Lustro i trzy razy na P.

Lustro i trzy razy na P.
Zygmunt Jan Prusiński

Któregoś dnia w tym roku
stanąłem poważnie przed lustrem
miałem zdecydować co wybrać
trzy razy na p – pieprzyć pić palić…

Pieprzyć – nie ma kobiet
pić – nie ma z kim
palić – i to wybrałem
i od tej pory palę skręty
po półrocznej przerwie –
stałem się ponownie mężczyzną
ze wszystkimi wadami.

Mieć kilka wad jest to potrzebne
aniołem nie chcę być
komu zaimponować modlitwy są suche –
mój bóg o nazwie Wulkan
nie akceptuje takowych
niegrzeczny facet czasem przeklnie
na kałużę – odbija się echo
włóczące się po kątach
rozjaśnia się umysł kwiaty
zupełnie inaczej tańczą w rozkwicie
po prostu chce się żyć.

Od dawna wszedłem w tę grupę
świrów – wróżę akacjom dobry rok
na miejscu mam Margot
dziewczyna stara się bywać
doskonała w swym uroku –
rozdaje mi ten urok zasadniczy
i co najważniejsze kocha mnie
jak przystało na kochającą kobietę.

Wczoraj cztery godziny na spacerze
zwiedzanie poszczególnych fragmentów
miasta – w Bydgoszczy jest gdzie
zatrzymać oczy połączyć je ze sobą
czasem ulotny buziak i względy
a może to są zaloty młodzieńca
wciąż się wygłupiam jak z książkami
które o niej napisałem choćby
z licznych „Kobieta w czarnych skrzydłach”.

I jest w tym uczucie wzmocnionej elegancji –
powracają zamierzenia choć skrzypią
stare drzewa wymawiając podobnie co ja

– chcę żyć chcę żyć dla niej aż do śmierci!

22.04.2020 – Bydgoszcz
Wiersz z książki „Świry”

gdy zakwitło wrzosowisko

gdy zakwitło wrzosowisko
Jarosław Pasztuła

spod hełmu spływa pot
na powieki i czoło spieczone
żołnierz w mokrym mundurze
brudne dłonie ściskają broń
naładuj i czekaj leżymy na piasku
w oczy piach i wiatr
w ustach gorzki suchy smak

na rubież wystarczy dobiec
pada rozkaz naprzód
śmigłowce na helipadzie
to nie festyn ni defilada
chodzi o kolegów podstęp wrogów
oczy dookoła rusza Bielska załoga

wypatruj strzelaj pokaż na co cię stać
jesteśmy tutaj może ostatni raz
na pewno pierwszy co dalej
lęk zamieszka w głowie
zakwitło wiele myśli

odszukać siebie z powrotem
wrócić pamięcią do dawnych dat
będzie trudno narodzić się na nowo

***

***
Helena Krystyna Szymko

Tyś mojego tchnienia słodki zapach
i mojego życia pięknym marzeniem
niech miłość na zawsze
pochłonie mą duszę
a twoja, niech w moim sercu
znajdzie schronienie

Czas

Czas
Helena Krystyna Szymko

Wśród radości i potoku łez –
upływa nam życie
kradnie nam tchnienie czas
jak klepsydra odmierza piach
gdy przesypie się czasu miara
gaśnie iskra życia –
zatrzymując wskazówki zegara

Cisza ukojeniem

Cisza ukojeniem
Helena Krystyna Szymko

Czas – jakby się zatrzymał
a przecież, minęły lata
od naszego ostatniego spotkania
kiedyś, radosne czekanie
teraz, serce ciszą kołysane
te dawne wspomnienia
na zawsze zapisane w sercu
pomimo wokół mnie ciszy
melodią duszy, twój szept
z oddali słyszę
serce , nie może zapomnieć
myśli – wciąż pragną ukojenia

