Archiwum kategorii: Zygmunt Jan Prusiński

Wedle wszystkich pieśni i powrotów

Wedle wszystkich pieśni i powrotów
Zygmunt Jan Prusiński

Irenie Wiszniewskiej

Motto: Drgaj Ireno, drgaj; odbieraj mnie miłością!

Skraplam Pamięć.
Rośniesz mi w objęciach,
dotykam miejsca czułe – grasz.

Zrywam korę sosnową,
robię łódeczki o nazwie “Irena” –
płyną przez Ocean Atlantyk…

To jest armia moich uczuć.
I ptaki morskie przenoszą,
i wichry i huragany pomagają mi.

Kochanie na odległość
jest męczącą wizytówką…

Mijam pomniki zasłużonych. –
Czy taki Pomnik zbudujesz dla mnie,
że z tego kochania wyrastały lasy?

Ireno moich snów –
jestem już w tobie!

Ta melodia dawno gra…
Czujesz? Czujesz moje zbliżanie?

25.05.2010 – Ustka
Wtorek 7:26

Potajemnie przy ognisku uczymy się patriotyzmu

Potajemnie przy ognisku uczymy się patriotyzmu
Zygmunt Jan Prusiński

Motto: Zapraszam Zbigniewa Herberta.
Przybądź Zbyszku, ognisko płonie, kartofle upieczemy

prosto z pola Stefana ze Starowoli.

Nie zmuszajmy się milczeć, są rzeczy do odrobienia,
piszczy w butelce echo wspomnień…

Rozpieszczasz nas wiosną, ona pęka w objęciach,
sad tańczy i ogrody leśne na polanach.

O twojej Polsce a szczególnie o twoim Lwowie,
piszę wstydliwie w listach, ostatnio wczoraj.

Nigdy tam nie byłem, to już o tym pisałem w Wiedniu,
a wiersz ma tytuł: „To wschodnie miasto”.

Poeta z Paryża Adam Zagajewski napisał książkę,
„Jadę do Lwowa” – i nie dojechał.

Miasto poetów, ciche westchnienie, i matki łzy
przyklejone do szyby – zostają tylko słowa.

Przybądź Zbyszku, chociaż na chwilę, ognisko woła
do wszystkich poetów – martwych i żywych.

Usiądziemy wygodnie pod osłoną nocy, ucałujemy
starą sosnę rosnącą na pagórku.

31.05.2008 – Ustka

Blondynka o zmierzchu nad morzem

Blondynka o zmierzchu nad morzem
Zygmunt Jan Prusiński

Aurelii Kani – Hrychorczuk

Ta scena jest absolutnie ważna.
Zbierasz oklaski od mew,
ładna jesteś Aureolio w kolorze
piasku i błękitnego nieba,
zachód słońca powinien się cieszyć.

Gdybym ja tam został zaproszony,
tylko dla ciebie byłby ten koncert.
Z mego ciała wypłynęłyby dźwięki
i słowa ułożone według uroku.
To nie jest łatwo przejść
w metamorfozę odmiany czasu.

Sypie na mnie niepokój z nieba,
bo i sam Pan Bóg się na mnie gniewa,
że myślę o erotycznych zabiegach…
Tak chcę jak najwięcej wydobyć z ciebie
tej dziwnej słodyczy bez nazwy.

Skraplam się chęcią zdobycia twego ciała
potajemnie – bezszelestnie – ale z dźwiękiem.

31.05.2010 – Ustka
Poniedziałek 17:46

INTYMNEGO PRZYMIERZA – część siódma

INTYMNEGO PRZYMIERZA – część siódma
Zygmunt Jan Prusiński

ŁZY POŻĄDANE,
KIEDY PODKOWĘ ZNAJDZIESZ,
A MNIE W ŚNIE PRZYTULISZ…

Małgorzacie Woźniak – Zdrojewskiej

Świt ci oczy budzi. Obok na ścianie
zawieszone wczorajsze myśli.
Wiesz nawet Małgorzato, gdzie wiersz
niedokończony zawiesiłaś. Na puentę czeka.

Może pomyślałaś o mnie intymnie…
Byłbym szczęśliwy z tobą znaleźć
podkowę na mało uczęszczanej drodze.

Przechodzę koło twoich snów. Cicho,
Czasem podejdę, ucałuję szelestem ust.
Drgasz wtedy tak jakby mucha usiadła.

Lubię na ciebie patrzeć w nagim śnie.
Jesteś taka ujmująca – zostałbym w tobie
i sto lat gdybym mógł być taki wojowniczy.

– Kocham poetkę jak drzewo kocha ziemię.

31.05.2010 – Ustka
Poniedziałek 19:38

Polacy, przestańcie być Polakami!

Polacy, przestańcie być Polakami!
Zygmunt Jan Prusiński

Macie do wyboru,
choć wyboru nie macie.
Przestańcie być Polakami –
popatrzcie na Adasia,
jeszcze niedawno palił
tanie papierosy,
a palił je tak
że tam gdzie trzymał papierosa,
palce miał brązowe.

Widziałem go we Wiedniu –
nawet rozmawiałem z nim.
Gdybym znał jego życiorys
tej rozmowy by nie było,
a i nawet z emigrantami
wyrzucilibyśmy go
z Instytutu Kultury Polskiej.

Pamiętajcie Polacy,
to komuniści są święci.
Nie ci z Biblii
z krzyżami idąc.

Więc za Gazetą Wyborczą
błagam was rodacy,
przestańcie być Polakami!

