Archiwum kategorii: Maciej Jackiewicz

Na marginesie

Na marginesie
MACIEJ JACKIEWICZ

Jeśli
kilka słów ktoś skreśli
i mnóstwo jest zachwytów
pomimo licznych zgrzytów

że ratujcie ,,święci anieli’’…

to czy to też są poezje
których nikt nie zje
ale udaje, że je trawi

a jeżeli
treścią zaciekawi
i zaimponuje warsztatem
błyśnie dobrym poematem

to czy już poetą został
i sztuce poezji sprostał

czy tylko jeżeli…

On i król Jednooki

On i król Jednooki
Maciej Jackiewicz

W królestwie ślepców – jednooki jest królem *Erazm z Rotterdamu
———————————

Od tylu lat błądził pośród ociemniałych

w nieznanym miejscu i krainie
niczym Tezeusz w labiryncie
tylko jak dziecko był bezradny
bez kłębka nici, daru Ariadny

szedł powoli i liczył tylko kroki
krzycząc z rozpaczy co chwilę
bądźcie przeklęci i też gińcie
gdy czuł że sam za chwilę zginie
zabity przez niewidzialnych żołnierzy

na drodze stanął mu król jednooki
w złotej koronie ubrany
w strój paradny
stój dokąd zmierzasz człowieku

szukam sensu życia
odparł królowi smutno
daj mi królu jeszcze czas
i żebym choć ten jeden raz
mógł serce nakarmić i duszę

jedną dobrą myślą przed potopem
bo on wszystko na koniec zaleje
pozwól mi napisać na pożegnanie
choć jeden ostatni wiersz

odparł jemu Jednooki
nic nie chcę i nic nie muszę
nałóż lepiej człeku szatę pokutną
ale wiedz że nie jestem Cyklopem

kto inny jest władcą tamtego i tego świata
prawdziwym twórcą dzieł wspaniałych
bo nie wiem czy o tym wiesz
że też Jego poznasz ale tylko na tyle

na ile twoje jestestwo w Niego uwierzy

Świat jak sonet odwrócony

Świat jak sonet odwrócony
Maciej Jackiewicz

Za oknem biały świat a śnieg pada
słońce się ukryło za chmurami
poeta w piecu drewno dokłada

Wróciła właśnie muza z rymami
coś na ucho jemu teraz gada
może bajki pomiędzy słowami

Kiedy kroniki otwiera strony
ociera czoło życiem zmęczone
czyta na głos swe strofy natchnione
stary zegar wtedy zmienia tony

Co by jeszcze? myśli rozmarzony
gładząc warkocze muzy plecione
serce przyśpiesza, bije szalone
za oknem biały świat odwrócony

Twarz nienawiści

Twarz nienawiści
Maciej Jackiewicz

Wymyśloną arką pomiędzy ludzkimi łzami
płynie na oceanie do wymarzonej mierzei
w oddali za mgłą świeci przylądek nadziei
lecz nie tej dobrej gdy swych żeglarzy mami

Karmiąc cykutą oraz zatrutym mlekiem
niszcząc wiarę w sercach w zarodku
to on królem świata zawsze pośrodku
mówi się o nim, że nie jest człowiekiem

Jest potężniejszy aniżeli bogini Kali
to razem z nią żyje wciąż w synergii
widzi swego boga co dnia patrząc do lustra

Dobrą nowinę gorącym żelazem wypali
i zdrapie ci strupy z wydumanej alergii
—————————————————–
znów powraca i znowu
tako rzecze Zaratustra

Komu…

Komu…
Maciej Jackiewicz

Komu ja jeszcze porymuję?
posplatam słowa jak kwiaty w bukiecie?
komu napiszę co serce czuje
po prostu człowiekowi czy jeszcze poecie?

