Muzyk
Janusz Strugała
Muzyk rodem z Chodzieży
w to może nikt nie wierzy
stroił gitarę
miał też fujarę
leń nie gra, tylko leży
Bliskością serc
Janusz Strugała
Morze było stonowane,
po horyzont jak lustro.
Miało się spełnić nasze marzenie.
Tylko my i bezmiar wody.
Czuliśmy ją i kosmos.
Piasek usypiał nas.
Światłość nieba opuszczała powieki.
Zmęczeni rozłąką zapragnęliśmy
zbliżenia serc.
Błądziłem po zakamarkach twego ciała.
Zwilżone wargi i gorące diamenty.
Było błogo i romantycznie.
Szeptaliśmy o miłości.
Do siebie i do morza.
Ciepły wiatr uśpił nasze zmysły.
Libido rozanielone bliskością
zabrało nas do krainy
błogosławionej weny.
Uśmiech losu i spokój ducha.
Wróćmy tam, morze wciąż czeka.
Witaj!
Janusz Strugała
Radzą idź do lasu,
porozmawiaj z drzewami.
Mów do nich, obejmuj.
Doznasz czegoś nierzeczywistego.
To niewerbalny azyl.
Tętnem egzorcyzmów znaczony był ten spacer.
Podświadomość na najwyższych obrotach.
Odrodzenie umysłu.
Gęsty las jak tłum bezimiennych ludzi.
Odżyły wspomnienia z dzieciństwa.
Wracaliśmy z kanką pełną jagód.
Teraz zielona kurtyna drzew
szepcze wiatrem – witaj!
Kosztuj ciszy, zaspokój chęć relaksu.
Pnie wyzerują lęki, połącz się.
Żywica wysączy bolączki codzienności.
Natura je skremuje bezboleśnie.
Wyszedłem z lasu przeobrażony.
Wrócę tam, by pić z kielicha
pełnego naturalnej empatii,
w majestacie cudownej odnowy.
Sen wyciszy
Janusz Strugała
Cisza leniwie rozcieńcza się winem.
Jest patetycznie i rytualnie.
U schyłku dnia
dobieram słowa i tworzę wiersz.
Zaspami myśli toczą się dylematy.
Obłudnie żłobią je molową tonacją.
Gdzieś w pamięci
powolne taneczne kroki.
Rysują ostatnią ucztę w czasie.
Sztyletem wstydu skracam perfidne dialogi.
Raniły.
Noc będzie próżnią.
Bez Ciebie jest bezbarwna,
niekwiecista, woskową katuszą.
Wtedy najbardziej dręczy mnie głód twego ciała.
Tonę w zwojach smutku,
gorących pragnień,
które wyciszy sen.
Wigilia
Janusz Strugała
Boże Narodzenie, to światłość z nieba.
Pierwsza gwiazda jaśniejsza od słońca w południe.
Nieopisany czar, dzwonią dzwony.
Aniołowie śpiewają, dni ubrane w śnieg.
Odbija srebro, gra jak orkiestra dla Jezusa.
My śpiewamy kolędy, dzielimy się opłatkiem.
Dzień zgody i wybaczania.
Eteryczny oddech jesieni
Janusz Strugała
Krople spadają z nieba
jak miliony słów.
Każda wyobcowana.
To nie powód do niepokoju.
To nie łzy.
Zapiszą wieści stamtąd
zespolone w poetyckiej kałuży.
Jest jesień.
Każda pora ma swoją charyzmę.
Serca biją inaczej.
Poeta inaczej dobiera metafory.
Jego pióro bronią obosieczną.
Może być ziarnem,
albo koszmaru strużką.
Jesień zrazu złota,
później niepokoi i nie zachwyca.
Za progiem zima i Wigilia.
Czuć sakralną tradycję.
Kiedy opadną żaluzje
szukam twoich oczu,
ciepła rąk.
Może wrócisz upojona
eterycznym oddechem jesieni…
Uwolnimy uśpione uczucia
Janusz Strugała
Morze zasnute mgłą.
Gdzieś tam za smutnymi chmurami
słychać lament słońca.
Utknęło na zimowej mieliźnie.
Wygaszone, ale wróci.
Ślę tam wersy i nuty.
Bezduszne świty i mokre dni.
Dni zwilżone nudą.
Łódka życia bez żagli.
Zacumuje na skraju starego roku.
Tam je kiedyś podniosę.
Niech się napinają wiatrem nadziei.
Wyjdę na brzeg, pójdę traktem do szczęścia.
Może spotkam Ciebie.