13 Grudnia 2011 r.
(w 30 Rocznicę Wojny z Narodem)

Oswobodzenie światła w tobie

Oswobodzenie światła w tobie
Zygmunt Jan Prusiński

Nie kruszeję o to jej porze,
kiedy widzę ciebie.
Subiektywność łączę z jodłami
zapach ich wchłaniam na ścieżce.

Zadzwonią świty niebieskie
w tym miejscu, gdzie boso
zaznaczasz ślad w rysunkach
na kwitnących łąkach.

Pośród saren jesteś aniołem,
nic w tobie złego z kobiety.

Dlaczego patrzę na ciebie,
jakbyś była światłem w wierszu.

Twoje nagie piękno budzi księżyc.

W szczelinie nadaję ważność

W szczelinie nadaję ważność
Zygmunt Jan Prusiński

Biorę ciebie na ręce i niosę
do otwartych ogródków, gdzie zapach
unosi się, tańczą motyle,
czasem szpak pozdrowi nas…

Przechodzę dyskretnie
nad poziomem ciszy, zbieram poziomki,
karmię cię nimi , byś zawierzyła.
w tobie lekkość ujarzmienia,
Opacznie buduję w tobie lekkość
ujarzmienia, tak trzeba czynić,
byś odfrunęła w spokojny sen,
a nazajutrz przygotowała mi kawę
i z uśmiechem przyniosła mi do łóżka.

Ludzie boją się miłości,
a jej łakną – pragną, oczekują,
a kiedy coś podobnego nastąpi, dostają drgawek.
Nieufność brzęczy, pokrywa się rdzą,
metaliczny dźwięk jest silniejszy –
a trzeba kochać się codziennie.

Rozmowa z malarzem Vidanem

Rozmowa z malarzem Vidanem
Zygmunt Jan Prusiński

W twoich obrazach jest kobieta –
w moich wierszach jest kobieta.

– Czy byłeś szczęśliwy malując je?

A gdybyś malował martwe przedmioty
a ja bym pisał o martwych przedmiotach –
czy uważasz że nie jest to samo?

Skąd wiedziałeś że da ci to sławę –
mnie prędzej ból targany w pokrzywach.

Czy znałeś te kobiety – czy to tylko wymysł?

Bo u mnie niepodzielnie zaistniała kobieta
była dwa razy w moich stronach.

Wiersz jest żywy jak ona i ja – błądzimy
mocząc stopy w źródłach – wiara wzmacnia…

Drogi Vidanie co jest ważniejsze?

Kobieta czy sztuka – jak rozpoznać tę łaskę?

 

ROZSZALAŁE AMBICJE

Z czegoś co nic nie jest warte
czyni się sztuczną wielkość i krzywdę,
zdewaluowana nazwa
niepoparta żadnym dziełem
niechby jeden wiersz zabrzmiał
poetycką intonacją.

Kobiety w sukienkach
otrzymały statuetki nie wiem za co –
i ta z Brazylii i ta z Belgii,
prezes nakarmił je sławą.

Aktor rozpoczął wyraźnie brzmieć barytonem,
słuchanie własnego serca nie na miejscu,
że esej o słowie w poezji
ważne jest i w teatrze.

(Do tej pory o tym nie wiedziałem
– czyżbym nie wiedział,
będąc zaprzyjaźniony ze słowem?)

Poważna sielanka
jak śpiący pies z jęzorem na wierzchu
temperaturą grzała
przy akompaniamencie gitary –
zmartwychwstał Okudżawa,
ballady pieniły się na zewnątrz
by barda posłuchać
w słowach muzycznych,
że nie wszystko jeszcze stracone jest dla sztuki.

A hrabia – (jak to niektórzy z hrabiów bywają)
skleja banalne mowy o istnieniu poezji.

– Czy nie zmarnowałem czasu,
mógłbym zapytać milicjanta
który codziennie sterczy przy barze “Jadwiga”,
gdzie do drugiej w nocy
brzmiało słowo skrzywionej aprobaty,
bo neutralni nie stracili nic
wracając do domu poturbowani,
że właściwie to słowo jest wszędzie słowem
nie tylko w teatrze,
ale i w kościele i na komisariacie.

Słowo słowem się toczy –
o takie sobie wędrowanie.

8.8.2015 – Bydgoszcz
Sobota 8:01

HUMANIZM Z ULICY

Powiewa trochę
skutecznie odbieram poczęstunek
dajesz mi wszystko co możesz dać
opieram się na humanizmie
co warto wziąć
nie maskując się w przyzwoitość
to i nawet nie pasuje
lata idą prędzej niż kalendarz
a przecież usta moje są zdatne
podwyższyć temperaturę
okolice czułych miejsc
to jak czuły wiersz
napisany jednym palcem.

Jestem poetą ulicy
wkładam rękę pod sukienkę
szukam to co zgubiłem
przed wielu laty
w tym zwariowanym rejsie
doszukuję się impasu –
jakby blues grał mi specjalnie
o niedorzeczności cywilizacji
która próchnem się stała
tylko ludziom się zdaje
mnie zupełnie inaczej
zamiera styl – kultura i honor.

W bagnistym dorzeczu
nie ma nic do rzeczy
uwiera spowiedź skazańca
co jedynie to za tymi polami
kobieta ni zamknięta ni otwarta
jęczy samotna w łóżku
tuląc swój narząd.

 

EPIKUREIZM NA DNIE POTOKU

Poniekąd masz rację że muszę częściowo
złagodzić swój temperament – ale jak
kiedy u mnie wiosna dawno zagląda
na poszczególne obrazy wewnątrz
i kusi do powstania zacnych barw
byś zaproszona ubrała złote pantofelki
taki jest wymóg w poetyckiej bajce
niemalże żywej a krzewy magnolii
uroku dodały a muzykant zagrał
w tej całej rozciągłości na przekór
twardego życia w walce o złoty
by kupić skromny posiłek w barze.

