Archiwum kategorii: Marcin Olszewski

Nie jesteś

Nie jesteś
Marcin Olszewski

Różowy świat. Zgrabne, opalone ciała
Blask oliwki w słońcu, błysk w oku przy VHS
Bikini, apartamenty, aksamitne głosy, kadry
Jeszcze pokazujące niewiele. Zaraz się zacznie

Piękne kobiety, umięśnieni mężczyźni. Relacje
Pokazujące coraz więcej, w toni falujących ciał
Coraz dynamiczniejszych oddechów, oddanie
Zawsze z uśmiechem, przymkniętymi oczami

Rozchylone usta. Pozy dla niej. Dla niego
Jest dobrze. W odgłosach. Efektach. Kadrze
Lubią to. Widać że są zadowoleni. Ale akcja
Jak między kobietą a mężczyzną. W fabule

Bez fabuły. Liczy się akcja, reakcja, efekt
W ładnym kolorowym pudełku. Dlaczego
Nie jesteś jak one? Zawsze piękne, opalone
Uśmiechnięte. Oddające się bez reszty

Dlaczego nie chcesz byśmy robili co oni?
Być posłuszną, na każde moje skinienie
Nie wydajesz odgłosów jak one na ekranie
Dlaczego nie chcesz być przedmiotem?

Do realizacji zaspokojenia emocji z VHS
Przecież pokazują to co możemy robić
I to jest piękne. Różowy świat marzeń
Koniec filmu, kaseta wychodzi z odtwarzacza

Zwykły dzień. Złudzenia pozostały w głowie
Nie jesteś piękna. Opalona. Zgrabna
24/7 na moje skinienie do oddania się wszędzie
Nie jesteś przedmiotem. Lalką. Jesteś kobietą

Tak miało być. Gra. Reklamacje do pudełka VHS

Do życia. Gdzie nie jest tak jak w filmie

Perspektywa

Perspektywa
Marcin Olszewski

Piękno, młodość. Perspektywa szybkiej kasy
Ciałem. Procent od stawki. Pierwszy raz. Poszło
Kolejne raz. Nic wspólnego z uczuciem. Przyjemnie?
Po kilkudziesięciu razach w ciągu dnia, tylko mrok

Zmęczenie. Instalacja siada pod czaszką. Alkohol
Sam przebieg usługi i zachowania ludzi. Jak nie masz
kobiety, przyjdziesz. Ciało towarem. Raz za razem
Jak w kołowrocie. Bez uśmiechu. Nienawiść do nich

Do samej siebie. Bo tak było łatwiej. Przynajmniej
na początku. Bycie usługą. Przez telefon wszystko
By przyszedł, zapłacił. Potem niech spada na drzewo
Wpływ kasy. Tak będzie zawsze. Złudne marzenie.

Przerywane blaskiem stroboskopów, shotami. Radością
Po której zostają łzy. Przekleństwa. Niespłacone długi
Za mało wpływów. Uroda już nie ta. Nie ma wiecznie
Na topie. Jak w lokalu. Wchodzisz, jesteś, wypadasz

Tysiące sms-em. Każdy już jest przyjacielem. Byle
Poratował przed pętlą egzystencji, zaciskająca się
Na szyi. Czynsz, chwilówki. Spłaty swoim ciałem
Tęsknota za matką, tęsknota za dzieckiem. Wybór

Nie zawsze prosty. Nie zawsze łatwy

Sprawy po śmierci – zapis snu 6 – (z 23 zbioru poezji “Sen2”, 2025 r.)

Sprawy po śmierci – zapis snu 6 – (z 23 zbioru poezji “Sen2”, 2025 r.)
Marcin Olszewski

Idziemy za wami, załatwiacie sprawy po śmierci
Zmarłego. Urzędy, instytucje, domy, Rodzina
Mam robić zdjęcia wszystkiego. „Tylko by były ładne”
Jak życzyłby by sobie zmarły

Bliska mi osoba. Znajome osoby za którymi idę
Jest smutek. Także z powodu przypomnienia
Obecnego bólu. W obecnym śnie
Wszystko spokojnie. Wszystko dostojnie

Wszystko dokładnie

Jak zawsze chciał w życiu

Bliski nam. Zmarły

Protekcja/Egzystencja w USA – zapis snu 5 – (z 23 zbioru poezji “Sen2”, 2025 r.)