Komu wiersz rymowany ułożę
opiszę jeszcze jeden przyśniony ziemski raj?
jakże smutno mi dzisiaj Boże
gdy zamiast piórem ktoś pisze gdzieś tam AI

Komu dzisiaj wiersz się skleci
i muza go przytuli ile tylko ma jeszcze sił?
komu śnią się szczęśliwi poeci?
prawdziwą poezję chcą obrócić w szary pył

Komu wiersz android poukłada?
coś napisze na czczo bo nie lubi chipsów
poeta z pomnika na bruk upada
podeptane kartki z pamiętników i grypsów

Haiku na Boże Narodzenie

Haiku na Boże Narodzenie
Maciej Jackiewicz

Na Boże Narodzenie
przybrany dziś stół
jasna gwiazda za oknem
zwiastuje wieści
pachnie choinka
znakiem nowego życia
nadzieją wśród nas

okruch opłatka
anioł śpiewa kolędy
jak magiczny czas

kolorowy świat
dzisiaj “wśród nocnej ciszy”
witam Jezusa

to nasz Zbawiciel
będzie pomiędzy nami
i pozostanie

Święta u Kiepskich – niewyemitowany odcinek serialu ;-)

Święta u Kiepskich – niewyemitowany odcinek serialu 😉
Maciej Jackiewicz

Zaraz mi wyrośnie całkiem garb
czy będzie wreszcie ten śledzik i karp?
pyta Halina i Ferdynanda wyzywa

już od pół roku leży gnat na stole
czarny od much i cały oblepiony
w skrzypiącej szafie powieszony
ojca garnitur pożarty przez mole

idzie zima a wraz z nią idą święta
w niedomytej wannie wciąż pływa
brzuchem do góry ryba już śnięta

oj smutna to będzie dzisiaj rodzinka
bo nie ma dziś w domu żadnego iglaka
gdzie nasze prezenty a gdzie choinka?
wasz ojciec nawet nie kupił stojaka

poszedłby zrąbać drzewko do lasu
lecz szkoda mu było też na to czasu

nie ma nawet przypalonego ciasta
choć matka tak jak może się stara
szkoda marzeń o zakalcu i pierniku

będzie czarny chleb i z kranu woda
zaparzona w pordzewiałym czajniku

tylko co dzisiaj na wieczerzę poda
bo kiedy wysłała Ferdka na zakupy
i wreszcie wrócił do swej chałupy
przyniósł jedynie zgrzewkę… browara

matka wie, że w domu brakuje chłopa
dobrze przepowiedziała kabałę starucha
będzie kochał wódkę i piwo od małego
a swej żony nigdy w życiu nie posłucha

oprócz pustych butelek nie mają już niczego
żyją z dzieciakami gorzej niż pies z kotem
piją też codziennie za własne i cudze błędy
dziś nawet im się nie chce zaśpiewać kolędy

matka chodzi po chałupie tam i z powrotem
połamaną szczotką zmiata śmieci w jeden kąt
po cichu życzy sobie, dzieciakom i dla jełopa

RODZINNYCH I WESOŁYCH ŚWIĄT

Taka zima

Taka zima
Maciej Jackiewicz

Śniegu znów jeszcze ni ma
mróz siarczysty nie trzyma
Taka zima

Kto huśtawkę tę wytrzyma
gdy na klimat aż się zżyma
Taka zima

Pogodynki mrugają oczyma
misio w gawrze teraz kima
Taka zima

Pogoda jak z monologu Tyma
lub ze skeczu Krosnego mima
Taka zima

Kiedyś była taka długa i zimna prima
wszędzie biało jak w wierszu Tuwima
Taka zima

Grzane piwko piję sobie u Maxima
bo to nasza jest polska i rodzima
Taka zima

O Mikołaju

O Mikołaju
Maciej Jackiewicz

Mikołaj do Ziuty przyszedł w mieście Kęty,
przystojny i młody, bardzo uśmiechnięty.
Długo w domu nie zabawił,
dzidziusia Ziucie zostawił.
Mikołaj wszak to był – ale nie ten święty…

Trzy limeryki o posłach

Trzy limeryki o posłach
Maciej Jackiewicz

Kłócił się któryś poseł w Moguncji,
czy śledzia daje się do konsumpcji?
Zanim podali danie,
zarządził głosowanie.
Po bibie doszło do reasumpcji.*

Jeden senator spod miasta Ryki,
wieszczył upadek złej polityki.
Łatwo się pozbędziemy,
tylko… przegłosujemy.
Ale ktoś wtedy… popsuł guziki.