Oddaleni ludziska w szatach cyników
nie bywali na wykładach w Grecji
poniekąd to było lepsze od dzisiaj
ale kto chciał słuchać Antystenesa
z Aten ucznia Sokratesa zdolnego
którego w Polsce brakowało – bo
karmieni ideologią bolszewików
zatraciliśmy to co zwało się częścią
diaspory w obronie romantyzmu
włącznie z nauką poetów filozofów
tylko nie tych kościelno-religijnych
bo ci chrzanili sztuczną aprobatą.

Wydobyć się jest trudno powszechnie
skaleczony lud propagandą zgasł samoczynnie.

 

ZIELONA DOROŻKA

Wobec rannych chmur i wiatru
pójdziemy na te piaskowe wzgórza,
rozliczymy kolory dzisiaj zauważone
taki wewnętrzny remanent z przyrodą.

Skąd u mnie tyle wiary – kos a może
to czyżyk obserwuje nasze ręce,
one są razem jakby związane
przez nich płynie niebieska miłość.

To rzeka bezpieczna w nas płynie
kochamy się co kilka kilometrów,
brzegami słów całujesz moje usta
jakbyś chciała nadrobić czas.

I jest w tym urocza różowa bajka
wtulasz się z akacjowym uśmiechem,
kokietujesz jak sarenka w zaroślach
a ja jelonek ze szczęścia skaczę…

W nagrodę zamówię zieloną dorożkę –
poeta Gałczyński nas podwiezie…

Cykl wierszy pt. Ewa w Wenecji

Cykl wierszy pt. Ewa w Wenecji
Zygmunt Jan Prusiński

WENECKA BAŚŃ I

Twoje usta w liściach wiśni
tak mi się śniłaś
zapamiętałem równinę
i ścieżkę pośród stawów
to ona zaprowadziła
mnie do ciebie.

Tam nigdy nie ma zimy
czasem wkracza
ale na krótko.

Co dzień jesteś krwistym
owocem miłości.

Zakładam ci kapelusz
kiedy wychodzisz na spacer
a pantofle zdejmuję kiedy
ze spaceru wracasz.

Gdzie dzisiaj byłaś
poza snem zerwanym
z drzewa wiśni?

Gondole płyną
jak moje wiersze
jest w tym udział
uroczystej biesiady
ukrywam się w twoim śnie
w nieznanej balladzie
w brzmieniu gitar i mandolin.

Więc skradam te melodie
by powrócić z nimi
poznaną ścieżką snu.

1.11.2014 Kluczewo – Stargard
Sobota 3:44

WENECKA BAŚŃ II

Odrywam cię od rzeczywistości
by zbliżyć się do twego ciała
kiedy w nagich taktach
wzbogacałem te chwile w miłości.

Byłaś nocną różą –
mogłem w tobie płynąć żaglami –
pieściłem czułe fragmenty
w zatoce ud.

To był szczyt otwarcia przestrzeni
zamoczyłem usta w twym łonie
a mój Wojownik jakby wszedł
do ogrodu – zaspokoić różę…

1.11.2014 Kluczewo – Stargard
Sobota 4:17

WENECKA BAŚŃ III

Dzisiaj będę cię kochał
pod nagim drzewem jesieni.
Rozbudzę namiętność
niech iskrzą czułe dotyki.

Stań w tym lustrze uwolniona
zatańczymy przyziemski splot.
Rozgrzany czułą aprobatą
przyjmiesz mnie w gościnę.

Zadrżysz po kilku pocałunkach
poczujesz pieśń kochanka.
Sekundy zamienią się w minuty
a nasze ręce uniosą rytm.

Obejmij mnie Ewo – na twym wzgórzu
wyrośnie pomnik kochanków!

1.11.2014 Kluczewo – Stargard
Sobota 5:05

WENECKA BAŚŃ IV

Karmisz ciałem
bym mógł pożywić oczy
oglądasz i ty co mam dla ciebie
dotykasz ręką
wytwarzasz wstąpienie
cielesne przywitanie
okoliczności sprzyjają.

Klonowy liść zerwałem
przykryłem nim twe łono.
Szeleścisz podniecona –
wilgotność rozpala płomień w tobie
krzyżują się nasze oczy
dotykamy się źrenicami.

A tam na wysokość bioder
odbywa się fizyczna modlitwa.
To co dajemy i odczuwamy
do samego końca…

1.11.2014 Kluczewo – Stargard
Sobota 7:20

WENECKA BAŚŃ V

Ten szept z twoich ust
ma coś z dysonansu.
Podpierasz elementy złączeń
krążysz pomiędzy warstwami
niezdecydowania a ukojeń.
Po trosze ładunek emocjonalny
ma zasięg utkanego wzoru
wątpienia – a jednak instynkt
układa dźwięki w partyturze
że nie można unikać zbioru
z mojego drzewa.

Pod weneckim słońcem
piszesz wiersze
przechodzisz przez most
nad kanałem – zatrzymał
cię szczegół
że jednak istnieję naprawdę
wymyślony w całej okazałości
że rysując ołówkiem portret
to ta twarz – idealnie podobna
do mojej twarzy.

Dzięki tobie żyję w poezji
ograniczam dostęp obcym
bo nie muszą wiedzieć
co czynisz ze mną w nocy –
układając sny w kształcie
piramidy zasiejesz wkoło trawy
i rajską jabłoń bym mógł
pod nią spoczywać
na wieczny odbiór
powracających ech.