Słoneczne dni, rozgwieżdżone niebo.
Tam będę cię szukał.
Przystanę na piaszczystej plaży.
Znajdę ślady twoich stóp.
Uwolnimy uśpione uczucia.
Iluzją te marzenia.
Ale już w nic innego nie wierzę…
Znasz mnie
Janusz Strugała
Gdy kogoś mi brak wołam twoje imię.
Zakłamani ludzie zakłamany świat.
Wędrówka jest krótka, raz ciekawa,
później makabryczna.
Codzienność jak narkotyk,
wciągam w nią bezsilne uczucia.
Ty wciąż za woalką mirabelek
i spokojnego oddechu.
Ziemia nie godzi się na nasze scenariusze.
Utoną w jednym pokoleniu,
tak jakby wyblakły atramenty i tusze.
Znasz mnie, kpiarza.
Wszystko zamienię w anegdotę.
Azaliż myśli o końcu wciąż pokutne.
Drzewa i łąki, morskie fale i niebo…
Wielkie dla was dzięki, dla was
mej gitary dźwięki.
Zatem nic nie ma znaczenia,
jedynie początek i koniec przytulenia.
Dlatego wołam Twoje imię.
Tak na wszelki wypadek, jeśli błądzisz…
Nienawidzę jej
Janusz Strugała
jest krystaliczna mało barwna
w otępieniu zaborcza
wystawia na próby
złuszcza dni jak pasożyt
kradnie afekty zauroczenia
jest hipokrytką rani
syci się porażką
natrętna od rana
jak pętla na szyi
stadna bestia innych też dopada
jak pryszcz na duszy
znika za kotarą nocy
niechętnie i nie nagle
wraca nazajutrz jak wierna kochanka
nienawidzę jej
tej mojej samotności
Wena będzie z wami
Janusz Strugała
nielotne myśli gdzieś zatajone
rysują melodią to co będzie
bezsilnie je rozumem nie otacza
chłoszcze się i nawraca
freski na ścianie przemijania
dręczą tajemnicą
orkiestra wciąż gra
pakowanie tobołów bez sensu
zostaw je tu
poproś ją by była blisko
będzie odtrutką
słodkim winem
wspinaj się tam po łodygach łaski
wena będzie z wami
zbilansujesz swój czas
w metaforach
słowami
Będzie tylko miłość
Janusz Strugała
Bądź mi światłem i cieniem.
Bądź wodą i ogniem.
Serca niech pulsują muzyki taktem.
Niech oczy chłoną dzikim afektem.
Anioły wyciszą demony.
Przygarniemy gwiazdy skrajem nieba.
Tam gdzie słowa nie ranią.
Codzienność będzie strugą
nieprzytomnych zbliżeń.
Odkryjemy tajemnice.
Poetyckie wersy wpleciesz w warkocze.
Niewerbalne szepty popłyną do świtu.
Zapachnie lawendą.
Wyznań amuletami udekorujemy dni.
Będzie tylko miłość.
Syta i absolutna.
Zamykam oczy
Janusz Strugała
zamilkły wierzby
modrzew zgubił igły
dzień szybko otulony bluszczem nocy
kolory przyblakły
zima siada na parapetach
zagląda do okien
ślady stóp ściegiem w białym śniegu
szyją zimnem zobojętnienie
życie bez słońca nie ma aromatu
twoje spojrzenie były pożarem
chlebem dla duszy
miodem ust
zamykam oczy by cię zobaczyć
skończyło się zimnym dreszczem
trans zacznie się jutro od nowa
Życie jest okrutne
Janusz Strugała
Opuściłem skrzydła.
Przystanąłem na skraju urwiska.
Na dole życiem pisane książki.
U góry projekcja niewydarzonych dni,
schowanych za chmurami niepewności.
Gram na strunach zachwytu.
To niespodzianka.
Poczułem ciepło twoich diamentów
pod skrzydłami.
Rąk i myśli pisanych tęsknotą.
Księżyc ułatwił postrzeganie,
rozjaśnił ciemne obłoki.
Trudna decyzja…
Rozpostarłem je i uniosłem wysoko.
Odlecieliśmy do krainy pijanych uniesień.
Tam mieliśmy wszystko osnute łonem miłości.
Nie stygła.
Warkocze błogich zbliżeń
splotły dni i noce.
Pragnieniami bezwstydnie
uciekaliśmy w zaświaty,
gdzie nie spotkasz oziębłości
ni bezdomnej czułości.
Życie jest okrutne.
Raj był jak wybuch wulkanu.