Protekcja/Egzystencja w USA – zapis snu 5 – (z 23 zbioru poezji “Sen2”, 2025 r.)
Marcin Olszewski

Spotkanie. Kolega z roku, z dawnych czasów studenckich.
Moja znajoma prosi go o zatrudnienie kogoś znajomego
w znanej firmie fast food. Kolega uśmiecha się
„Jak się postara – to zapłacimy”. Dziwna składnia

Dziwna rozmowa

Na spotkanie przychodzi nasz wspólny kolega
Ze stowarzyszenia. Rozmowa o Stanach Zjednoczonych
Kolega mówi „w USA to nie jest takie życie jak mówią ci w tv”
Rzeczywistość rzekomo inna. Po co jednak to wszystko?

Po co w tym uczestniczę?

Egzamin – zapis snu 4 – (z 23 zbioru poezji “Sen2”, 2025 r.)

Egzamin – zapis snu 4 – (z 23 zbioru poezji “Sen2”, 2025 r.)
Marcin Olszewski

Mam mieć jakiś egzamin. Nie zdążyłem na czas
Idę. Korytarze. Nowoczesne wykończenie
Kręta długa droga. Widzę stolik. Siedzi profesor
Młody. Nie zadaje pytań. Czemu i z czego zdaję

Jak już ukończyłem kolejne studia?

Nic nie umiem. Nie wiem o co chodzi. Profesor
„Ludzie z Zamościa wyjeżdżają, za chlebem”
W pewnym momencie już milczy
Jak gdyby koniec. Nie wiem czy zdałem

Idę dalej. Chcę wyjść. Nie znam drogi

Poranek – zapis snu 3 – (z 23 zbioru poezji “Sen2”, 2025 r.).

Poranek – zapis snu 3 – (z 23 zbioru poezji “Sen2”, 2025 r.).
Marcin Olszewski

Poranek. Budzę się. Nie znam mieszkania
W którym krząta się moja mama. Mama?
Kolejka do łazienki. To ile nas tu mieszka?
Gosia? Halinka? Inne osoby. Mieszkamy razem?

Nie mogę się umyć. Tak dużo osób

Szukam w szafkach szklanki na zrobienie herbaty
Też nie ma. Jestem co raz bardziej zły. Mama pyta
Czy pojadę z Gosią i Halinką razem do pracy
Skoro razem pracujemy? Coraz większe zaskoczenie

Nie mogąc się umyć, zrobić herbaty. Obraziłem się

Na wszystko. Na wszystkich

„Pojadę sam, mamo”

Spotkanie z Putinem – zapis snu 1 – (z 23 zbioru poezji autorskiej “Sen2”, 2025 r.)

Spotkanie z Putinem – zapis snu 1 – (z 23 zbioru poezji autorskiej “Sen2”, 2025 r.)
Marcin Olszewski

Siedzę z Putinem przy małym zielonym stole
Putin pyta “Dlaczego jesteś, kim teraz jesteś?”
Ja go pytam Putina „Ale o co chodzi?”
Wstałem. Nachylam się do niego, skracam dystans.

Putin. “Dlaczego jesteś administratorem tu gdzie jesteś?”
Putin pił ciemne piwo z kufla i uśmiechał się
Czas moich decyzji o zmianie pracy na jawie
Dlaczego jednak rozmawiam o tym z Putinem?

Śniadanko

Śniadanko
Marcin Olszewski

Jeszcze masz zamknięte oczka. Głowa, ciało w Krainie snów
Gdy w kuchni krzątam się, by sprawić Ci poranną niespodziankę
Taca ze smakołykami miękko ląduje na brzegu łóżka. Herbatka?
Czy kawusia? Wszystko gotowe. Czekam na Twoje przebudzenie

Spokój oddechu. Czekam. Zapachy przekraczają granicę Twego noska
Wonie opanowują Krainę Twoich Snów, by rzec „zobacz, niespodzianka!”
Powoli otwierasz oczki. Nowy dzień. Czerwień bukietu kwiatów
Na białej kołdrze. Śniadanko, które zrobiłem chcąc dać Ci przyjemność