W drodze

W drodze
Iwona Sobczyk

z jednorodnej gliny
formuje nas życie
wprawieni w ruch
pozbywamy się balastu

niektórym puszczają nerwy
jedni się śmieją
drudzy się skarżą

a Ty z sercem uwieńczonym
na krzyżu otwarłeś ramiona

bo miłość jak złoto
próbuje się w ogniu
i to co bólem przeszyte
czymś nowym się staje

Przetrzymaj intymną słodycz

Przetrzymaj intymną słodycz
Zygmunt Jan Prusiński

Zapraszam ciebie na wernisaż
malarz w mojej osobie maluje
kobietę w czerwonej spódnicy –
lubię ów kolor rozlany w kałuży
tam moja twarz odbija pożądanie
nie myśl o niczym innym
jestem winien ukazać więcej
umocnić serdeczność – skupić
doliny i wertepy – skalny oddech
rosnącą w pobliżu jarzębinę
ostatecznie rosnę w tobie
jako ten wybrany w słońcu.

Nie spóźnij się na tę nagą modlitwę
w masie autentycznych zasobów
spijam czerwień z twoich ust
zasypuję kwiatami liryczne westchnienie
będziesz ekslibrysem powtórzeń
odbieraj mnie w samym środku szczytu
niech kształtuje się ta swoboda ciała
bo to ja anonimowy malarz – rycerz
podniebnych barw nad horyzontem
wzruszeń wobec piękna w poezji.

Tyle tylko tego chcę iż płoniesz
anielskim wcieleniem teraz i zawsze.

Wiersz z książki „Zaułki światła”

Jeśli nawet nie dopowiesz…

Jeśli nawet nie dopowiesz…
Zygmunt Jan Prusiński

Jeśli nawet nie dopowiesz o bólu wobec życia,
pozostaje ci liryka, blues i moje usta.

Przy szklance z winem, pozdrowię bezimiennych
– jest tyle zamkniętych stron książek.

Biblioteki czekają na czytelników,
kościoły mają swe dzwony więc dzwonią…

Mnie budzą kawki o świcie bym pisał wiersze;
to tylko ma sens w moim kwadracie…

Myśli, myśli, myśli – te wierne myśli,
i miłość do kobiety nieznanej.

Kochaj mnie Mar chociaż w wierszu!

Nie ma litości

Nie ma litości
Violetta Lesiak

Młodość prawie odeszła
Pojawiły się zmarszczki i włosy siwe
Kiedyś byłam pięknym motylem
Teraz został kształt bo kolory wyblakły
Ten motyl co kiedyś sił nie oszczędzał
teraz często jest zasapany
zmęczony i wrażliwy na nastroje pogody
Te lata średnie przychodzą
i dni robią się coraz krótsze
Czas pędzi na złamanie karku
Nie ma litości
I odstępy pomiędzy wierszami
I niedopowiedzenia robią się dłuższe
Bolą oczy i kości

– rozmowy bezpardonowe –

– rozmowy bezpardonowe –
Ewa Walentyna Maciejewska

zapytam wiatru czy dziś przyniesie
cichym poszumem dobre przesłanie
czy swą radością chce mnie obdzielić
bym czuła lekkość myśli przyjaznej
zapytam wiatru czy może pomóc
rozplątać węzły chmur gordyjskich
czy jego siła i dobre tchnienie
choć raz okażą się przyjacielskie
nie bój się prosić o pomoc wiatru
nie bądź jak trzcina wiotka samotna
bo kto o wsparcie umie poprosić
już jest zwycięzcą w przystani piętna

Przetrzymaj intymną słodycz

Przetrzymaj intymną słodycz
Zygmunt Jan Prusiński

Zapraszam ciebie na wernisaż
malarz w mojej osobie maluje
kobietę w czerwonej spódnicy –
lubię ów kolor rozlany w kałuży
tam moja twarz odbija pożądanie
nie myśl o niczym innym
jestem winien ukazać więcej
umocnić serdeczność – skupić
doliny i wertepy – skalny oddech
rosnącą w pobliżu jarzębinę
ostatecznie rosnę w tobie
jako ten wybrany w słońcu.

