Archiwum autora: admin

Miłość XXI wieku

Miłość XXI wieku
Zygmunt Jan Prusiński

Naucz mnie kochać – nie mówiąc nic,
nawet szept odłóż do krainy ciszy.

Weź tylko ze sobą muzykę ciała –
skalecz mnie sobą dogłębnie…

Wtedy urosnę w potężne drzewo,
gałązką namaszczę wilgoć drgań.

Rozłóż się jak przestrzeń uroku,
przykryj mnie kolorem nieba.

Zatańczę ci akordem bluesa –
ten dźwięk rozpłynie się w nas…

Naucz mnie kochać w XXI wieku,
każdy wiek to inna parafraza tła.

6.03.2007 – Ustka

Nasza rozmowa czy poezja… zwierzenia Danuty lat73 o poezji i życiu.

Nasza rozmowa czy poezja… zwierzenia Danuty lat73 o poezji i życiu.
Danuta Gościńska

Nasza rozmowa czy poezja…
zwierzenia Danuty lat73 o poezji i życiu.
Witaj w wirtualnym świecie piękna i miła
może poznać bliżej byś mi się pozwoliła.
Twojej fotografii blask twarzy przyciąga
a profil jest ciekawy sam do Ciebie pociąga.
Dlatego piszę do Ciebie te słowa
by mogła być między nami rozmowa.
A najlepiej spotkanie przy kawie
i porozmawianie sobie bardzo ciekawie.
Oczywiście że osobiście piszę takie słowa
aby bardziej nastrojowa była nasza rozmowa.
Nasze spotkanie w realu jest całkiem możliwe
wystarczy że nasze osoby będą sobie życzliwe.
Może spotkamy się więc w połowie drogi
aby nikogo idąc do siebie nie bolały nogi.
Było by miło się spotkać i rozmawiać ciekawie
siedząc sobie w kawiarence przy gorącej kawie.
Patrzeć czasem sobie w oczy szczerze
omówić tematy wszystko w dobrej wierze.
Czekam zatem na Twą odpowiedź w tej sprawie
czy jest możliwe spotkanie nasze przy kawie.
Do naszego spotkania jeszcze czas daleki
na razie pisanie do siebie będzie jak leki.
Internet nam w tym dobrze pomaga
i apetyt na siebie na wzajem wzmaga.
Pozdrawiam Cię serdecznie
i uśmiech ślę grzecznie.
Janek. (Twórczość własna.)
©® Wszelkie prawa zastrzeżone. Czy zauważyłeś, przyjacielu,
że jesteśmy traktowani podobnie?
Z tą różnicą, że ja tworzę,
a ty po prostu znalazłeś się w tym świecie.
Spotkaliśmy się przypadkowo
na platformie pełnej ciekawości.
Twój dom pozostał gdzieś w oddali,
otulony ciszą wspomnień i tęsknotą.
Ja – silna kobieta po wielu przejściach –
odnajduję ukojenie w malowaniu obrazów,
na których zapisuję wspomnienia.
Prowadzimy niekończące się rozmowy
o twoim zdrowiu, życiu i minionych latach.
Ja słucham uważnie,
a ty nawet nie dostrzegasz,
że w moim sercu mieszka zupełnie inna dusza –
pełna wrażliwości, ciszy i niewypowiedzianych uczuć.

W tej jesieni odprowadziłem ciebie

W tej jesieni odprowadziłem ciebie
Zygmunt Jan Prusiński

Tradycyjnie
po drodze kilka ujęć
bym miał cię przez chwilę na zdjęciach
zajrzał jakby do środka później
kiedy będziesz w innym miejscu
szukała mnie
i w tych rysunkach wspomnień
opisywała myślami dobre rzeczy
po jedenastu dniach pobytu.

Stajemy się stateczni
jakoby ważni w swoich wierszach
próbujemy ten smak miłości
poznawać bo zawsze jest inaczej
gdy wkraczam by uspokoić
twoje wnętrze na zapas i mieć
na własność te chwile.