Patrzę jak jesz, zadowolona. Twój uśmiech moją nagrodą. Uwielbiam
Karmimy się. Smak jedzenia, tak, ale większa rzecz, iż możemy zjeść
Jeść razem. Popatrzeć na siebie. Pomilczeć w uśmiechu. W pocałunkach
W łyku herbatki, kawusi. We wszystkim tym co możemy sobie dać

Na śniadanko

Odległość

Odległość
Marcin Olszewski

Choćby życie miałoby być snem, zmęczeniem
Minionego dnia pracy. A każda przesłana Ci
Wiadomość, z półprzymkniętych powiek
Ważne, by było Ci z tym dobrze

Niech to będzie tylko zdjęcie kwiatów
Taniec w ruchomej przestrzeni gif
Kolacja na zdjęciu, którą jemy, w wyobraźni
Nieważne. Ważny jest Twój uśmiech

Padamy po pracy ze zmęczenia na twarz
W swoich łóżkach, zmywając szarość
Dnia, kolorem radości wspólnego kontaktu
Kwiaty, taniec, kolacja na odległość

Nie ma odległości. Jest radość którą można rozpalić
Bo życie mamy tylko jedno. Chwila snu na jawie
Odskoczni od wszystkiego. By dać coś miłego

Sprawiając Ci przyjemność

Sen

Sen
Marcin Olszewski

Komnata. Obok doradcy. XVII wiek. Czego sprawa
dotyczy? „Panie, królowa Julia, księżna Użhorodu
używa także tytułów polskich”. Julia … tak, ukochana
Moja królowa. Nie zastanawiam się nad scenariuszem

Zdarzeń. Dlaczego?

Bo Julia wreszcie śni mi się po raz pierwszy

Spełnione marzenie. Wielka radość w sercu

„Panowie, Jeżeli Julia, królowa, księżna Użhorodu
używa także tytułów polskich, to niech się nimi
Posługuje. Bo bardzo, ale to bardzo szanuję ją

I kocham”

Ulica Warszawy. XVII wiek. Spotykam Julię
Moją królową. Cieszymy się ze spotkania. Opowiadam
Zdarzenie z komnaty. Potwierdzam „Julio, możesz
używać wszystkich tytułów których chcesz. Kocham Cię

Noc. Zamek. Biorę na ręce Julię, moją ukochana królową
Ze wszystkimi tytułami świata. Zanoszę do sypialni
Pod baldachim. Delikatnie układam ją w łóżku. Tulę
Całuję. Zapewniam bezpieczeństwo i spokojny sen

Dla mojej ukochanej ze snu. Królowej ze snu marzeń i jawy

Julii

Na dobre i na złe

Na dobre i na złe
Marcin Olszewski

Gdy Tobie jest źle. Jestem. Ze słowem
Ciepłem. Wsparciem. Obrazami, muzyką
Wszystkim tym co może zatrzymać Cię
Na drodze smutku. By przejść na drogę nadziei

Nie jesteś sama

Gdy jestem chory. Jesteś obok. Opiekujesz się mną
Tulisz, dajesz leki. Całujesz. Podajesz len i pierożki
Z wiśniami, których smak pokazuje Twoje serce
W kuchni. W życiu. Tak jak podchodzisz do uczucia

Nie jestem sam

Bez względu na sytuację, odległość. Słońce. Niepogodę
Jesteśmy razem. Pamiętamy o sobie. W czas dobry
W czas zły. Wspieramy siebie nawzajem. Wielki dar
Lubię się o Cię troszczyć. Dziękuję Ci za troskę

Nie jesteśmy sami

Taniec

Taniec
Marcin Olszewski

Jeszcze nie pora na sen. Ręce na bijących sercach
Rytm uczucia w ciałach blisko siebie. W ciszy
Przerywanej trzaskiem drewna w kominku
Akordy dogrywa zegar, którego wskazówki

Jak nasze palce. Biegną wciąż wciąż dalej

Muskając się delikatnie nawzajem

Czuję ciepło Twoich rąk na swojej szyi
Ciepło Twojej twarzy, przylgniętego ciała
Otulam Cię, prowadząc w krokach. Z muzyką
W naszych zwariowanych głowach. Tylko tam

