kobieta

kobieta
Marek Górynowicz

spotkaliśmy się przypadkowo
pod Niebem w gębie nie było chmur
słońce wyjrzało zza firanki
twój uśmiech opromieniał

przed kilkoma miesiącami
odprowadzałem świat na ostatni tramwaj
byłem spóźniony o kilka lat
a on szalenie niezrozumiały

gubiłem kroki traciłem oddech
i ciebie