Podziękowałaś przez telefon
nie wiem po co te słowa wypowiedziane
przecież kto ma się tobą opiekować
lepiej ode mnie w tajemnicy
poukładanej przy każdym pocałunku
zbierasz ten plon uścisku
namalowani w jesiennej oprawie
choć przyznasz że obecny październik
nie był taki jak ubiegły w Chlewiskach.

Listopadowy zarys przed nami
powrócisz nad morze by znowu opisywać
spacery tkliwe noszące ciekawość
choćby pierwszego wiatru który się zbliży
nieoczekiwanie przyjazny i zaprowadzi
sosnowymi ścieżkami poezji.

25.10.2016 – Ustka
Wiersz z książki “Sen jabłoni”

Jesteśmy przygotowani do romansu

Jesteśmy przygotowani do romansu
Zygmunt Jan Prusiński

Kamili Pawlikowskiej

Roztańczeni białą podnietą,
nie z balkonowej widoczności
zeszliśmy z torów kolejowych
by dojść do miejsca wybranego.

Rozłożę cię Kamilo jak karty,
nie będę wróżył cieniom minionym.
Zabłyszczysz w moich ruchach i rękach,
jak szklana panienka w pantofelkach.

Zadzwoni leśny dzwon i księżyc
zbliży się do nas – pozwolimy mu
pospacerować po tych dróżkach,
po których biegają zające.

A o świcie wejdziesz w moje lustra,
w ponownej podróży dotknę bioder.
Wyzwolisz się z natrętnej pajęczyny,
rozkochamy lasy i łąki.

3.06.2010 – Ustka
Wiersz z książki “Zatoka Intymnego Przymierza”

Moja Penelopa pisze wiersze

Moja Penelopa pisze wiersze
Zygmunt Jan Prusiński

Jest w niej coś z muzyki
niepowtarzalna –
ogrzewa mnie sobą
bym nie ostudził uczuć.

Szarmancka jak leszczyna
niezwykła –
potrafi ugryź z szaleństwa
oswobodzić wiersze z klatki.

Odnoszę się do niej
jak pierwsza róża w ogrodzie.

Ujarzmiam w niej wodospad…

A w nocy jest taka krucha…

16.3.2013 – Ustka

Przed laty na Wołyniu

Przed laty na Wołyniu
Kamil Olszówka

W półmroku starych cerkwi,
Pośród śmiechów szyderczych,
Słów nienawiścią przepełnionych,
Od niewysłowionej pogardy ciężkich,

Padały krople święconej wody,
Na piły, widły, siekiery,
Uświęcając je w celu zbrodniczym,
W świętokradzkim obrzędzie bezbożnym.

Płomienne starego popa kazanie,
Nieludzką nienawiścią podszyte,
Wielkich zbrodni miało być zarzewiem,
Rozlanych po Ukrainie okrucieństw pożarem,

Nienawistne słowa starego popa,
Były jak sączony w dusze jad,
Pod pozorem banderyzmu szerzenia
Zabijający wszelkie wyrzuty sumienia.

I te święconej wody krople,
Na polskie dzieci były wyrokiem,
Zwiastować bowiem miały ich śmierć,
Strasznego ich losu były przypieczętowaniem.

I każda święconej wody kropla,
Czyichś cierpień oznaczała bezmiar,
Śmierć w nieopisanych męczarniach,
Orgie mordów w odmętach szaleństwa.

A te maleńkie kropelki,
Heroldami były zbrodni straszliwych,
Zwiastować miały dziecięcej krwi strużki,
Niezliczone z oczu ich łzy,

A każda święconej wody kropla,
Brudna, wstrętna i zimna,
Błogosławieństwem była szatana,
Diabelski chichot w sobie kryła.

Nasiąkła nienawiścią Agiasma,
W tamtych pełnych okrucieństwa dniach,
Nie była symbolem oczyszczenia,
Skaziły ją popów bezbożne słowa…

I w księżyca blasku upiornym,
Wyważały drzwi chałup poświęcone łomy,
Rozłupywały czaszki maleńkich dzieci,
Pobłogosławione przez popów siekiery,

Pokropione w cerkwiach kosy,
Odbijając się w głębi przerażonych źrenic,
Dotykając młodych dziewcząt krtani,
Niejedną nić życia trwale przecięły.

