Archiwum kategorii: Antonina Marcinkiewicz

Polityk.

Polityk.
Antonina Marcinkiewicz

Przez długie lata
rzucał przeważnie słowa na wiatr
frunęły twardniały
po latach drogi jego
obrodziły w kamienie
wydawały nic nie znaczące dźwięki
jakby dzwony bez serc
albo osy beż żądeł
zrozumiał
nie potrafił jednak inaczej
komórki mózgowe mchem zarosły

Przyjaciółka

Przyjaciółka
Antonina Marcinkiewicz

Właśnie przyjaciółka kroczy.
Ciekawe co powie w oczy.
Witam cię kochana moja.
Jaka suknia. Jakie buty.
I twarz piękna, ciągle młoda.
Świeża woda, dobre geny.
Niemożliwe, żeby kremy.
Chyba zagraniczne marki.
No bo nasze, zobacz tylko,
ile zmarszczek jest u Hanki,
Heli i Sabiny.
Stare baby się zrobiły.
Tak się brzydko pomarszczyły,
przez te polskie kosmetyki.
Suknię też masz w dobrym guście.
Kupiłaś ją sobie teraz?
Wiesz, ta Zuzka plecie w koło,
że w ciuchlandach się ubierasz.
Sama ciągle nabzdyczona.
Przekłuć szpilką by się zdało.
Przy tym ciągle jest nieskromna.
Eksponuje stare ciało.
Ciągle gada i plotkuje.
Niedomykalność chroniczna ust
ją kiedyś zgubi.
Współczuć temu facetowi,
który kiedyś ją poślubi.
Pa kochana.
I pamiętaj!
Szminka bordo i fluid w kremie
od Adriana.
Pa, kochana!

Uroki jesieni.

Uroki jesieni.
Antonina Marcinkiewicz

Zielono, czerwono, żółto.
Mieszanka kolorów i barw.
Wiatr z liści dywany układa
i gwiżdże wesoło na świat.
A w parku na ławce marzyciel
wiersze układa o lecie.
Nie widzi uroków jesieni.
Ze wspomnień warkocze plecie.
Dookoła smutnieją drzewa
i kwieciste kobierce lata.
Jesień je mglistym światłem ogrzewa
a wiatr przekornie zamiata.
Marzyciel wciąż zamyślony
nie słyszy wiatru muzyki.
Nie czuje nawet jak w rytmie tym
tańczą mu włosów kosmyki.
Wiewiórka patrzy zdziwiona,
że człowiek nie czyta, nie gada.
Orzeszkiem nie poczęstuje.
Siedzi bez ruchu smagany wiatrem
na ławce zniszczonej przez lata.
Na innej ławce staruszek
łodzią wyobraźni dryfuje.
Plany na przyszłość układa.
Ten wiosnę w sercu wciąż czuje.

Nowy rok.

Nowy rok.
Antonina Marcinkiewicz

Zawitał wreszcie.
Stary sobie poszedł.
Chociaż mróz nosy czerwieni,
dzień rośnie po trosze.
Wróbelkowi serce rośne,
że wiosny doczeka.
Ja nadzieją karmię myśli,
że lato poczeka i zdrowie dopisze.
Kalendarz figlarz co prawda
rok mi dopisuje.
Rok to tylko liczba.
Wena przecież nie strajkuje.
Komórki pobudzi może.
Usprawni ręce.
Napiszą się humoreski
i wierszyki może o miłości.
Witam cię Roku z optymizmem.
Możesz się rozgościć!

Kruchość życia 2.

Kruchość życia 2.
Antonina Marcinkiewicz

Władkowi.
Tak nagle, po cichu,
zgasło mu serce.
Tak nagle, po cichu,
ostygły ręce.
– Chcę spać – powiedział.
– Zgaś światło córciu –
I usta zamilkły.
Oczy się zamknęły.
Zasnął przed świętami
Bożego Narodzenia.
Tam, po drugiej stronie
żona jego, a moja siostra,
czekała już od 26 lat.
Niecierpliwa, ciekawa jak zwykle.
Oczami wyobraźni widzę ją
biegnącą, witającą.
– Opowiadaj o córce i wnukach-
– Dlaczego masz siwe włosy
i takie krótkie? –
– Zaniedbałeś się beze mnie –
Mają dużo czasu na opowiadanie.

Humoreska świąteczna.