Nie spóźnij się na tę nagą modlitwę
w masie autentycznych zasobów
spijam czerwień z twoich ust
zasypuję kwiatami liryczne westchnienie
będziesz ekslibrysem powtórzeń
odbieraj mnie w samym środku szczytu
niech kształtuje się ta swoboda ciała
bo to ja anonimowy malarz – rycerz
podniebnych barw nad horyzontem
wzruszeń wobec piękna w poezji.

Tyle tylko tego chcę iż płoniesz
anielskim wcieleniem teraz i zawsze.

Wiersz z książki „Zaułki światła”

Co czujesz, kiedy się starzejesz?

Co czujesz, kiedy się starzejesz?
Danuta Gościńska

8. zwierzenia z poezją i myślami o starości Danuta lat 73
„Co czujesz, kiedy się starzejesz?”
Ktoś kiedyś zadał mi to pytanie.
Nie poczułam się urażona.
Po prostu mnie zaskoczyło.
Bo przecież nie budzę się każdego ranka z myślą:
„Jestem stara.”
Wstaję, przeciągam się, robię kawę i zaczynam kolejny dzień.
Dopiero później, gdy zostałam z tym pytaniem sama, zrozumiałam coś ważnego.
Nie boję się starości.
Boję się tylko niemocy.
Ale nawet z nią można nauczyć się żyć.
Chodzę powoli, podpierając się kulą.
Nie próbuję już robić tego, czego moje ciało nie potrafi.
Nie walczę z czasem, bo wiem, że tej walki nikt nie wygra.
Czasem trochę posprzątam, choć kiedyś mój dom lśnił od podłogi po sufit.
A czasem nie zrobię nic.
I świat nadal się kręci.
Maluję, kiedy mam na to ochotę.
Farby czasem zdążą przyschnąć, ale obraz zawsze kończę.
Bo nie liczy się tempo.
Liczy się radość tworzenia.
Nauczyłam się nie naprawiać wszystkiego.
Są rzeczy, które lepiej po prostu zostawić za sobą.
Zrozumiałam, że milczenie często mówi więcej niż słowa.
Że spokój jest cenniejszy od racji.
I że nie wszyscy muszą mnie rozumieć.
To już naprawdę nie ma znaczenia.
Tak, po drodze wiele straciłam.
Ludzi.
Chwile.
Marzenia.
Cząstki samej siebie.
Niektóre rany zostają na zawsze.
Ale z czasem przestają krwawić.
Im mniej próbuję wszystko wiedzieć i nad wszystkim panować, tym lżej mi się żyje.
Dziś mam w sobie więcej miłości niż kiedyś.
Więcej cierpliwości.
Więcej czułości dla innych i dla samej siebie.
Nie udaję już, że wszystko jest dobrze, kiedy nie jest.
Rzadziej się tłumaczę.
I nie marnuję czasu na zastanawianie się, co ktoś o mnie pomyśli.
Jeśli mam ochotę godzinę patrzeć w niebo — patrzę.
Jeśli chcę zapłakać nad dawnym wspomnieniem — płaczę.
Jeśli coś mnie rozbawi — śmieję się do łez.
Bo wiem już, że czas nie zwalnia.
A szczęście nie czeka na lepszy moment.
Dlatego, gdyby ktoś dziś zapytał mnie:
„Jak to jest — być starszą?”
Odpowiedziałabym:
To nie jest koniec młodości.
To początek wolności.
Wolności od pośpiechu.
Od udowadniania swojej wartości.
Od oczekiwań, którym kiedyś próbowałam sprostać.
Nie wiem, ile czasu jeszcze przede mną.
Nikt z nas tego nie wie.
Ale wiem jedno.
Każdy dzień, który dostaję, jest darem.
Nie chcę już gonić za perfekcją.
Chcę wypić spokojnie poranną kawę.
Namalować jeszcze jeden obraz.
Przytulić mojego pieska i kotka.
Popatrzeć w niebo. i na moje ptaszki .
Ucieszyć się zwyczajnym dniem.
Bo szczęście nie zawsze przychodzi z wielkimi wydarzeniami.
Najczęściej siada cicho obok nas i czeka, aż je zauważymy.
I jeśli właśnie tym jest starość…
To przyjmuję ją nie ze smutkiem,
lecz z wdzięcznością.
“Nie chcę już gonić za perfekcją.
Chcę wypić spokojnie poranną kawę.
Namalować jeszcze jeden obraz.
Przytulić tych, których kocham.
Popatrzeć w niebo.
Ucieszyć się zwyczajnym dniem.”