A krople przelanej krwi polskich dzieci,
Przed oblicza hufców anielskich,
Płacząc rzewnie skargi swe niosły,
O potworności zbrodni straszliwych,

A każda dziecięcej krwi kropelka,
Strwożona aniołom opowiedziała,
Jak wielkiego bezmiaru okrucieństwa,
W wołyńskie noce świadkiem była.

I te krople niewinnej krwi,
Dzieci bestialsko pomordowanych,
Uczciły wierne Bogu anioły,
Pieczętując je swymi pocałunkami,

By po kres świata były świadectwem,
O tamtym straszliwym bestialstwie,
Jak ludzkiej natury zezwierzęcenie,
Potrafi być nieujarzmione…

Miała być rzekomo wolna Ukraina,
Czysta jak przysłowiowa wody szklanka,
Lecz w niewysłowionej nienawiści skąpana,
Spłynęła wkrótce krwią zbroczona.

I pomimo upływu lat,
Pozostaje wciąż wstrętna i brudna,
W tamtych nierozliczonych zbrodniach
Wciąż bezwstydnie unurzana,

Wciąż bez woli oczyszczenia,
Gdy zakłamana elita,
Haniebny kurs polityki wyznacza,
Czcząc zbrodniarzy w niezliczonych pomnikach…

A pomordowanych na Wołyniu dzieci,
Nie utuli już nikt,
Jedynie niebiańskie anioły,
Otrą z oczu ich łzy,

A każda polskiego dziecka łza,
Większą ma wagę w oczach Boga,
Niż ukraińskich historyków kłamstwa,
Którym przyklaskuje dwulicowy świat.

Każda kropla polskiej krwi
Pozostała na wołyńskiej ziemi,
Świadectwem jest dziś niezatartym
Tamtych zbrodni straszliwych,

Wielkie morze łez,
Polskich dzieci zgładzonych okrutnie,
Dla ludzkości jest plamą na honorze,
Dla cywilizowanego świata sumienia wyrzutem…

– Wiersz napisany dla upamiętnienia osiemdziesiątej trzeciej rocznicy krwawej niedzieli na Wołyniu…

Zatrzymaj

Zatrzymaj
Helena Krystyna Szymko

zatrzymaj mnie – miłym słowem
czułym oczu spojrzeniem
dotykiem swojej dłoni
namiętnym pocałunkiem
nieprzespanej nocy oddechem
podaruj mi swoje marzenia
i zatrzymaj mnie
zanim wszystko rozpłynie się –
jak we mgle

Uspokojona po podróży w oknie Neapol witasz

Uspokojona po podróży w oknie Neapol witasz
Zygmunt Jan Prusiński

Neapolska baśń III

cykl wierszy pt. “Ewa w Neapolu”

Jest po północy, a jednak nie śpię
wiesz jak lubię z tobą spać –
zwijasz się w kłębek
cudowny kształt bym mógł
wtulać się w ciebie
opryskując myśli wonną ciszą,
by rozkwitały wciąż rozkwitały
tak nam tego mało
więc budujmy wieżowiec uczuć.

Duch poeta Wirgiliusz spaceruje
po uliczkach, niesforny rzeźbiarz słów
może go jutro spotkasz,
pozdrów go ode mnie –
jest tam na wysepce Megaride
pochowana syrena Partenope,
napisz o niej wiersz – podobno
zakochała się w Odyseuszu.

A jak dojdziesz do Zatoki Neapolitańskiej
zatrzymaj oddech na chwilę,
usłyszysz jedną z wielu oper
Gioacchina Rossiniego – posłuchaj
wiatru od zatoki, splata się urok
drogi kamiennej z gór.

A jak będziesz na Piazza San Gaetano
zejdź po tych schodach,
wiem to aż sto czterdzieści schodów
ale ty umiesz trudy przezwyciężać –
zejdziesz do katakumb.

