Humoreska świąteczna.
Antonina Marcinkiewicz
Święta kochani tuż, tuż.
Święty Mikołaj wyruszył już.
I garb ma duży.
I brzuch ma wielki.
I worek dźwiga, w którym cukierki,
rózgi, szaliki, gry współczesne,
narciarzom trzewiki i narty nowoczesne
paniom korale, dla babci chustkę,
dla dziadka wcale nic a nic za karę.
Dziadek papierosów pali nad miarę.
Nocą kaszle, wnuczęta budzi,
gdera na babcię, złości się na ludzi.
Może mu rózgę przyniesie.
Sklepy, galerie przepychem świecą.
W głowach się kręci dorosłym i dzieciom.
Świnki skarbonki, karty płatnicze.
Liczenie, liczenie, wydatki kosmiczne.
A ja nie liczę, znam konto własne.
Wiem, że pustką świeci.
Spokojna jestem, mam przecież dobre dzieci.
Jak już powrócą z tego safari,
to może w tym roku dostanę wymarzone
kapcie wełniane w kwiatki zielone.
Miło może być!