2.11.2014 Kluczewo – Stargard
Niedziela 24:32

EWA WRACA Z WENECJI

Motto: – Jaka wróci?
Czy będzie podobna do mojej Ewy?

Ma być taka jaka wyjechała
i z charakterem i z urodą i z sercem.

Przyzwyczaiłem się do jej oczu
do jej uśmiechu do jej chodu.

A jaki rosołek gotuje
po smaku bym poznał
że to jakaś inna…

Po pocałunkach bym rozpoznał
że to nie te usta…

Moja dziewczyna jest idealna
ma pieprzyk – nie powiem gdzie
i styl niczym modelka.

Lubię na nią patrzeć z tyłu
jak idzie przede mną –
specjalnie robi takie ruchy
że we mnie budzi męskość.

Bezgranicznie oddana
skupia na sobie
moje spojrzenia
od rana do wieczora.

A w nocy przytulam się do niej
i kradnę jej sny –
taki ze mnie jest kochany romantyk.

5.11.2014 – Ustka
Środa 13:57

Dziennik pisarza Karola Zielińskiego z Krakowa

Dziennik pisarza Karola Zielińskiego z Krakowa
Karol Zieliński

01.08.2011 00:51

@Zygmunt Jan Prusiński

Panie Zygmuncie, odstawiłem na bok te studenckie głupoty, nad którymi pracuję i piszę do Pana, bo mnie ogarnia zwątpienie do robienia czegokolwiek. Przecież to wszystko, co nas otacza, na równi z tym co szanujemy i kochamy, jest ch*ja warte. Bo cóż z tego, że my to kochamy i szanujemy, gdy “to” nas nie kocha i nie szanuje! Miłość nieodwzajemniona! Cóż z tego że pokrywamy ją cynizmem i drwiną, skoro w środku cierpimy! Z miłością to jest tak, że z miłości powstała grudka piasku i trwa, po której depczemy. Dlatego idąc po trotuarze powinniśmy iść z miłością (i przepraszać) i wyrozumieniem (dla poranionego świata) dla tych grudek piasku, które nam chrzęszczą pod podeszwami. Dopiero wtedy możemy oczekiwać miłosierdzia i miłości dla samych siebie. Bo przecież bez miłości żyć się nie da.

Ja w tej chwili zastanawiam się nad panem Ryszardem Zasmuconym, bo jakiż on musi być samotny (skoro ucieka do pisania na blogu) i pozornie kochany przez rodzinę, Boga, współparafian, przez synów i wnuków… skoro od czasu do czasu przyskakuje do mnie (ze złości! z miłosnej złości!) lub do Pana, jak pinczerek, żeby nas potarmosić za portki, domagając się chwili uwagi (tak samo jak i my, oczekując tego od niego!). Bo co innego jest twierdzić, że rodzina nas kocha, córki i wnuki, skoro nasze córki nie mają z nimi o czym rozmawiać, a żony w ogóle nie zwracają na nas uwagi (wszyscy mają nas w dupie!), to cóż to za miłość?… a miłość do Boga jest w jedną stronę, czyli “mówił dziad do obrazu” i znów wychodzi na to, że jesteśmy sami, że nikt nas nie kocha… Więc gdy na blogu u Pana ZYGMUNTA Prusińskiego, jeden na drugiego się trochę pozłości (a nawet nazwie go świnią! – to z miłości!) to jest to jakby wyznanie miłości i oczekiwanie tego samego uczucia. I przyznaj pan, panie ZASMUCONY, że jest panu miło, gdy nazwiesz mnie świnią, a ja łaskawie (i miłośnie) wybaczę, rozumiejąc, że (jak mówił Siemon Zacharowicz Marmieładow do Rodiona Romanowicza Raskolnikowa): “To nic łaskawy panie, ona tak wcale nie myśli, tylko się tymi myślami tak bawi… ale to dzieciństwo i banialuki, które dobry Bóg wybaczy, i gdy do niego pójdziemy powie, chodźcie tu do mnie wszyscy,. bo chociaż świnie jesteście, to przecież kochacie i to was upoważnia do wejścia do królestwa niebieskiego!” Które, zwracam uwagę, jest już tu, tyle razy, ilekroć przebaczamy jedni drugim.

Tak naprawdę, to ja się źle czuje, gdy jestem przez innych źle zrozumiany i staram się tak pracować umysłem, żeby dobrze zrozumieć swych bliźnich a wtedy nie muszę im nic wybaczać.

Zastanawiam się tylko, czy taka postawa jak moja, spowalnia wyścig szczurów? Czy gdyby było więcej ludzi o takiej postawie, wyścig szczurów przestałby morderczym procederem dobijania zmęczonych koni.

Przyznam się, że jeszcze pod tym kątem na Pańskie wiersze nie patrzyłem i nie wiem, jaką by Pan musiał zastosować formułę, w której by nastąpiło wybaczenie (w imię miłości do ziarnka piasku) Sztoltzmanowi jego sztoltcmanostwa a Lejbie Kohne jego lejbusiostwa. Mówię tu do Pana jako do polskiego Petrarki, który może, gdyby chciał opisać nasze ostatnie dzieje w postaci “Boskiej komedii”, tych wszystkich zasłużonych w niebie… a Lejbe Kohne i Stoltzmany byłyby w dziewiątych kręgach poetyckiego piekła. Pan wie co czym mówię? Jeśli miałby być Pan talentem równy Słowackiemu i Norwidowi (a czemu nie, gdyby Pan to potrafił napisać?), to powinien napisać Pan taki poemat, w którym oprowadza swego zmarłego przyjaciela po piekle, albo nawet mnie, zasranego profesora, który chujuje na diabły, niczym w amerykańskim filmie, ale jednakże coś tam swym rozumkiem kuma, a Pan pokazuje mu wśród płomieni, że tu siedzi profesor Bartoszewski (choć jeszcze żyje) ale już przykuty do swych zachodnioniemieckich marek, a tu Geremek przykuty łańcuszkiem do piecyka, tam zaś pan Sztoltzman się smaży z płonącą żagwią w dupie, a tam nasz ukochany przywódca „solidarności”, Lejba Kohne, całuje po rękach naszego osmolonego od sadzy, uwielbionego polskiego papieża. A co? czyż piekło, jak mówił Quintus Septimius Florens Tertullianus, nie jest w pierwszym rzędzie dla papieży?