Ewo musisz to przeżyć by po powrocie
wtulając się w kłębek opowiadać
szczegóły w wierszach napisanych.

2.4.2015 – Ustka
Wiersz z książki “Noc w teatrze”

odmienne stany przebudzenia

odmienne stany przebudzenia
Marek Górnowicz

urodziłem się kolejny raz
zapewne oczyszczony
ze zbytecznych grzechów
i marzeń

nie potrafię trafić do siebie
ani w zaułki mętnej pamięci
zapisanej na kamiennym dysku

dokuczają mi pewne słowa
ale to ja ich nie rozumiem

podnoszę ciężar życia ponad miarę
obecnie
mieszczę się w strefie medalowej
dla obłąkanych

wystawa

wystawa
Marek Górnowicz

obrazy
nie potrafią milczeć
rozkołysały morze

potem były schody
rytmicznie w dół
stand up szatniarki

ubrałem się w marzenia
reszta wydała się zbędna
aż ciasna od słów

za drzwiami
martwa cisza
nóż piękny jak kobieta
tnie wzrokiem

Obarczony śladem skąd przybył

Obarczony śladem skąd przybył
Zygmunt Jan Prusiński

Neapolska baśń IV

cykl wierszy pt. “Ewa w Neapolu”

Motto: “I wyciągnąłem rękę na ciemności,
By ją ułowić i napiąć i drżącą (…)
Ta struna drgnęła i pękła bez jęku.”
– Juliusz Słowacki

Rozśpiewaj moje wiersze w Neapolu
wzięłaś ze sobą książkę “W ogrodzie Norwida”,
pokaż ją na wzgórzu słońca
może odwiedzisz cmentarze
tam bezimienni Polacy jako NN pochowani –
przybyli po lepszą przyszłość,
niestety nie udało im się poprawić życia.

Uważaj Ewo na wszelkie poruszenie
złodzieje nie śpią obserwują obcych,
gołębie ci wskażą kierunek
bądź zawsze w tłumie – jesteś kobietą
atrakcyjną jak z obrazka świętą.

Roberto Saviano napisał książkę „Gomorra”
to o neapolitańskiej mafii – czują się bogami,
nie zaczepiaj ich chodzą w garniturach
lepiej idź na mecz na stadion Napoli –
w tłumie zawsze jest bezpieczniej.

Co mnie porwało dzisiaj na czarną kartę
poeta Juliusz uczy się na Homera harfie,
ostatnio nic nie napisał – drży mu ręka
bo ta Polska wciąż daleka – daleka.

– Wracaj Królowo Wydm szczęśliwa do mnie!

2.4.2015 – Ustka
Wiersz z książki “Noc w teatrze”

Gustaw Herling – Grudziński

Gustaw Herling – Grudziński
Zygmunt Jan Prusiński

Neapolska baśń V

cykl wierszy pt. “Ewa w Neapolu”

Pozdrów go duchowo, tyle tam lat mieszkał
i list ode mnie dostał i odpisał do Wiednia.

Wielki pisarz prawdy, kto o nim pamięta
może wstąpisz – jest tablica pamiątkowa
(dom przy via Crispi 69).

Mistrz prozy napisał o Neapolu:
“Szybko przekonałem się,
że jest to miasto zamknięte” –
czy to prawda Ewo?

Jednak powracał do Ciemnego Stawu
w świętokrzyskim Berezowie,
gdzie jego ojciec miał młyn.

My wszyscy wracamy do czegoś
co nam zostało kawałek z dzieciństwa,
tak jak dla ciebie Nowa Ruda
tak dla mnie Otwock.

Jak sam napisał o dzieciństwie swoim:
“Szczęśliwy, kto ją potrafi w opisie
utrwalić na zawsze. Zazdroszczę
Miłoszowi Doliny Issy”.

Ale ja ciebie nie zaniedbuję
choć jesteś daleko, zaśpiewaj mi
“O sole mio” – to niczym hymn
neapolitańczyków, zaśpiewajmy razem.

