Archiwum kategorii: Elżbieta Andrzejewska

Nie iluzja

Nie iluzja
Elżbieta Andrzejewska

Wsącza w serca by nadać miarowy rytm
Budzi z uśpienia i daje przestrzeń do przeżywania
Bogactwo wnętrza udoskonala pięknem
Najzwyczajny dzień
Poranek jasny słońcem i ukwiecony ogródek

Dzień nie jest sam w sobie
Jest zapisem istnienia osadzonym w czasie tu i teraz

Za nim kryje się Bóg
w tajemnicy która odsłania ostrożnie
Tym co uwierzyli

Wyjście

Wyjście
Elżbieta Andrzejewska

Idę przez pustynię myśli i zdarzeń dziwnie nie obecnych
jakby czas zmienił wymiar
zatarł ślady
zmienił znaczenie słów
Tym niewypowiedzianym nadał większe znaczenia

Wpisał mój los
w inne obce mi i nie obce historie przynależne do różnych osób

Obecne we mnie
przez próbę przynależności
i pragnienie uwagi
żeby zaznaczyć życie

Pustynia może być dobra dla stóp
gdy miałki piasek pomiędzy palcami
koi w przedziwny sposób

Wyzwala ulgę z zakamarków zagubienia i licznych zapomnień

Zapisuje zmiany na kamiennej tablicy
znak żywotności, przemijania i pamięci

Rdza

Rdza
Elżbieta Andrzejewska

Nakręcone trybiki lęku
Rdzewieją

Odchodzą osądy które nigdy niczego nie zmieniały
Karma dla puszki pandory

Wejście przez furtkę która nie jest bramą wieczności
spowalnia kroki

Wysiłek woli zamyka usta mrocznych tuneli

Noc zapaliła światło w mroku myśli

Wymyślona

Wymyślona
Elżbieta Andrzejewska

Wymyślona

Z wielu odsłon wymyślonych, nie wynikało nic zupełnie Nic
oprócz widoku pięknej twarzy o bardzo smutnych oczach

Ona by się dobrze czuła bez nadmiaru ludzi dziwnie przynależnych
Może byłoby jej dobrze tam gdzie nie ma jednakowości
Zmęczenie dorastania do oczekiwań to pomylenie drogi, która biegła po stromych zboczach góry nie pokrytych roślinami, jałowej z grudkami ciemnej ziemi
Niby nie jest za późno, ale trudniej
z zamkiem w drzwiach i nie zrozumieniem powodu
granicy narysowanej kredą na jasnej powierzchni z obawy by nie była zbyt widoczna

Wiele nie wcielonych pomysłów ukrytych w słowach na licznych kartkach, jakby ten krzyk miał coś uwolnić, naprawić, zmienić

A ona niosła strach jak balast i myślała, że mają tak wszyscy

Bała się utraty przytomności, by nie wróciło tamto…
Nazywała to utratą siebie i wiedziała dlaczego

A jednak

A jednak
Elżbieta Andrzejewska

A jednak

Nie pozwalałam sobie na wstyd
ale on pozwalał sobie na mnie
i zamykał drzwi z odczuwalnym bólem

A ja tylko chciałam wyjść
żeby oswoić się z dniem

Zrobić pierwszy krok, potem drugi, trzeci
aż do wzmocnienia mięśni łydek
jakby od tego zależało moje życie

Było w tym coś w rodzaju walki o wyjście
z zamkniętego domu
cichych lękiem myśli
że świat jest stałym zagrożeniem

Ze trzeba mieć mocne nogi żeby uciec
już od pierwszego kroku

Ze trzeba do kogoś należeć
żeby strach rozłożył się na dwoje

A potem bieg żeby uwolnić drżenie nóg
i nowe przestrzenie do dotknięcia dłońmi czasu
Nowe odsłony zaniedbanego horyzontu
Pewniejsze kroki w pojedynkę

poranek

poranek
Elżbieta Andrzejewska

Śpiewy ptasie
budzą świt i otwierają oczy
przyjazne rankowi i człowiekowi

Listki róży wzrastają, żeby przywitać kwiaty

Trawa zielenieję nadzieją
że zdoła otulić stopy
a zapach koszenia przywoła dobre myśli o jej znaczeniu

żywopłot sposobi się do życia
chce koić zmysły a oczom przydać blasku zachwytu nad pięknem

Słońce pieści twarz
wita miłością dotyku

Chmura przyniosła deszcz żeby napoić zieleń

Chmury płyną nad nami
dając wytchnienie patrzeniem w niebo
gdy na ziemi tłoczno i gwarno

Zapach wiosny odradza wszystko co kiedyś było odejściem

Powraca zielony oddech
liść przy filiżance kawy
zwiastun bliskości z człowiekiem
uświadamia ważność kontemplowania

Kwiat wprowadza w radość krzepiąc serce
że przemijanie jest zapisane w naturze powrotami
i wzmaga bogactwo przeżywania
niewyobrażalnego piękna

Jest cicho

wiersz

wiersz
Elżbieta Andrzejewska

Wiersz ma swój rytm
przesiewa słowa
wyłaniając sensy
z zapisu i oznajmia tajemnicę powstania
słów ze zgiełku myśli
pokrytych prawdą postrzegania w umownym
kadrze dnia

Jest czarno- białym filmem
na białej kartce
lub wieloma kolorami rozproszeń
i myśli rzucanych w eter
aromatami tęsknoty
bólem i zachwytem.