Panie Zygmuncie, stwierdzam też, że, gdyby nawet Pan się pokusił o coś takiego, to ja zastrzegam sobie, że gdy znajdę chwilę czasu i zdrowia, sam też postaram się płodzić tego potworka, czyli taki elaborat, na ten temat piekielnej historii Polski. I nie będzie to plagiatem ani z mojej ani z Pańskiej strony. Tak się zastrzegam w razie czego, bo jak powtarzam, mam różnej roboty od cholery, tylko coraz mniej chęci, bo nic mnie nie cieszy. Choruje na coś co się nazywa, niemożnością odczuwania przyjemności. Nawet napicie się wódki jest dla mnie bez sensu. Wszytko jest bez sensu. Proszę sobie wyobrazić jeszcze żyję, a jakbym umarł. Jeśli to prawda, że po śmierci nie odczuwa się emocji, wstydu, poczucia, grzechu, przyjemności itd. to jak tak właśnie mam. {Poczucie pełnej ataraksji! Żyję, bo się zmuszam do pracy, jedzenia, czytania i pisania… Jeśli Pan w to wierzy, to proszę się pomodlić za mnie do jakiegoś zwariowanego Boga, bo przecież w tym świecie sartrowskim, bez wartości, musi być coś warte (oprócz chuja) – (ja wiem, że dla mężczyzny jedyną wartością jest kobieta, ale mnie, tak jak Hamleta, kobieta nie bawi mnie, lubię się tylko jej przyglądać, nic więcej). Proszę sobie wyobrazić, że nie mam pragnień i zazdroszczę mojej matce, że umarła.

Powiem Panu, co ma dla mnie tajemniczą wartość, co może przykuć uwagę mego umysłu, to to, gdy się położę na wersalce, wyciszę wewnętrznie i oddam się medytacji, w której dochodzi do pozornej lewitacji, czyli przestaję czuć swoje fizyczne ciało i (chyba – tego nie wiem) myślowo odrywam się wraz ze swym wyobrażeniowym ciałem i unoszę się pół metra (bo więcej nie chcę) nad sobą, nad rzeczywistym swym, ale jakby porzuconym i bezwolnym, zwiotczałym, ciałem, jakby to był martwy zezwłok. Zrobiłem to kilka razy i ciągle tęsknię za powtórzeniem tego, upatrując w tym głębszego sensu i wartości, to tak na marginesie, dla obopólnej refleksji. Podobno takie stany można wywołać gdy się pijak opije do nieprzytomności albo po amfetaminie, ale nigdy nie byłem pijany do nieprzytomności ani nie brałem żadnych prochów. Jeszcze jest jeden sposób na uzyskanie takiego stanu, co próbowałem, ale się nie udało, to tantryczny stosunek płciowy z odpowiednio przygotowaną umysłowo kobietą. W tym stanie, też można we dwójkę lewitować! Oczywiście są to duchowe lewitacje, bo ciała zostają nieporuszone na pościeli.

Jest to przyczynek do tego, co mówiliśmy, że nie mamy szczęścia do kobiet, bo jesteśmy prymitywne chamy, więc kobiety od nas uciekają, bo nie umiemy je kochać. Dobre sobie! Ja nie umiem kochać! Umiem i to na sto tysięcy sposobów! Ale gdzie jest taka, która umie chociaż na jeden raz! Raz, a dobrze!

Panie Zygmuncie, przepraszam, że zawracam głowę swoją osobą… Ale wyrażam tym swoje zaufanie, że jest Pan rozumnym facetem i równie nieszczęśliwym miłośnikiem piękna. Amen

Zygmunt Jan Prusiński Komunizm odebrał mi Rodzinę!

Odzyskiwanie wartości w literaturze

Odzyskiwanie wartości w literaturze
Zygmunt Jan Prusiński

Co bym ja robił, gdybym nie pokochał Literatury Pięknej? Poezja – jedyna wartość w moim życiu, która nie kaleczy; zostałem Jej uczniem i, uczę się praworządności i porządku w Kulturze.

Następne spotkanie w Damnicy, które z kolei, ósme czy dziewiąte? Ale najpierw trzeba tam dojechać. Nikt do mnie nie zadzwonił, nie zaproponował zabrania mnie bym punktualnie zjawił się w Pałacu. Miałem odczytać trzy wiersze o katastrofie lotniczej pod Smoleńskiem. To bardzo dziwna katastrofa. Od początku nie wierzyłem że był to wypadek. Poświęciłem cykl składający się z trzynastu utworów. Nawet zamierzałem napisać o tym książkę, zaniechałem, szlaban ktoś we mgle postawił, uciekły ze mnie zachęty. Ale był ze mną i Fryderyk Szopen i Zbigniew Herbert. Była także Dama Solidarności, ofiara, Pani Ania Walentynowicz. – Czy musiała w ten sposób zakończyć swoje życie? To taka jest Nagroda za to co dla Polski czyniła bohaterka Robotników? Szopen zostawił muzykę. Herbert zostawił wiersze. A kto będzie pamiętał o Annie Walentynowicz, która w Ustce te słowa wypowiedziała do mnie:

Tylko nie zapomnij o mnie, poeto !