4.4.2015 – Ustka
Wiersz z książki “Noc w teatrze”

Po pięćdziesiątce zostałam wdową Zwierzenia Danuty, lat 73

Po pięćdziesiątce zostałam wdową Zwierzenia Danuty, lat 73
Danuta Gościńska

Przez trzydzieści pięć lat byliśmy szczęśliwym małżeństwem. Wyszłam za mąż bardzo młodo – miałam zaledwie osiemnaście lat. Zdzisław był ode mnie starszy o dwa lata i znacznie poważniejszy. Ja byłam pełna energii, spontaniczności i uśmiechu, on wnosił do naszego życia rozwagę i poczucie bezpieczeństwa. Doskonale się uzupełnialiśmy.

Nigdy nie miałam głowy do rachunków czy terminów. Wszystkim zajmował się mąż. Za to ja dbałam o rodzinne ciepło. Organizowałam święta, spotkania z przyjaciółmi, letnie ogniska na działce i sprawiałam, że w naszym domu zawsze było gwarno i radośnie. Razem budowaliśmy nasze życie. Nie mieliśmy niczego na start. Wszystkiego dorabialiśmy się ciężką pracą. Najpierw było niewielkie mieszkanie, potem wymarzone M-4. Na działce postawiliśmy garaż i rozpoczęliśmy budowę małego domu, który miał być naszym miejscem na spokojną emeryturę.

Gdy zakończyłam pracę zawodową, Zdzisław zrobił mi najpiękniejszy prezent. Urządził niewielką pracownię malarską z moimi ślubnymi meblami. Wiedział, że od zawsze marzyłam o malowaniu, ale przez lata brakowało na to czasu.

– Wreszcie będziemy mieli swój mały biały domek. Będziemy żyć spokojnie i cieszyć się każdym dniem – mówił z uśmiechem.
Wierzyliśmy, że najlepsze lata dopiero przed nami. Los odebrał mi męża. Niestety nasze marzenia trwały bardzo krótko. Kilka miesięcy później Zdzisław zasłabł podczas wyjazdu z kolegami na polowanie. Rozpoczęła się seria badań. Diagnoza była bezlitosna – ciężka choroba serca. Mąż przez lata nie dbał o siebie. Nie chodził do lekarza, nie wykonywał badań profilaktycznych. Zawsze powtarzał, że nic mu nie dolega.
Pamiętam słowa lekarza: – Jest bardzo poważnie, ale to jeszcze nie wyrok. Zrobimy wszystko, co możliwe.
Chwytałam się każdej nadziei. Niestety leczenie nie przyniosło efektów.
Pewnego dnia Zdzisław zasłabł w pracy. Już nigdy się nie obudził.
Miałam zaledwie pięćdziesiąt pięć lat. Zostałam wdową. Najtrudniejsze były wieczory.
Nie umiałam pogodzić się z jego odejściem. Wszystko przypominało mi męża – jego kubek, fotel, zapach koszuli, niedokończone plany. Mieliśmy przecież razem przeżyć emeryturę.
Chcieliśmy podróżować, odpoczywać w naszym domku, cieszyć się wnukiem i patrzeć, jak dorastają dzieci. Zostałam z tym wszystkim sama. Były dni, kiedy nie chciało mi się wstawać z łóżka. Ratowało mnie tylko malowanie. Sen, który wszystko zmienił.
Pewnej nocy przyśnił mi się Zdzisław. Stał przede mną uśmiechnięty.
– Spełniaj nasze marzenia. Nie poddawaj się. Żyj dalej również za mnie.
Obudziłam się o świcie. Patrzyłam przez okno na pierwsze promienie słońca i zrozumiałam, że muszę spróbować wrócić do życia. Nie dla siebie. Dla nas obojga. Dałam sobie jeszcze jedną szansę.
Zaczęłam spotykać się z dawnymi znajomymi. Jedna z moich przyjaciółek również została wdową. To właśnie ona namówiła mnie, żebym zajrzała do ogłoszeń matrymonialnych.
Początkowo wydawało mi się to śmieszne. Ale pomyślałam: – Mam dopiero pięćdziesiąt osiem lat. Może życie jeszcze mnie czymś zaskoczy.
Wśród wielu ogłoszeń znalazłam jedno. Napisał je wdowiec, kierowca z miejscowości oddalonej zaledwie o kilkanaście kilometrów od mojego domu.
Spotkaliśmy się w restauracji „Markiza”. Mieliśmy wypić jedną kawę.
Skończyło się na dwóch kawach, lodach i kilku godzinach rozmowy.
Nie zauważyliśmy nawet, kiedy zrobiło się późno. Kilka dni później przyjechał do mnie z bukietem czerwonych róż. I już został. Los po raz drugi wystawił mnie na próbę.
Przez pięć lat byliśmy razem. Nie zastąpił mojego męża.
Ale podarował mi uśmiech, spokój i poczucie, że warto jeszcze otworzyć serce.
Uwielbiał wędkować. Często jeździliśmy razem nad jezioro. Pewnego dnia siedzieliśmy na pomoście, łowiąc ryby. Nagle źle się poczuł. Miał wszczepiony rozrusznik serca, ale tym razem nie zdołał mu pomóc. Odszedł tam, gdzie czuł się najszczęśliwszy – nad wodą, pośród ciszy i swoich ukochanych ryb.
Po raz drugi zostałam sama. Dziś już nie szukam miłości. Mam siedemdziesiąt trzy lata. Nie szukam już szczęścia u boku drugiego człowieka. Moim światem stały się farby, pędzle i płótna.
Każdy obraz opowiada kawałek mojego życia. Jest w nich miłość, której doświadczyłam.
Jest tęsknota za tymi, których już nie ma. Jest wdzięczność za wspólnie przeżyte lata.
Dziś wiem, że człowiek może stracić bardzo wiele, a mimo to nadal odnajdywać sens życia.
Ja odnalazłam go w malowaniu. Bo choć los odebrał mi dwóch ukochanych mężczyzn, pozostawił coś bezcennego – wspomnienia, których nikt nigdy mi nie odbierze.

