam na wysokość bioder
odbywa się fizyczna modlitwa.
To co dajemy i odczuwamy
do samego końca…

1.11.2014 Kluczewo – Stargard
Sobota 7:20

WENECKA BAŚŃ V

Ten szept z twoich ust
ma coś z dysonansu.
Podpierasz elementy złączeń
krążysz pomiędzy warstwami
niezdecydowania a ukojeń.
Po trosze ładunek emocjonalny
ma zasięg utkanego wzoru
wątpienia – a jednak instynkt
układa dźwięki w partyturze
że nie można unikać zbioru
z mojego drzewa.

Pod weneckim słońcem
piszesz wiersze
przechodzisz przez most
nad kanałem – zatrzymał
cię szczegół
że jednak istnieję naprawdę
wymyślony w całej okazałości
że rysując ołówkiem portret
to ta twarz – idealnie podobna
do mojej twarzy.

Dzięki tobie żyję w poezji
ograniczam dostęp obcym
bo nie muszą wiedzieć
co czynisz ze mną w nocy –
układając sny w kształcie
piramidy zasiejesz wkoło trawy
i rajską jabłoń bym mógł
pod nią spoczywać
na wieczny odbiór
powracających ech.

2.11.2014 Kluczewo – Stargard
Niedziela 24:32

EWA WRACA Z WENECJI

Motto: – Jaka wróci?
Czy będzie podobna do mojej Ewy?

Ma być taka jaka wyjechała
i z charakterem i z urodą i z sercem.

Przyzwyczaiłem się do jej oczu
do jej uśmiechu do jej chodu.

A jaki rosołek gotuje
po smaku bym poznał
że to jakaś inna…

Po pocałunkach bym rozpoznał
że to nie te usta…

Moja dziewczyna jest idealna
ma pieprzyk – nie powiem gdzie
i styl niczym modelka.

Lubię na nią patrzeć z tyłu
jak idzie przede mną –
specjalnie robi takie ruchy
że we mnie budzi męskość.

Bezgranicznie oddana
skupia na sobie
moje spojrzenia
od rana do wieczora.

A w nocy przytulam się do niej
i kradnę jej sny –
taki ze mnie jest kochany romantyk.

5.11.2014 – Ustka
Środa 13:57