_____***_____

Zygmunt Jan Prusiński

NIOSĄ NAM PTAKI NADZIEJĘ

Pamięci Anny Walentynowicz

Posłuszny jestem,
wedle upadającej szyszki.
Wchodzę w głąb lasu,
ktoś do mnie woła.

Piszę wiersze na starej korze,
zmarszczki płyną po sośnie
jak zapomniane rzeki…

Wtulam się w ciepło drzewa,
rozgarniam myśli w gęstej mgle.

Szukam żywego portretu na niebie;
jest tylko muzyka cicha, jak skomlenie.

23.07.2010 – Ustka
Piątek 10:00

_____***_____

Z Ustki do Słupska, cywilizacja w komunikacji jest zdrowa i rozsądna. Ale ze Słupska do Damnicy – jakbym powrócił do Średniowiecza. Nie wiem, kto decyduje o rozkładzie i pociągów i autobusów. Jakby PRL przywitał mnie, przy przystanku na dworcu PKP. Grupa kobiet, jedna młoda ciężarna i ogrom zakupów w kilkunastu torbach, torebkach. Te kobiety jakby z obrazka Malczewskiego… Wyspiański też by namalował, jestem pewny. Podobno do nich na tę wieś Jeziorka nie dojeżdża żaden autobus. Od przystanku przy szosie muszą 7 kilometrów iść na piechotę piaszczystą drogą. Podobno rowery schowały w krzakach, tak że nie będą ręcznie dźwigać zakupów. – A jakby skradli te rowery? Wieś ma kilka zabudowań i nadzieję w ptakach, że wieści one przyniosą, że wieś Jeziorka kiedyś Nowym Jorkiem się stanie.

Okres wyborów. Totalne inwalidztwo informacji. Życiorysy jednego z dwu kandydatów… przesłodzone. Nieprawdziwy wyż w aksamitach i jedwabiach, do tego dodać że posypanym był jeden z nich kruszcem złota. Taki posążek na kamieniu. Dla inteligentnych czytelników – niech zgadną o kogo chodzi.

Najstarsza kobieta z Jeziorka upolityczniona. Zagadałem z nią w autobusie o wyborach. Gdyby każda miała takową orientację, może, nie przegrywalibyśmy żadnych wyborów. Ode mnie, jako i w tej roli wieszcza i niezależnego publicysty, to ma podtekst kabaretu. – Jeszcze ten prawdziwy Obrońca i Przywódca dla Polaków się nie narodził.

Pożegnałem się z kobietami ze wsi Jeziorka, którym pomogłem w Słupsku pakunki wnieść z przystanku do autobusu. Damnica witała mnie. Może kilka ptaków zaśpiewało z tej radości, iż poeta z Ustki znowu zawitał z wierszami.

Duchy są mi bliscy – choćby bohaterka moich wierszy, Pani Ania Walentynowicz.

23 Lipca 2010 r.
Piątek 11:04

Nie piszę już wierszy

Nie piszę już wierszy
Zygmunt Jan Prusiński

Onegdaj prawie codziennie pisałem
wtedy byłem sobą – teraz przybieram
obce cienie ludzi mniej znanych
ale bliskie że mogę porozmawiać.

Dzisiaj są moje imieniny
schowam się głębiej w wybranym
cieniu idąc po kamieniach –
to moja pokuta dodaję potrzebę
indywidualnie pocieram skrzydła wiatru.

Nic nie szkodzi że jestem sam
to moje lekarstwo na życie
ostatnio zajmuję się obrazami
malarstwo to moje serce…

Zajmuję się sztuką celniej niż z kobietą
a przecież wielu poetów pisało zgodnie
że bez nich cóż warty był cień za drzewami.

02.05.2023 – Ustka
Wtorek 4:50

Wiersz z książki “Modlitwa do pająka”

___________________________

Karol Zieliński z Krakowa

@Zygmunt Jan Prusiński
Panie Zygmuncie, czytam Pana, uważnie i między wierszami etc.
Mój problem z Panem jest taki, że, młodzicy startujący w różnych konkursach o np. „Laur Chrzanowa” wymyślają bardziej efektowne niż Pan metafory, tylko że to jest wymyślone i jakby zmałpowane u dwudziestolatka – a u Pana jest o przeżyte. Pan wie, co mówi i co pisze – oni zaś nie. Człowiek jest taką genialną małpą, że w młodości może się wyuczyć (jego mózg tak poskłada sprzeczne znaczenia) używania słów w zdaniach, które nie mają pozornego sensu i dopiero kontekst kulturowy nadaje im (może im nadać) „poetycki” sens. Ale to często jest tak przypadkowe, dzieje się takim trafem przypadku, jakby dać milionowi małp maszyny do pisania, aby bezrozumnie stukały w nie jednym palcem, to u kilku z nich musi się wystukać prawem rozsiewu statystycznego, jakieś sensowne zdanie. Sprawa jest prosta, gdy mamy do czynienia z wypowiedzią prozatorską, bo pytamy i prawidłowość składni, gramatykę i ortografię, ale przy wypowiedzi poetyckiej sprawa się komplikuje i już nie można wymagać poprawności gramatycznej (formującej w pewnym stopniu zrozumiały sens), bo metafora wymaga odsyłania do treści leżących poza desygnatami jej poszczególnych składników. Jeśli sens zdania prozatorskiego leży poza tym zdaniem, to w metaforze dzieje się to tym bardziej wyraźnie. W procesie rozumienia logicznych treści zdania bierze udział, tak samo jak w rozumieniu prawideł logicznych, akt psychicznego uznania, że coś wynika z czegoś, że coś jest implikacją innej rzeczy, jeden sąd pociąga za sobą inny, logicznie powiązany.