Danuta, lat 73

W tej jesieni odprowadziłem ciebie

W tej jesieni odprowadziłem ciebie
Zygmunt Jan Prusiński

Tradycyjnie
po drodze kilka ujęć
bym miał cię przez chwilę na zdjęciach
zajrzał jakby do środka później
kiedy będziesz w innym miejscu
szukała mnie
i w tych rysunkach wspomnień
opisywała myślami dobre rzeczy
po jedenastu dniach pobytu.

Stajemy się stateczni
jakoby ważni w swoich wierszach
próbujemy ten smak miłości
poznawać bo zawsze jest inaczej
gdy wkraczam by uspokoić
twoje wnętrze na zapas i mieć
na własność te chwile.

Podziękowałaś przez telefon
nie wiem po co te słowa wypowiedziane
przecież kto ma się tobą opiekować
lepiej ode mnie w tajemnicy
poukładanej przy każdym pocałunku
zbierasz ten plon uścisku
namalowani w jesiennej oprawie
choć przyznasz że obecny październik
nie był taki jak ubiegły w Chlewiskach.

Listopadowy zarys przed nami
powrócisz nad morze by znowu opisywać
spacery tkliwe noszące ciekawość
choćby pierwszego wiatru który się zbliży
nieoczekiwanie przyjazny i zaprowadzi
sosnowymi ścieżkami poezji.

25.10.2016 – Ustka
Wtorek 03:17

Wiersz z książki “Sen jabłoni”

Ku horyzontom

Ku horyzontom
Iwona Sobczyk

czas podarowany,
by mądrzej żyć.

nie zgubić siebie
w wyrachowanym świecie,
który nagradza pozory.

zacząć nowy rozdział
bez strachu,
który dotąd jeszcze
trzymał mnie w garści.

szukam wciąż swojej drogi,
po omacku stawiam kolejne kroki.

przechodzę przez bramę niepewności
i odnajduję światło.

mam zapał żyć w pełni,
bez lęku o jutro,
w zgodzie ze sobą.

jestem dziś surferem
na falach przygód,
które niosą mnie dalej.

rozumiem się z wiatrem,
co niesie mnie
w cztery strony świata.