Humoreska świąteczna.
Antonina Marcinkiewicz

Święta kochani tuż, tuż.
Święty Mikołaj wyruszył już.
I garb ma duży.
I brzuch ma wielki.
I worek dźwiga, w którym cukierki,
rózgi, szaliki, gry współczesne,
narciarzom trzewiki i narty nowoczesne
paniom korale, dla babci chustkę,
dla dziadka wcale nic a nic za karę.
Dziadek papierosów pali nad miarę.
Nocą kaszle, wnuczęta budzi,
gdera na babcię, złości się na ludzi.
Może mu rózgę przyniesie.
Sklepy, galerie przepychem świecą.
W głowach się kręci dorosłym i dzieciom.
Świnki skarbonki, karty płatnicze.
Liczenie, liczenie, wydatki kosmiczne.
A ja nie liczę, znam konto własne.
Wiem, że pustką świeci.
Spokojna jestem, mam przecież dobre dzieci.
Jak już powrócą z tego safari,
to może w tym roku dostanę wymarzone
kapcie wełniane w kwiatki zielone.
Miło może być!

W szpitalu [humoreska]

W szpitalu [humoreska]
Antonina Marcinkiewicz

Trzy łóżka w bieli
chrapanie w trzech tonacjach
najgłośniej pani z PiSu
zwycięża ambicja i racja

cichutko chrapie Ola
nie śledzi polityki
Ula chrapie na lewym boku
i ma lewicowe nawyki

śniadanie nie smakuje
pani chrapiącej PiSem
Ola milczy jedząc
Ula je z apetytem

badania i zabiegi
też różnie dla każdej opcji
PiS wózkiem jest wożony
nóżka bolące ma kości

Ola jest w miarę sprawna
młoda i ożywiona
Ula pod lewe ramię z pomocą
obolała jest właśnie ta strona.

bez nazwisk sporów i kłótni w dzień
powietrze gęstnieje od ciszy
lecz kultura książką zachęca
alb z westchnieniem milczy

i wreszcie oddech ulgi
trzy opcje zgodnie stwierdziły
że smaczną jarzynową
kucharki nareszcie zrobiły

Limeryki

Limeryki.
Antonina Marcinkiewicz

Najwyższa półka.

Tusk z Gdańska jest przerażony.
Wybory wygrał bokser podstawiony.
– pisowcy się cieszą
– że Tuska powieszą
I rząd rozpędzą na cztery strony

Nawyki.

Nawrocki z Warszawy ma paskudne nawyki.
Przyjmuje codziennie w proszku narkotyki.
– śmieje się naćpany
– w sobie zakochany
Psuje tą postawą szyki polityki.

Miłość nie zna przeszkód.

Nad Warszawą burza szaleje i psy się ukryły.
Na deszczu pod drzewem czeka mój miły.
– włosy mu mokną
– z miłością patrzy w okno
Będzie wyglądał jak liść jesienny zgniły.

Ciągle w pamięci.

Ciągle w pamięci.
Antonina Marcinkiewicz

Zbierał napotykane prawdy
tak jak kolekcjoner znaczki czy żołnierzyki.
Wypełniłyby kilka szuflad.
Oswajał co nieoswojone.
Złościł się głośno.
Gniew musiał wykrzyczeć.
Nie ufał wszystkowiedzącym i bogatym.
Wierzył, że życie kiedyś za wszystko
wystawi rachunek.
Kochał piękno.
Wpatrywał się godzinami w morze.
Podziwiał w milczeniu górskie szczyty.
Mówił – kontempluję, nie przeszkadzać. –
Nazywał siebie dziwakiem
z wielkiego rodu dziwolągów ludzkich.
Od 25 lat sam zajmuje granitową komnatę
na cmentarzu w Wilanowie.
Za kilka dni zabłysną tam światełka pamięci
jak co roku o tej porze.
Staną ulubione czerwone chryzantemy.

Miłość

Miłość
Antonina Marcinkiewicz

Otworzyli się na miłość
i odsłoniła ich prawdziwe oblicza
przestała być polem bitwy
nie było już wygranych i przegranych
zrezygnowali z gry i manipulacji
zrodziła się więź uzdrawiająca
oczyściły się serca i dusze
pławili się w przestrzeni wolności i zrozumienia
będą płynąć z sobą łodzią snów i marzeń
otuleni miłością

Obiadki, obiadki, cz. druga.