Lawa spłynęła po sercach.
Emocje przygasły.
Popełniłem błąd
Janusz Strugała
rymy wygasły świece za chwilę zgasną
życie pożogą się jawi
muzyka przyjaznym kamuflażem
pomaga
otwieram oczy bezprzytomnie
wchodzę w dzień jak gladiator na ring
godziny szybko go rolują
wieczór łasi się jak nierządnica
gorzkie sygnały gesty
jasnością były twoje oczy
w kakaowej poświacie
pachniało ciał melanżem
wierzyłem w miłość
nie była urojona była niewinna
jak eteryczny syrop
syciłaś mnie
moje postrzeganie świata
wiem
popełniłem błąd
Zapomnieliśmy o świecie
Janusz Strugała
świt nam zazdrości
to zachód nas tu zwabił
był bajecznie piękny
położyłaś mi głowę na ramieniu
szeptałaś zostańmy tu
wabił zapach kwitnącej nawłoci
i chabrów
mieliśmy intymny śpiwór
chutliwie kusił żądzą aktu
niepotrzebnie
nasze ciała zespolone
wieczorną bryzą
chciały się usypiać
sobą zauroczone
ta noc była niebywała
słowa niepotrzebne
zniewalałem cię gwiazdami
ciepłem rąk
zapomnieliśmy o świecie
o uniwersum
ciała i dusze zespolone
doczekały świtu
on nam zazdrościł
Na nic bunt
Janusz Strugała
Dłuto gotowe, zrobię to.
Pamięci wykuć mam rysy
i zdarzeń zapisanych
na dawnych zdjęciach.
W głowie zamarzły wspomnienia,
już nie zakwitną.
Pamiętnik zapisany w kamieniu
też zniknie po milionach lat.
Na nic wymachiwanie piórem i węglem.
Chwile szczęścia ulotne,
widzę je w twoich ramionach.
Przytulam oddech i uśmiech.
Czasu nie przekonam
i nie przekupię.
Ojcowska proza łzawa.
Na nic bunt i butne wyroki.
Tylko ty zdejmujesz kajdany
ponurych myśli.
Jesteś mi bratnią energią
i bądź nią zawsze…
Poetyka nieba
Janusz Strugała
zagraj ze mną na jedną nutę
zobaczymy to co nierzeczywiste
w mojej głowie
rozpal ognisko uwielbienia
łzy jak krople miodu spłyną
brylantową zorzą na nocnym niebie
wypełnisz żółtymi kłosami
żyzne pola i łąki
będziemy stąpać drżącymi stopami
z pełnych kłosów upleciesz wianek rozkoszy
będziemy gubić nasiona jak nuty
na pięciolinii czułych szeptów
księżyc zmieni poetykę nieba
wyciszy struny i flety
podziękujemy przeznaczeniu
bukietami uczuć wyścielimy noc
Czara miłości
Janusz Strugała
kreśli się krzywa na mapie życia
poranki bez euforii
wieczory strunami napięte
muzyka jest ufną partnerką
zaklinam dźwiękami próżnię
znieczulam smutki
myśli o tobie jaspisem się snują
są jak piękne muzyczne frazy
rani mnie czas
nic nie wróci
dni bez ciebie jak chłosta
czeka wielki kielich
w nim twoje oczy uśmiech słowa
pragnienie boleśnie nieopisane
niech już przyjdzie ta chwila
bym wychylił z tej czary miłości
wypił do syta i delektował
Możesz na mnie liczyć
Janusz Strugała
Morze skryte za ciemną mgłą
Uczucie bezsilności pastwi się w myślach
Pytania wiją się jak jadowite węże
Środek dnia a sen mami bezlitośnie
Zachwycała barwami teraz smuci
Dni srebrzy deszczem
Obrusy mokrych liści dookoła
Jesień
Jak muzyka w molowej tonacji
Drzewa wyłysiały na smutno
Zwyczajowo wieszczą zimę
Czekam na ciepłe wieczory przy kominku
Twój zalotny uśmiech i ciepłe dłonie
Gitara poprosi nas o ulubione nutki
“You can count on me”
Zima nam nie będzie straszna
pustka
Jarosław Pasztuła
czeka na telefon ostatnio nikt nie dzwoni
tępy obojętny wzrok zatrzymany na szkle
w środku duszy ciemno wtedy gdy opadną
emocje nad głową pełną smutnych myśli
nikt prócz ciszy i samotności
nie jest tak wiernym towarzyszem
nie wie co zrobić aby odzyskać radość
każdy esemes pusty jak żołądek węża