Kładzie słowa na przeżycia
jakby chciał uratować serce przed skamienieniem

Ukoić ból wejściem w strefę ciszy
gdzie światło rodzi coraz więcej leczącej jasności

Strofy trzymają słowa blisko siebie
podając rękę gdzieś tam
gdzie samotność krzyczy głuchym oddaleniem
i wiele odejść ubiera w powroty

Wiersz jak osób układa wersety w sensy
zaskakuje i uwalnia od udawadniania żeby coś znaczyć

wiersz jest z Być bez oczekiwań
tlącą się świecą w intymnej zażyłości
przyjmowaniem poezji pod dach serca
które leczy
Ciało odpręża wywołując uśmiech
koi smutek
i sprawia ze łza dotykając kącików ust wysycha

Skupia na tej chwili
i uwalnia z pośpiechu
żeby podać słowa do smakowania
i małe sensy ułożyć w bukiet zdarzeń nam sprzyjających

Pamiętaj

Pamiętaj
Elżbieta Andrzejewska

Pamiętaj dziewczyno
co kulisz się w sobie
bo ktoś bardzo zranił
i nie radzisz sobie

Przeżyj to prawdziwie
nie wypieraj bólu
bo wróci do ciebie w nie właściwej chwili

Podziękuj też sobie
za refleksję mądrą
że wybrałaś siebie

Dziewczyno z ulicy, że szkoły i z pracy
pamiętaj o sobie
gdy życie zaskoczy

Odejdź gdy zobaczysz
że ktoś nie wart Ciebie
Oczekuje tego czego dać mu nie chcesz

Przytul samą siebie
Tak pięknie cudowną
że uśmiech ten w sercu uleczy samotność
żeby w chwilę potem
spacerować sobie
z tym kogo wybrałaś
Posłuchałaś siebie

Boże Narodzenie

Boże Narodzenie
Elżbieta Andrzejewska

W kuchni zapach ciasta
piernik i makowiec
choinka
śpiew kolęd

Marzeń sto tysięcy
by było jak kiedyś..
lub może inaczej
byle blisko siebie

Stół już przystrojony
pachnący daniami
uroczysty nastrój
opłatek w dłoni

Jest to czas Narodzin
w tej chwili jedynej
Kiedy mały Jezus
tuli w nas dziecinę

Uświęca tą chwilą dobro
w nas złożone
I prosi dziś bardzo
by dawać je dalej

Aniołów dzwoneczki
echo w przestrzeń niesie
I gwiazdą ta pierwsza
Jasnością zaprasza

Zasiądźmy więc razem
do wspólnego stołu
wspominajmy dobrze
te lata przeżyte
w których wszystko było
pretensje i żale i tęsknot tysiące
jak to w życiu bywa

Teraz jest ten wieczór
Który pozostanie
gdy nas już nie będzie

Chrońmy dobrą pamięć
No ona zostanie
gdy już nas nie będzie

pamięci Magdy Umer

pamięci Magdy Umer
Elżbieta Andrzejewska

Przyroda spójna z sercem niemocy
Ciało ściągnięte bólem
śledzi ruch liści tańczących z wiatrem
zapisuje wersety na ostatniej kartce

Życia pozostało tylko tyle
że ledwie wystarczy na jutrzejszy poranek
powstały z cieni nocy

Miłość przygarnia dziecięce serce
wersety poezji na pięciolinii nut
całują odejście

Miłość tuli duszę
Śpiewa ptak

Ciszę odejścia zamieszkuje pamięć
bliskością poruszeń
pozostawionych na wieczną pamięć

Było sobie życie…

Było sobie życie…
Elżbieta Andrzejewska

Układała tożsamość ze słów zasłyszanych
by znaczyły coś o niej
Tuliła nagość zwrotami zasłyszanymi od innych
by ocieplić to co w niej zamarzło

A przecież była piękna i mądra w tej kruchości
która drażniła jednakowość
Mówiła nie ważne zaprzeczając temu czego potrzebowała

Kiedyś ktoś zranił ją bardzo gdy z pąka wyrastał w niej kwiat i określił jej los niemożnością odejścia
Uwięził w niemiłości

Któregoś dnia odeszła niepewnym krokiem
i szła latami
Na ścieżce swojego wyboru
spotkała siebie

Krajobrazy dobra wewnętrznego
współgrał z wszechświatem
w leczący sposób wybrzmiewały akordy wspomnień

Stała się wszystkimi żywiołami
obecnym w niej różną siłą
Stała się wolna od niechcianego tak