Obiadki, obiadki, cz. druga.
Antonina Marcinkiewicz

Obiadki, obiadki, cz.druga.
[humoreska]
Koleżanki obiadowe
nie młode wiekiem
ale duchem młode
efektem kulinarnych fantazji
dania na okoliczność
i z różnej okazji
w prezencie kwiaty czekoladki kremy
wręczamy z życzliwością uśmiechem dziękujemy
jedna wiersze pisze
druga zakochana trzecia książki streszcza
czwarta zabiegana – tyle spraw na głowie –
no i polityka tu zgodność emocji
wszystkie kibicują dla jednej opcji
różnorodność zainteresowań
bogactwo przeżyć
wypada słuchać chwalić i wierzyć
nie negować pomimo
nie zaprzeczać – zgodność buduje –
współczuć kiwać głową
przyjemnością jest przecież
przebywać z sobą
czasem coś o mężach
jedna aż trzech miała
odchodzili kolejno
– świeć nad ich duszą Panie-
ona ciągle żywa i doskonała
właśnie zajadamy jej pyszne danie
o dzieciach nie wypada
chyba że o cudzych
to temat delikatny
nie wszystkim los służył
cztery to niewiele lecz czasem za dużo
tym bardziej że chińskie żywioły
zgodności nie wróżą
– księga otwarta do analizy –
i czasem jakieś słowa pokrętne
przyjaźń zmącą niczym prądy wody mętnej
np. ”nie mów pozostałym że cię zaprosiłam
i ciebie jedną dzisiaj serniczkiem gościłam”

Z teraźniejszością za pan brat.

Z teraźniejszością za pan brat.
Antonina Marcinkiewicz

Czasem chce mnie uwięzić przeszłość
– dopada
– nęka
– podtruwa myśli
– zniechęca do działania
pozytywnymi afirmacjami próbuję ją odpędzić
skupiam się na teraźniejszości
powtarzam
– ludzie z mojej przeszłości są wolni
i ja jestem wolna-
– teraz w moim życiu wszystko jest dobre
i ja jestem dobra –
szukam pozytywnych ludzi
spaceruję podróżuję gotuję
piszę wiersze i uczę się
pięknych
utworów na pamięć
akceptuję sytuacje których nie ma sensu zmieniać
wybaczam innym i sobie
cieszę się z drobiazgów
uśmiecham się do ludzi
raduję mnie ciepłe słowa i gesty
usamodzielnionych dzieci
dożyłam w zdrowiu złotego wieku.
jestem szczęściarą w obecnej teraźniejszości

Radość zwycięzców po wyborach 2025

Radość zwycięzców po wyborach 2025.
Antonina Marcinkiewicz

Od rana do nocy
od nocy do rana
Tusk im z ust nie schodzi
w różnych odmianach
jak ważna być musi jego osoba
tylko o nim godzinami
programów ozdoba
formy poetyckie jednakie u wielu
satyra dominuje bez sensu i celu
jak dzieci z podwórka
zza płotu sąsiada
wykrzykują śpiewają
co na mózg im siada
scenki rodzajowe teatrzyk dziennikarzy
bezsensowne i malutkie
brak logiki parzy
zamiast rozważać jak Polskę zjednoczyć
dyskutują recytują jak koalicji
pluć w uszy i w oczy
po kilku takich spektaklach
najniższego sortu pogubiłam się
i nie wiem już kto świeczkę Bogu
kto ogarek czortu

Okruchy miłości.

Okruchy miłości.
Antonina Marcinkiewicz

Zbudzisz się ze snu
przetrzyj oczy
spójrz jak pięknie dookoła
przywitaj kwiaty
pozdrów obłoki
podziękuj Bogu za szczęśliwą noc
uśmiechnij się w lustrze do siebie
krzyknij głośno – kocham cię-
– kocham mój dom i Polskę –
naprawiaj błędy
naucz się wybaczać sobie i innym
podaruj okruch miłości światu
byś piękniej mógł przeżyć
swe życie
uśmiechaj się do ludzi
mniej będą bolały opadające skrzydła
a ludzie nie zauważą twoich zmarszczek

Dzień Matki – moje majowe święto.

Dzień Matki – moje majowe święto.
Antonina Marcinkiewicz

Od kilku dni ”chodzi” za mną piosenka
Śpiewały ją ”Czerwone gitary”.
”Na drogę życia dostałam dwa kwiatki,
od przyjaciela i kochanej matki…
A kwiatki matki pozostały świeże,
bo tylko matka kochała mnie szczerze.”
Kochała kochana wszystkie cztery córki.
– Tę kiełbaskę uwędzimy dla Luci,
przyjedzie na Boże Narodzenie.
A ta dla Antosi, jej dzieci zjedzą z apetytem. –
I tak dalej z miłością.
Z niepamięci wyłuskuję pamięć o szczęściu
mierzonym kiełbaską i kromką
upieczonego na tataraku chleba.
Maj podkreśla wyrazistość wspomnień.
Po starych ścieżkach naszej posesji
chodzą obcy ludzie.
Kupili, rozbudowali.
Ale Ona kochana krząta się tam po kuchni
w sukni granatowej w białe grochy.
Czeka, ciągle czeka.
Jak dawniej.

Wycieczka do Turcji-sonet

Wycieczka do Turcji-sonet
Antonina Marcinkiewicz

Wycieczka do Turcji była moim celem.
Samolot wybrałam środkiem lokomocji.
Już na starcie doznałam nieznanych emocji.
Tych emocji doznało innych osób wiele.