Od spokojnego walca, do samby, rumby, cha-chy
Prowadzę Cię w objęciach, serca biją coraz mocniej
Nogi zmieniają kroki, w przód, dwa w bok, do tyłu
Opadamy lekko na łóżko. To nie koniec

Taniec ciał, ludzkich marzeń. Z wzajemnością
Oddaną sobie. Gorąc pocałunków na szyjach
Lekkie przygryzienie uszu, spojrzenie. Jesteśmy

Razem. Zmęczeni, ale szczęśliwi. W tańcu ciał i serc

Noc

Noc
Marcin Olszewski

Noc. Nie mogę zasnąć. Przewracam się z boku na bok
Myślę o Tobie. Dopiero co skończyliśmy pisać
Pożegnaliśmy się do snu, w dwóch innych miejscach świata
Nadal jednak razem. W myślach. W tuleniu poduszki

Mrok. Opuszki palców spotykają się w pół drogi
Do splotu rąk. Objęcia ramieniem. Głaskania pleców
Czy pozwolisz byś śnił o Tobie i marzył? Pozwalasz
Czy dasz mi zasnąć? Nie dasz. Nie dlatego że nie chcesz

Jesteś w mojej głowie

Dwa łóżka, w dwóch różnych państwach. Przestrzeń
Trudny czas zbliżył nas siebie. Mimo że jestem tutaj
Jestem obok Ciebie. Ty obok mnie. Wzajemne wsparcie
Szacunek, pamięć, czułość. Na dobre i na złe.

Zasypiamy w spokoju tuląc się do siebie

W myślach, snach, marzeniach

Pocałunki

Pocałunki
Marcin Olszewski

Pocałunki. Delikatne muśnięcia ruchem warg. Ciemność
Świadkiem dotyku słowem, emotikonem. Wyobraźnią
Kto z nas wygra na pocałunki? Więcej, czulej
Nic nas nie powstrzyma przed ekspozycją uczuć

Nie ma odległości. 50 pocałunków, 100, 200
Siły uczucia nie powstrzymasz. Serce i dusza
Nie sługami, powoli kroczą w myślach ku sobie
W marzeniach odliczając dni na realne spotkanie

Szybkie ruchy na klawiaturze. By dać drugiej osobie
To co najpiękniejsze. Wyrażone w czymkolwiek. Teraz
To samo uczucie, emocje, w przestrzeni. Zwykłe

Nie zwykłe. Małe, wielkie pocałunki

Pozwolenie

Pozwolenie
Marcin Olszewski

Czy mogę myśleć o Tobie w snach?
Czy mogę śnić o Tobie? Nie mam wpływu
Jak mi się przyśnisz, będę się cieszył
I skakał do góry jak szalony romantyk

Czy mogę Cię dotknąć, poczuć ciepło skóry?
W delikatnym dotyku dłoni, styku ramion, muśnięciu
Twarzy, w zamyśleniu. Nie mogę przestać myśleć
O Tobie. Darzę Cię wielkim uczuciem

Pytasz, uczuciem? Tak bez opamiętania
Z zachowaniem taktu nie naruszając granic
Na których przekroczenie nie dasz pozwolenia
Szanuję Cię. Będę czekał na jawie, w snach

Na Twoje pozwolenie

Do poduszki

Do poduszki
Marcin Olszewski

Wiem że już późno, lecz zależy mi na tym
Byś spokojnie, po całym dniu, ułożyła się
W mroku oddechu, odskoczni od reszty
Życia, które na chwilę może być snem

Obok łóżka kładę cicho tacę z kolacją
Przykryta. Jak przyjdziesz nie wystygnie
Sam gotowałem, nie dla inwencji twórczych
Byś po prostu zjadła i poczuła smak uczucia

Zapalam świece, ogrzewam ciepłem rąk
Poprawiam kołdrę. Zawsze jestem tu
Mogę stać z boku jeśli chcesz. By podejść
Gdy będziesz potrzebowała przytulenia

Poprawiam kołdrę przy cichej muzyce
Którą zawsze kładę pod Twoją poduszką
Na dobry sen, bo tego chcę. Byś była
Jeżeli to miłe dla Ciebie. Tulę Cię do snu