My osobni

My osobni
Elżbieta Andrzejewska

Moje łzy tamtego dnia
i na sercu liczne rysy
obojętność Twojej twarzy
chłód spojrzenia

więc te lata nasze wspólne
dla mnie ważne nic nie znaczą
kłamstwa szlaki przemyślane
dziś rozstaniem

co sprawiło twoją przemoc
granie uczuć
w moim sercu się chowałeś
karmiąc ego

nie myśl sobie
że mnie nie ma po rozstaniu
odzyskałam siebie samą

nie stwardniało moje serce
kocha mądrzej

moje myśli spacerują tamtym szlakiem
by je przeszłość ułożyła
tak by karmić moja duszę przebaczeniem

łez już nie ma tylko wdzięczność
za rozstaniem
życie moje ocaliłam by żyć lepiej

Moje serce nie stwardniało
kocha mądrzej
odnalazło swoją drogę
by otwiera się na nowe
niepoznane źródła łaski

czasy takie…

czasy takie…
Elżbieta Andrzejewska

W czasie dziwnie nowoczesnym
ludzie przed czymś się chowają
są co prawda na fb
lecz bliskości nie doznają

kiedy AI przybędzie do nich
kawę poda talerz zmyje
i wygoda ta wygoda
dziś zbyt cenna no bo zamiast…
coś zabierze, coś zepsuje

nie pomoże łapka w górę
i serduszek trzy tysiące
zamiast ciała jakiś robot
nie zastąpi tej bliskości
która ciepłem swym ogarnie
noc i ranek i południe

spacer

spacer
Elżbieta Andrzejewska

Starych marzeń czas już minął
a w kokardach myśli dobre
uwieczniają tu i teraz
fotografią wielu znaczeń

Jest wileńskiej ziemi przesmyk
i Mazowsza ciepła nuta w tej krainie wierzb
żuławskich
menonitów stara sztuka

są wyjazdy do Afryki i Sahary ciepły piasek
dróg tak wiele już przebytych
do przybycia wąska droga
światłem jasna
tym od Boga

Piękna

Piękna
Elżbieta Andrzejewska

Mówili o niej
Zwariowana
Tak kolorowo
Jest przecież stara

Ona zaś życie afirmowała

Barwami dając do zrozumienia
że te kolory
to różne zdarzenia

W tle była czerń
Kolor pożegnań
I biel powrotów
żółte kaczeńce z tamtego roku
ognista miłość purpurą obecna
I moc zieleni
pięknem widoczna

Wręczyła bukiet
Tym od oceny
Żeby zmienili swoje spojrzenia

A potem w błękit się przyodziała
z welonem marzeń
poranek witała

Posłała zapach porannej maciejki
Tym co im smutno
By lepiej w dzień weszli

I zatańczyła szaleństwem tej chwili
Bo życie wiatrem
W zalążku nadziei

Szczęście

Szczęście
Elżbieta Andrzejewska

Przyjmując Miłosierdzie Boże
W ofierze krzyża
Przyjmuję szczęście
Tej miłości
Która chce dla mnie dobrze

Podpisuję się osobistym doświadczeniem wiary
I pragnieniem by stało się to udziałem
Wielu pragnących

Miłość daną mi za darmo
Przyjmuję
By napełnić pustą czarę mojego jestestwa
Bo tego Kochania
Nic nie zastąpi

We wnętrzu powstaje rajski ogród
Mam konewkę
żeby podlewać
Użyźniać glebę mojego serca
Przyjmować

Chwila

Chwila
Elżbieta Andrzejewska

Piję kawę o piątej rano
na zielonym dywanie
Przed domem

Smak wspomnień i miłości
Tak żywo obecnej
Że uśmiech z twarzy nie schodzi
Wdzięcznością

Za domek z przedmieścia
Albumy ze wspomnień
Miłości smaki wielorakie
Tą chwilą bogate

Podróże po świecie
No i te w głąb siebie
Które są radością głębszego poznania
I świata i siebie

Na dywan zielony
Przybył kot sąsiadów
a kwiat nie poskąpił paru płatków bratka
Ptak pióro zostawił
Od promieni słońca
cieplutko i dobrze
Docenieniem blasku
Obecnością chwili

Obecność

Obecność
Elżbieta Andrzejewska

Człowiek samotny
Obecny w sieci
Szuka sposobu
Tego przetrwania
Co łzę mu otrze
Serduszkiem i łapką
I mrok odgonić
Zbyt często obecny

A ludzi w koło takie wielkie tłumy
I pośpiech w którym wielkie zagubienie
I oczy takie co nie mają czasu
by dojrzeć więcej
niż jest im zadane

Śpiewa piosenkę natura istnienia
Bogu mądremu
Miłością odwieczną

Prosi człowieka
By tą miłość przyjął
złożeniem rąk do modlitwy

By zaraz potem nie czuć się samotnie
By zaraz potem ożyć Nowym Życiem

Rozstanie

Rozstanie
Elżbieta Andrzejewska

Taki w niej ból odchodzenia
Jak w córce dzieciństwa
Które nie chciało odejść
Dopóki rąk
nie złożyła do modlitwy

Obydwie płakały
Tuląc smutek
ciepłym oddechem przebaczenia

Czas rozstania
w nowym początku
miał oczy matki i córki
Nie pytając dlaczego

Tamten i ten świat
Łączy wspólnota wiary
W duchowe obcowanie
bezdotykową obecność