Turcja powitała przyjazną pogodą.
Obcy język wpadł do mego ucha.
Uczy się ten kto uważnie słucha.
Taki cel wyznaczam za rozumu zgodą.

Każdy dzień przygodą życia.
Zabytki gejzery i białe skały.
Wszystko cieszy i zachwyca.

Alanya Antalya kurorty Riwiery.
Zapewniają plaże i kąpiele.
Przez ostatnie dni cztery.

Kruchość życia

Kruchość życia
Antonina Marcinkiewicz

Życie kruche jak liść jesienny
przygniata smutku ciężarem
ktoś bliski wspomnieniem się staje
plany marzenia popiołem szarym
w miniony kwietniowy poniedziałek
odeszła moja ostatnia siostra
obdarowana przez los 93-ema latami życia
zostało pozbawione życia puste łóżko
dominowała czerń ubrań
7-mioroga smutnych dzieci
i 20-orga zdziwionych wnucząt
sprawdzają dotykiem
czy aby na pewno nie żyje
czemu tak leży ta babcia
na wstążkach przy wieńcach tyle miłości
ubarwionej elegancją żywych kwiatów
wzruszają do łez słowa pożegnania
jednej z ukochanych wnuczek
jeszcze tradycyjna grudka ziemi
jeszcze wspólne ”Ojcze nasz”
ostatnie dźwięki żałobnej melodii
i niebo rozpłakane deszczem
jakby w nagrodę za lata trudu
rozjadą się dzieci i żałobnicy
cmentarz otuli cisza
mąż ją przygarnie tam po drugiej stronie
razem będzie dobrze i bezpiecznie
i tyle jest do opowiadania
a ja przytulam codzienność
i czasem uśmiecham się
do wspomnień z naszej młodości

Przedwyborcze dywagacje

Przedwyborcze dywagacje
Antonina Marcinkiewicz

otwieram telewizor szereg słupków stoi
to kandydaci władza im się roi
PO- dominuje
PiS-szanse traci
reszta głośno krzyczy
może się opłaci
obietnice realne nierealne głupie
i wszyscy myślą że ja to kupię
starsza pani słuch słaby i bez pamięci
a nuż uda się babcię w podpisik wkręcić
jeden z nich podobny
do mojej sympatii z młodości
może go nagrodzę
będzie często w telewizji gościł
nie muszę słyszeć dokładnie
kwiecistej mowy
wyglądem ozdobi program wieczorowy
wspomnienia ożywi te z czasów minionych
wybiorę więc tego w krawacie zielonym
i tu… myśl ma się plącze
czy aby na pewno
ta twarz znajoma patriotyczną jest
tą właściwą gębą
powinien być patriotą w działaniu sprawdzonym
nie może mnie omamić krawatem zielonym
poproszę o pomoc Anioła Stróża
oboje wybierzemy tego właściwego

“Uśmiechnij się”

“Uśmiechnij się”
Antonina Marcinkiewicz

Obiadki, obiadki
remik i brydż
Halinka Jola Iwonka i Fryc
kotlet mielony
kopytka i schab
rozmowy o PiS-ie
kto czyje ”łap cap”
pochwały Tuskowi
ach cóż to za gość
jeść go łyżkami
i nigdy dość
różne nalewki
najlepsza z jarzębiny
dolewają Fryckowi baśniowe dziewczyny
przerwa na relax
ploteczki o Gosi
śmieszna na uszach
audiobooki nosi
telewizji nie ogląda
kablówki nie posiada
i ponoć podrywa starego sąsiada
ironii troszeczkę o poetce Tosi
dziwaczka w torebce tomik wierszy nosi
zamiast się wsłuchiwać w głosy polityki
przy internecie wyrabia zabawne nawyki
wiersze czyta i nawet
na pamięć je wkuwa
recytując głośno po parku zasuwa
nawet 3 km. a może i więcej
przy tym się skarży że bolą ją ręce
suma summarum obiadki i brydż
rozrywką ponadczasową
nie zmieni tego PO
i przetrwa choćby PiS.

I znowu ŚWIĘTA.

I znowu ŚWIĘTA.
Antonina Marcinkiewicz

I znowu Święta Bożego Narodzenia
otulą domy i zagrody
marzenia niczym ptaki fruną
wysoko i wyżej do przestworzy
z nadzieją że wiara w Świętą Noc
odmieni kartę złą w rodzinie
że usta zaciśnięte długo
słowo przepraszam wypowiedzą
że dłonie zaciśnięte w pięść
otworzą się i przytulą
wspólnie kolację z rodziną zjedzą
niektórzy nie przełamią gniewu
zamkną swój gniew
przy hotelowym stole
krzykną na serce skurczone tęsknotą
-przestań nie szalej ja tak wolę-