Wszystko jest powiązane w relacjach, które rozumiemy, czyli uznajemy za prawdziwe lub fałszywe (entailment) i to zarówno w prozie jak w poezji. Owszem, można pisać wiersze, bawić się, eksperymentować, wyrażać metaforycznie to, co się da napisać prozą, a nawet szukać wyrazu dla treści niewyrażalnych etc., ale zasadniczo (tak rozumiem) pisanie „poezją” ma sens wtedy, gdy trzeba przekazać treści, których nie da się przekazać prozą. W tym ujęciu poezja byłaby więc prozą, ujmowaną i „pisaną” inaczej.

W każdym razie, w wypowiedzi zarówno prozatorskiej jak i poetyckiej chodzi o zdanie. Nauczyciele od języka twierdzą, że zdanie może się składać z jednego wyrazu, który będzie orzeczeniem. Podmiot może być domyślny i nie może tworzyć jednowyrazowego zdania. Dlatego ja tak maniakalnie przyglądam się treściom każdego wiersza. Nie szukam w nim bynajmniej tego, „co” mówi, lecz zwracam uwagę na to „jak” mówi, ale za każdym razem „jak”, implikuje „co”. Powiedz mi, „jak mówisz”, a powiem ci „co mówisz”. Ludziom (również „twórcom” i poetom) się wydaje, że wiedzą , „co mówią”, albo widzą, „jak mówią”. Niestety, w każdym przypadku ta wiedza jest myląca. Język potrafi zwodzi na manowce. Co innego się chciało powiedzieć, a co innego się powiedziało i nawet się o tym nie wie.

Proszę nie myśleć, że „coś wymyślam” przeciwko Pana pisaniu, że szukam jakiejś dziury w całym. Nic podobnego. Dziura w całym jest we wszystkim, we wszystkich wierszach i prozach świata, w całej rozciągłości. U Pana są prawdziwe metafory typu: „dwa dni to wiek krzyku”, albo: „rozpościera się srebrzysty pokłon światła”. To jest nowa treść, nowy (a może część prawdziwej istoty – w sensie kantowskim) sens (a przy czym jest to zdanie mający podmiot i orzeczenie, tudzież rzeczownik, czasownik i przymiotnik), czyli wszystko co trzeba, żeby nie zamieniać poezji w estetyczny dom wariatów.

Natomiast przy wierszu zaczynającym się od słów: „Podejrzewam, że jestem głodny” mam ochotę zastanawiać się nad tym, co uczeni lingwiści i gramatycy pisali o zdaniu. Czy ciąg normalnych, logicznych zdań, ułożonych osobno, jedno nad drugim, może tworzyć nową wartość artystyczną i poetycką.

Kraków. 04.08.2012

Wianki i parada gwiazd

Wianki i parada gwiazd
Zygmunt Jan Prusiński

Nic nie szkodzi że milczę
suche pajęczyny
u sąsiadów też cisza
wabię cienie tych co nie ma
i nie powrócą
choćby moja matka
o której każą zapomnieć.

Rozpocząłem tę pustkę
piosenek nie piszę
błądzę wśród słów
okręcam się tobą jak w tańcu
czuję zapach kobiety
mało mówiącej
więc szeptam jak królik w klatce.

Ale i tak w moim życiu
słyszę nieprawdę o miłości
całe życie przeszedłem
obcymi drogami
gdzieś ktoś wianki z wróżbami
wypuścił w strumieniu –
nic się nie pali…

Poczekam na mgłę
okoliczności sprzyjają

ktoś zagra na scenie
pijanego boga!

11.10.2023 – Ustka
Środa 11:15

A w tym polu zostawiam wiersze

A w tym polu zostawiam wiersze
Zygmunt Jan Prusiński

Sylwii Wiśniewskiej

Idziesz odszukać kilka pereł
rozrzuconych w łanach
polnych roślin.

Mój wiersz Sylwio jest blisko,
gdzie rosną maki i chabry.

Piszę o tobie z uśmiechem
spadającego skowronka,
który modły niebu zostawił.

Gdzieniegdzie plącze się filozofia.

Ja wciąż w erotycznych skrzydłach
namaszczony przez planetę Venus,
z zielonymi motylami rozmawiam.

Idziesz z mojej bajki
w zielonej sukience jak nadzieja,
że tam na końcu tej drogi
czeka twój poeta.

23.12.2010 – Ustka
Czwartek 6:35

Wiersz z książki “Modlitwa do pająka”

Wianki i parada gwiazd

Wianki i parada gwiazd
Zygmunt Jan Prusiński

Nic nie szkodzi że milczę
suche pajęczyny
u sąsiadów też cisza
wabię cienie tych co nie ma
i nie powrócą
choćby moja matka
o której każą zapomnieć.

Rozpocząłem tę pustkę
piosenek nie piszę
błądzę wśród słów
okręcam się tobą jak w tańcu
czuję zapach kobiety
mało mówiącej
więc szeptam jak królik w klatce.

Ale i tak w moim życiu
słyszę nieprawdę o miłości
całe życie przeszedłem
obcymi drogami
gdzieś ktoś wianki z wróżbami
wypuścił w strumieniu –
nic się nie pali…

Poczekam na mgłę
okoliczności sprzyjają

ktoś zagra na scenie
pijanego boga!

