Archiwum kategorii: Jarosław Pasztuła

z całego serca

z całego serca
Jarosław Pasztuła

zaglądam w niebo
milczy okno na świat
i twoje imię za szkłem
zapamiętam na zawsze
nie obrażaj się
kiedyś spotkać nam się należy

teraz rozumiem
miłość i prawda
nie wybacza
to jak sen trwa
później go nie ma
ulotna ale miesza
w głowie sztorm
mokry jestem od łez

wśród wskazówek

wśród wskazówek
Jarosław Pasztuła

rozkoszny wiał wiatr
kochałem cię w tę noc
chwil spędzonych razem
nie zliczę jak gwiazd

pędź wielki wozie
Orjona pas uciska mnie
daj znać co u Ciebie
gdy stanę w drzwiach

pisałem listy
opadały liście
jesień było sucho
wierzyłem w nas niezatapialni
słów piękno

deszcz moczył nas
słyszałem o kilka zdań o tobie
wystarczy by pamiętać włóczą się myśli
nasze dłonie splecione

gruz

gruz
Jarosław Pasztuła

przyszedł czas
przesłonił oczy
padał z nóg po walce
z samym sobą
ile udźwignąć mogę

ledwo człapie dzień
nocą jest najgorzej
cienie na ścianie
boję się zasnąć

zanurzam się w myślach
fajnie było łatwiej
gdy spałaś obok
budziło nas głodne dziecko
samotnie jak słowa na murach

tylko tylko po mnie cisza i kupa gruzu

film o końcu miłości

film o końcu miłości
Jarosław Pasztuła

ponad dwadzieścia jeden lat
w końcu ją poznałem to było na wsi
dyskoteka grała aż w końcu ta piosenka
pojawiła się w pierwszych taktach

Varius Manx zanim zrozumiesz
wiesz że to ostatni raz wiedziałem
siła co w środku poniosła nas na chwilę

fajnie układałem wspólny świat
po czasie nieobecności zapomniała
że kocham
czekam na przepustkę

każdy dzień to walka
bo czasem toczysz życie przeciwnie

powie że to ostatni raz

wakacje nad zeszytem z matmy

wakacje nad zeszytem z matmy
Jarosław Pasztuła

moja bluza pachnie torbą i latem
tęsknię za tobą jak sucha ziemia za deszczem
byłaś dla mnie
dlaczego ostatnia dyskoteka
była pierwszym dniem szkoły
długo nic prócz nauki pustej autosteady

pachniały potem kasztany
uczyłem się na pamięć poznawać ciebie
przyszła matura jak ty tamtego lata
był sierpień a ty podpaliłaś kawał świata

kochać cię to za mało pustka mieszka
w moim wnętrzu nie sen
nie potrafię odpowiadać
to za długa historia ledwo oddycham
coś mnie zgięło

nad rzeką

nad rzeką
Jarosław Pasztuła

zwiń mi ręce
jak wąż opleć
konary drzew jak ręce

duś nie za długo bo usnąłbym
tutaj nad rzeką w twoich ramionach
pośród liści późnego września

kochane usta całuję
smak owoców dzikiej róży
przestań z zabawą nie na żarty
pójdźmy dalej brzegiem miłości

szepty i cisza

szepty i cisza
Jarosław Pasztuła

cisza przeciska się przez drzwi
niewidzialny szept

wyciskasz sok z cytryny
wokół kwaśno dużo witamin

przestrzeń płynie
my razem z nią
powiedz, że początek
gdzie koniec

gorzkie łzy na koszuli bielą
mówisz do mnie że miłość

zakwitnie

przecina eter cichy szept
chowam je w garście dwie
porządkuję myśli

dotykać i czuć

dotykać i czuć
Jarosław Pasztuła

twój dotyk jak gotyku smak
blisko wyczuwalny zapach
esencja ulubionych ust
karmą jak dla mnie są smaki

gdy dochodzisz dotyk skroni
zimny pot po plecach skraplam się
jesteś blisko odpływają oceany
zatrzymaj chwilę na jakiś czas

kocham zapach włosów
zabrać cię tam właśnie tam
nie wiedzieć dokąd

wstaje dzień nowy początek
rozbierz mnie na deskach
na pierwiastki

szepty

szepty
Jarosław Pasztuła

nic nie mów
milcz
w beznadziei
oczy powiedziały wszystko

pustka dręczy
zimny dzień
zamienia marzenia

depresyjny pejzaż
rozciąga ramiona

na zdjęciu
linia horyzontu

głoszą że
słońce pojawi się
za tydzień

z ulgą
uwalniam się
od rozmowy

wysiadam
na ostatnim przystanku

w życiu są prawdy
szczerze wyszeptane

skrzydła anioła

skrzydła anioła
Jarosław Pasztuła

walcz do ostatnich sił
prosząc o skrzydła anioła

pędź z szumem wiatru
prosząc o ostatnie spotkanie

kiedyś ktoś zapytał mnie o ciebie
odpowiedziałem
– nie wiem jak jest w niebie

nie mieszkasz tutaj
myślami błądząc obok ciebie
szukam miejsca i pocałunków

potrafię kochać
wyobrazić sobie postać
która ściska moją dłoń

szept wiatru słońce deszcz
dreszcze widzę cię daleko
biegnijmy w ten sen

jesień i taniec wiatr

jesień i taniec wiatr
Jarosław Pasztuła

wczesne popołudnie
ciepło schludnie
wlecze się jesień

wiatr poderwał do tańca
tańczą liście tańczy pani

trawa żółtozielona rozwinięta
w asfaltowych dziurach błyszczą kałuże

padało wczoraj wiele pytań
pełne jesiennych wspomnień

w alejkach park pachnie
grzybami żywicą
sosnowe igły
szyszki żołędzie

wiewiórka kilka gawronów
przekrzykują wszystkich dookoła

wiatr zagłusza kłótnie

słońce spada spaść nie może
pięknie by nie było gorzej
lecą żółtoczerwone pokręcone liście
z wiatrem po dywanie suną zgrabnie