Pod jednym dachem

Pod jednym dachem
Iwona Sobczyk

ty i ja —
to dwie różne planety.
Siłą grawitacji
przyciągamy się czasem do siebie.

Bywają dni
zmiennej aury.
Wtedy rośnie w nas ciśnienie.

Analizujesz moje słowa,
ja ważę twoje
i wypijam gorzką jak piołun ripostę.

Nie gryziesz się w język,
jak skorpion kąsasz.
Cóż, nikt przecież nie jest bez wad.

Fantazjowałam tylko
o wspólnych wakacjach pod palmami,
i tańcach przy zachodzie słońca.

Dziś wiem,
że śniłam na jawie,
bo do miłości się dorasta
przez smutek, łzy i ból.

Czas nas uświęca oboje,
poddaje próbom.
Nie szukam już idealnego ciebie.
Wystarczy, że obok jesteś.

Moje wszystkie Mona Lisy

Moje wszystkie Mona Lisy
Zygmunt Jan Prusiński

Przeszły na drugą stronę
nawet nie zmoczyły stóp
jakby skrzydła miały
i w teatrze grały poważne role
jedna kochanka po drugiej
tak po kolei srebrzyłem je popiołem
dosiadałem od tyłu najczęściej
by mieć pole widzenia
na wskroś po to by nie upadły
głową o kamień gdzieś ukryty
te szaklowane inwencje
rozsadzały poniekąd szkliwo słońca
wypinały się niczym królewskie lilie
i tak każdego dnia aż upadłem z wycieńczenia.

– Nie wiem kto mnie pochował
teraz odpoczywam szczęśliwie
a moje Mona Lisy piszą miłosne listy
nie znając adresu by posłać wysuszoną różę
na znak że czekają na mój powrót…

Ach te powroty powroty!

11.08.2021 – Ustka
Wiersz z książki “Ułamać opłatek miłości”

Wielobarwność ciała Katarzyny

Wielobarwność ciała Katarzyny
Zygmunt Jan Prusiński

Całuję twoje stopy najpierw,
dasz znać, przybliżę się bliżej,
rozpocznę całowanie łydek,
dasz znowu znać, całować będę
kolana, potem dając znać,
całować będę twe uda –
a w pewnej chwili powiesz: “Stop”!
i zamienię się w kroplę rosy…

– Kto będzie cię tak całował Katarzyno?

5.10.2010 – Ustka

Rozmowa z poetą o mojej żonie II

Rozmowa z poetą o mojej żonie II
Zygmunt Jan Prusiński

Katarzynie Prusińskiej – Lisek

Federico*, mgła srebrna w krainie gdzie jestem.
Wczoraj byłem na mszy, akurat zawitał biskup Paweł, modliłem się
za moją żonę, by nie błądziła w swoim życiu, przecież wie gdzie przebywam.
Nie będę opowiadał ptakom o szczęściu, bo z kart pod akacją nic nie wyszło.
Poplątany blues fałszuje a gitara pajęczyną zarosła – na wprost drogowskazy
stoją ujmujące w swej prostocie; niebo złociste.

Federico, pomóż przyjacielowi poecie.
Dawno nie kochałem mojej żony – a inne kobiety w mozaice miny stroją.
Jarzębiny zwinięte niczym ze starości, kotłuje się przy molu morska fala,
mewy pozawieszane jakby dla dekoracji, stroi się także nadzieja. –
Pójdę z powrotem do Kolczastego Lasu, może powróciła żona z tęsknoty,
by objąć ramieniem i zasnąć w moim opiekuńczym gnieździe.

Federico, mnie dużo nie potrzeba ze snu jabłoni…!

8.11.2010 – Ustka
Federico* – Federico Garcia Lorca
Wiersz z książki “Kolczasty las”