– mojemu miastu wiosenne westchnienia –
Ewa Walentyna Maciejewska
I cóż mi w tym życiu jeszcze pozostało…
Kilka westchnień wiosną, pomarszczone ciało.
Ale siła ducha daje radość bycia,
nie na piedestale, a na schodach życia.
W duszy wciąż kiełkują optymizmu pędy.
Nie wiem skąd się biorą Najwyższego względy.
Oparłam się burzom, niekochaniom wszelkim,
a ON zsyła Łaski, bez wołań, bez przerwy.
I te proste słowa, co w rymach ujęte
zesłane ze słońcem na spacerze dziennym.
Tłuką się, kołaczą, trudno ich nie spisać.
Skoro usłyszałam, niech innych kołyszą.
Ach, zaczerpnę mocno boskiej namiętności,
bo nie trzeba widzieć, by poczuć dłoń troski.
Na blejtramie życia kreślić krajobrazy,
tylko te radosne niech się jeszcze zdarzą.
Miejsce swe rodzinne wciąż opiewać w wierszach,
bo to moja miłość, najpierwsza, najszczersza.
Zna wszystkie sekrety, radości i smutki.
Bardzo zasługuje na liryczne nutki.
Pragnę, aby o mnie nie mogło zapomnieć,
gdy będę spoglądać zza kurtyny wspomnień.
Ja cię nie zawiodę, niczym nie omamią.
Swoim cichym sercem kocham cię tak samo.
A Bóg niech prowadzi, uchroni przed burzą.
Uliczki, historia trwają jak najdłużej…