11.10.2023 – Ustka
Środa 11:15

Jutro pogrzeb mojej mamy

Jutro pogrzeb mojej mamy
Zygmunt Jan Prusiński

Pamięci Krystyny Kurlandy – Sowińskiej

Co pisać i o czym pisać
tyle w sobie bólu dźwigam i żalu
odchodzi ten świat co z Tobą był
i jakby zanika w szczegółach.

Jeszcze chodzę po Twoich śladach
i ja zbyteczny dla innych
pokrywa się korozja liryczna
nie szukam łaski – zbyteczna
konwersacja i złudzenia.

Aby żyć dla fasonu – dawno
przestałem śpiewać i grać na gitarze
pewnie trzy lata minęło instrument
wisi na ścianie jak wisielec.

Chyba wyśpiewałem już wszystko
i po polsku – i po włosku i po angielsku
młodość minęła tylko czarna chmura
zawisła i to ona przypomina
że jutro jest pogrzeb ukochanej Mamy.

23.02.2023 – Ustka
Czwartek 11:46

z książki “Dzwon w pieśni”

Trójwymiar zasadniczy zgasł

Trójwymiar zasadniczy zgasł
Zygmunt Jan Prusiński

Motto: Ja mieszczuch z książkami
wyglądam w oknie za kimś kto
nigdy nie wróci do mojego miasta.

Jesteś Mamo tak daleko
że nie słyszę Twego głosu
żarliwa tęsknota mnie dławi
jestem w łańcuchach
przywiązany takim się czuję
niespornym zjawiskom że
mi zmarłaś a przeto opuściłaś
mnie (w Czwartek 16 Lutego
o godzinie 23:55 w szpitalu)
cztery miesiące przed
Twymi Urodzinami.

Nie jestem przygotowany
teraz żyć sam – moja
psychika słaba jak wykruszony
schemat że to wszystko
łączy się z naturą że człowiek
po to rodzi się żeby umrzeć
nie dane jest dłużej przez
nikogo – nie ma takiej siły.

Chcę Ciebie przypominać
niestety to są skrawki
tylko dzieje w książce
płyną słowami jak rzeka
milczy aksamit – milczą
Twoje sukienki i rozdziały
krótsze są każdego dnia.

A chcę byś była pomnikiem
zjawiskiem urzeczonym
że nadal jesteś przy mnie.

23.02.2023 – Ustka
Czwartek 5:07

Śmierć jest dobra…

Śmierć jest dobra…
Zygmunt Jan Prusiński

Motto: “Kruki przewidują śmierć”
z filmu Cała zima bez ognia.

Śmierć jest dobra nie słychać nikogo
spala się w większych fragmentach
rodzinna radość – nie ma rodziny
jestem kroplą nad i – nie słyszę
co powinienem – zgasła gwiazda.

Co robić nie wiem – zmiażdżona sława
byłem kiedyś wesołym człowiekiem
a teraz nawet luster nie potrzeba.

Nie golę się i nie zakładam wyprasowanej
koszuli – rzucam kamyki do kanału
maluję czarne plamy na papierze
kto kupi moje czarne plamy?

Palę dużo papierosów a właściwie skręty
siedzę w domu jak zamknięty więzień
nikt nie puka do drzwi – miasto śpi
ulice puste – za cicho dla mnie.

Jeśli Mama odeszła we śnie
to dlaczego ja nie mogę –
czy muszę na to zasłużyć?

22.02.2023 – Ustka
Środa 16:12

Wedle modlitw ciała

Wedle modlitw ciała
Zygmunt Jan Prusiński

ZATOKA INTYMNEGO PRZYMIERZA – część dziesiąta
Dział: Kultura Temat: Literatura

Karolinie Rożnowskiej

Dzieło z tobą tworzyć to dla mnie zaszczyt.

Przychodzą mgielne obrazki gdzieś
z zapomnianych kąt mojego kwadratu

Zostawiłem wiele niedokończeń
zagubionego poety na szlaku.

Wędrowne życie samotnika.

Dobrze się czuję w brzezinach,
szeleści poetycki spokój.

I tam cię zaprowadzę,
i tam cię rozkocham w tej zieleni…

Wyrosną po nas czerwone muchomory
będą szeptać o Karolinie –

widzieliście jej boskie ciało?

16.06.2010 – Ustka

Układać, układać poduszki kamienne

Układać, układać poduszki kamienne
Zygmunt Jan Prusiński

KAMIENNE PODUSZKI – część pierwsza
Dział: Kultura Temat: Literatura

W tej krainie co nie ma ciebie
w tej krainie co zapis mój jest ważny
może już dla samego diabła
stoję w kwiatach w pobliżu wydm.

Układam poduszki do snu
rzeki wspomnień płyną we mnie
nie męczę poezji wierszami
które zamieniają się w gwiazdy.

Odstęp od jednego śladu jest
krótki by zapomnieć o drugim
a pomiędzy nimi pajęczyna
wiatr przeciąga się przez szpary.

I jest pewne zamknięcie intymności
nie mogę odmówić tym drzewom
by nie opowiadać o tobie
w skarbcu przyrody ukrytej.

Skaleczyłem się liściem zbyt wystawał
jakby prowokował znamię ziemi
że przecież trudno zapomnieć
o dotykaniu inspiracji dokształcania
małych rzeczy choćby muszli na plaży
i twojej muszelki opisanej starannie
jakże wilgotnej na samą myśl
kiedy całowałem te dwa brzegi.

28.6.2015 – Ustka
Niedziela 6:55