Dobrych snów. Jestem

Jamiołki-Piotrowięta

Jamiołki-Piotrowięta
Marcin Olszewski

Za torami, przy wjeździe jest mały sklep
Na ławach gospodynie, gospodarze gwarzą
Od wieków się znamy, po trzykroć wyściskamy
Rysów czas nie zatrze, “Łomża” chłodzi krew

Od dzieciństwa obraz zapamiętany
Tu spółdzielnia, tam kładka, dalej przydrożny krzyż
Są rzeczy niezmienne jak ta czerń ziemi
W której pot pracy, krew walki obmywają łzy

Naszych matek, ocierane ukradkiem przy pożegnaniu

Złote dary ziemi kołyszą się na wietrze
W lesie głazy pamiętające czas walki o wolność
Dzieło Boga i człowieka, mała ojczyzna
Jestem tu zawsze. Gdziekolwiek jestem

Zamknięty w objęciach

Zamknięty w objęciach
Marcin Olszewski

Mógłbym sprzedać wszystko i rozdać ubogim
Stary zamek z ogrodem i kosztowności
Gdybyś tylko chciała
Za cenę jednego skinienia “chodź za mną”
Ty jednak wolisz, by wszystko pozostało
Na swoim miejscu
Byś mogła podpalić wodę w mojej fosie
Świętym ogniem miłości
Mógłbym malować twe portrety i pokazać je światu
Na wielkich galeriach być oklaskiwanym
Gdybyś tylko chciała
Z cenę skinienia “przybądź do mnie”
Ty jednak wolisz znając me talenta
Bym opisywał cię słowem, dla ciebie samej…
Byś mogła rzucać mi szaty swe
Jak pergamin na mą inspirację
Mógłbym chwalić cię muzyką
Dawać koncerty przed ogromem władców
Za cenę skinienia “oddaj mi siebie”
Ty jednak wolisz, bym śpiewał ci do ucha
A takt wystukiwał na twojej skórze
Byś mogła ustami przekazać mi nuty
W gorącym pocałunku
Bo istnieję już tylko dla ciebie
Z umową na wyłączność wypisaną na sercu
Odkąd zdobyłaś szturmem mój zamek
Jestem do twych usług Bogini!

Płomień

Płomień
Marcin Olszewski

Rozpalamy świece w komnatach swoich zamków
Tańczysz przed lustrem na szachownicy
Ja szukam duszy Bacha nad klawesynem
Patrz! Jak wzrok pożądania biegnie

Lotem kruków

Korytarze namiętności, nieprzespanych nocy
By dotrzeć, dotknąć spełnić, zapragnąć
Ile razy już wypalaliśmy rumem Imiona wśród traw
By stoczyć się w uścisku ze wzgórza w blasku burz?

Kocham Cię dziko, jak truciznę, do zatracenia
Wypalasz ciało gorącem ust
Dotykiem dłoni, szalem włosów
To choroba, na którą zapada się raz w życiu

Kto komu pierwszy rozetnie szablą szaty?
Walka ognia spojrzeń za kotarą łoża
Pod baldachimem pole bitwy mężczyzny i kobiety
Strategie uwodzenia rozpostarte w tańcu gestów

Nie możemy żyć bez siebie, to słodka niewola dusz
Zanurzeni w toni pościeli poznajemy siebie od początku świata
Muzyka oddechów przyspiesza i zwalnia
Do świtu, do nocy, do wspólnego życia

Pogoń

Pogoń
Marcin Olszewski

Gdzie podążasz, słodkie żebro Adama
W bieli szat po dywanie trawy?
Nie słyszy, lub udaje, że nie słyszy
Słyszy to, co chce usłyszeć

Kocham Cię! A to co innego
Odwrócona głowa łabędzia
Pełny uśmiech słońca, radość
Artyście też by drgnęła ręka

Zależy mi na tobie, na nas
I będę Cię gonił przez ten las
Żebyś w końcu zrozumiała
Jakbym nie wiedział, że rozumiesz

Nie mówię już, milczę, bo więcej czuję
Ale ty i tak wiesz, co mam w duszy
Śmiej się śmiej i tak Cię dogonię
Moja części ciała i serca, przechero