Łzy

Łzy
Helena Krystyna Szymko

Łzy – nie zawsze płyną z radości
czasami miewają goryczy smak
gdy serce przepełnia cierpienie
posmakiem soli zraszają twarz
nigdy nie koją cierpienia
tylko się w nim pogłębiają
siejąc wokół smutek
w przygnębienie wprawiają

Jesteśmy chwilą

Jesteśmy chwilą
Helena Krystyna Szymko

jesteśmy chwilą, która przemija –
upływającym czasem, który nas zmienia
metamorfozą dotknięci, ciężarem lat przytłoczeni
nasz los człowieczy – odbiera nam siły
zanika blask oczu, za mglistą zasłoną
serce bije słabszym rytmem
przeżyte lata ciążą balastem
coraz bardziej ku ziemi pochyleni
stajemy się przeszłości cieniem

Nie zapominajmy o ofiarach

Nie zapominajmy o ofiarach
Zygmunt Jan Prusiński

Poeta –
nie może być szmatą!

Wobec lustra i liści,
ofiary mają zaszczytne miejsce pamięci.

Bo naród ma pamiętać,
nie zdrajcy – szmalcownicy
urabianej dumy z gliny…

Dziś w kościołach ich widzę –
nie rozumiem tej hipokryzji.

Nie starajcie się sobą manipulować,
niech wam nie mówią we mgle,
żeby przebaczać tamten czas.

Zbrodnie polityczne nie stygną
i nie wysychają na korze,
tym bardziej w dźwięku muszli.

17.08.2008 – Ustka

Parę kroków za myślami

„Parę kroków za myślami”
Natalia Grzebieniak

Gonitwa mych myśli pędzi niczym
rozpędzone stado koni maszerujących
w rytmie tykania zegara.
Czuję niepokój krążący w żyłach –
ciężar życia codziennego wędrującego
w głowie.
Moje ciało się kurczy
szukając bezpiecznej przestrzeni na pustkowiu.
Obserwuję jak nogi pokryte cienką skórą
zbliżają się do klatki piersiowej.
Aż wreszcie znajduję miejsce,
w którym moje serce nabiera motywacji
a głowa przerywa pęd.

W czwartek przyśnił mi się Jerzy Izdebski

W czwartek przyśnił mi się Jerzy Izdebski
Zygmunt Jan Prusiński

Co chciał jeśli nie żyje i nie wiem gdzie jest,
ale to prawda że nad ranem w dniu (21 kwietnia)
rozmawiałem z nim przez telefon.

W końcowej fazie rozmowy nawet miał pretensję –
mieliśmy gdzieś się udać i coś załatwić społecznie,
jak to bywało w rzeczywistości kiedy żył.

On dziennikarz z radia City ja lider PPB –
(Polskiej Partii Biednych) której Jurek był
przywołany przeze mnie jako Ojciec Chrzestny.

Opowiedziałem o tym śnie budząc Margot Bene,
wysłuchała z uwagą bo po jego śmierci
trzeci raz mi się przyśnił jako Duch Święty.

Margot znalazła stronę Gazety Kaszubskiej,
znałem ten zapis: “Odszedł Jerzy Izdebski,
słupski muzyk, dziennikarz i bojownik o prawa
biednych i bezrobotnych. Po ciężkiej chorobie
zmarł w hospicjum w Londynie. Nie zdążył
wrócić do Polski.”

– Nikt nie przewidzi kiedy sam stanie się świętym,
odchodzimy czasem tak zwyczajnie i po cichu…

23.4.2016 – Ustka
Wiersz z książki “Kamienna pokuta”