gałęzie ugięte w pokorze
kładą się do snu o tej porze

pani jesień

październik w kalendarzu
niesie pogodę w dłoniach
przekłada na przemiennie
raz słońcem raz deszczem

zawsze jestem tutaj
gdzie bywa dobrze

wiatr liście taniec gruchanie gołębi
jesieni szelest pod stopami

niepotrzebny

niepotrzebny
Jarosław Pasztuła

niepotrzebny dzień
chyli się za horyzont
noc głaszcze powieki

niepotrzebny
stary sweter
kilka dziur
na skwerze miasta

przyjacielu
wróć dla chwil

powiedz kocham

noc
zabierze
za horyzont

Jesienią gdy opadną emocje

Jesienią gdy opadną emocje
Jarosław Pasztuła

mijają pory roku
dokładam kolejne tabletki
jeśli spotkanie to w przychodni

jesteśmy razem przez wiele jesieni

dzisiaj kończy się październik
ostatnie opadły liście

znicze oświetlają nagrobki
pamiętać warto, włóczą się myśli
to tak niedawno jakby wczoraj
ktoś nam kradnie bliskich

dzisiaj padał deszcz
czuję pachnie jesienią
smutno i z żalem
zapisane inicjały na skale

całuję ciebie

całuję ciebie
Jarosław Pasztuła

co tam u ciebie
na razie się waham
między niebem a piekłem
wciąż emocje niebezpieczne

prawda wypływa na powierzchnię
zegar ścienny cyka wahadło
wokół ciemno samo barachło

jesteś daleko ode mnie
nie chcę cię stracić

biegnijmy do siebie
tak blisko kręci się śmierć

dopóki krew jest ciepła
możemy biec razem objęci

czas odmierzają zegary
dzwony biją my się kochamy
jak najdalej jutro
wystarczy popcornu

zapomnimy dni zimnych nocy
gorące ciała jak źródła światła

na płaskowyżu naszych pośladków

gdy zabraknie czasu

gdy zabraknie czasu
Jarosław Pasztuła

zapłakał Bóg,
stworzył cud istnienia,

życie układa karty
na białym obrusie sumień,
a ty wybierasz,
nie zawsze tę właściwą.

nagle brakuje czasu,
nie ma szans na naprawienie błędów,
biegniesz, lecz siły już nie te.

choroba zmienia obraz dni ,
przeliczasz tabletki na minuty,
gdy zostawisz wszystko,
odejdziesz duchem młody jak dziecko.

wycierpieć trzeba wiele,
by spocząć na brzegu
wśród zielonych pastwisk

szczęście

szczęście
Jarosław Pasztuła

kocham cię
w ustach musisz się rozpłynąć
każdą nocą
stajesz się królową kochamy się
każda noc
inną jak ty zawsze tylko niebo
tyś piękniejszą koronkowe piękno
milczą okna
a wiele o nas wiedzą
mimo to
wiatr kołysze drzewa i futryny okienne

czego chcieć więcej dziękuję za spokój
delikatnie szepczesz
wspólna chwila wyczekuje
na większe szczęście

cisza w drzwiach

cisza w drzwiach
Jarosław Pasztuła

gdy milczysz podczas ciszy
milczy niebo milczą gwiazdy to boli
faceci zbyt słabi jednak nie udają orgazmu

świat zatacza koła wyraźne kolory
chłodny powiew z zagranicy
zabawy nuty tańczysz baw się dobrze
przyjdź pobiegniemy daleko

życie trwa rośnie lśni
liście żółkną spadają w dół
pod oczami zmarszczki odliczają czas
wiosną kwiaty głaszczę napawam się zapachem

kilka zabawek nie po to by się bawić
patrzysz na dziecięcy świat baśni
życie wygląda inaczej to fantazja
świat widzę oczami dziecka jak dawniej

nad morzem

nad morzem
Jarosław Pasztuła

byłem nad chłodnym Bałtykiem
przedrzeźniałem się z krzykiem mew

fale biły o piaszczysty brzeg
kąpiel z duszą na ramieniu
uważałem by prąd
nie wciągnął w głębiny

piasek oblepiał stopy
słońce głaskało
promieniami ciało blade
ciało z bloków miast szarych

czułem że żyję

wysyłam pozdrowienia
niczego nie zmieniam

czy moje szczęście waszym szczęściem
wątpię w to
mam swój słońca zachód

przed wiekiem

przed wiekiem
Jarosław Pasztuła

spotykałem cię przed wiekiem
puszczałem wodze fantazji
jasny warkocz komety
splątany ślubnymi więzami
rozczesywałem palcami