Poseł Pajacuś pod wsią Polanką,
rozmawiał kiedyś ze swoją Hanką.
Codziennie dużo mówiła,
nic poza tym nie robiła.
Pakuj się Hanka, będziesz posłanką.

Ni to jawa ni to sen

Ni to jawa ni to sen
Maciej Jackiewicz

NI TO JAWA NI TO SEN

W nagą noc bez gwiazd
z dziwnie bladym księżycem
siedzi i pisze swoje
ni to wiersze ni to banialuki
ni to gryzmoła ni to poeta

w postrzępionym wełnianym swetrze
bez sznurowadła w jednym bucie
wsłuchany jak co noc w ciszę

czarny kot tańczy na drucie
chudy kundel obserwuje z daleka

w bramach marzenia
pokątnie wymieniają
na świeże powietrze

w ciągu dnia
skrzętnie pozbierał
ni to marzenia ni to myśli
teraz o nich piórem skrobie
ni to gryzmoła ni to poeta

kiedy księżyc gwiazdy przywoła
chudy kundel do tańca poprosi kota

w bramach dobre wróżby
i przepowiednie
sprzedają na sztuki

na zakurzonym skrawku papieru
kartce poplamionej od przecieru
a może majonezu Majo

w wiekowej kamienicy
w pokoju na poddaszu
ni to poeta ni to gryzmoła
pisze swoje
ni to banialuki ni to wiersze

To już pięć lat…

To już pięć lat…
Maciej Jackiewicz

Tak bardzo boli
że boleć bardziej nie może
jak otwarta niewygojona rana

laurkę chciałem podarować
tylko tobie Matulu
serce wciąż krwawi
i na samą myśl pęka z bólu

twojej ciepłej dłoni mi brakuje
z łez jeszcze Mateńko coś ułożę
dziś a potem jeszcze znów
tylko dla Ciebie w ciszy i sekrecie

los się okrutnie wgryza
jak wściekły demon zły
szarpie duszą całą
wiatr czasu wieje jak oszalały

obojętne słowa będą milczały
ze szpitalnego wypisu
gadatliwy pozostanie nekrolog
w codziennej gazecie

to twój ostatni był dzień Kochana
serce składam zamiast podpisu
i siebie samego zamiast laurki
coś zostanie i może się poskleja

odeszła na zawsze nadzieja
wybacz mi Mamuś
zamiast dobrego wiersza
te kilka pozbieranych słów

zapisanych na jednej kartce
jak epikryza

Niepodległa Polska – akrostych

Niepodległa Polska – akrostych
Maciej Jackiewicz

Powróciła na piastowską ziemię
Ojczyzna nasza to jedyna
Listopad o tym przypomina
Serca biją mocniej gdzie brzemię

Kute dawniej w łańcuchu okowach
A ci co w niewoli tyle lat byli
Na niebo patrząc od tej chwili
Inwokacji do Boga powtarzali słowa

Europa w milczeniu słuchała
Pieśni w których chwała
Ojczyzny opiewana jest wciąż od nowa
Do wszystkich domów niech powędrują

Liryki i ody na Twoją cześć
Europa też wysłucha tę pieśń
Głosami rodaków obwieszczą na świat cały
Łany zbóż się pokłonią świeży chleb podarują

A słowa hymnu zabrzmią jako pieśń chwały

Zaduszkowe impresje

Zaduszkowe impresje
Maciej Jackiewicz

Zakończył się już kolejny długi bal cieni
tancerze już zasnęli radośni i zmęczeni
trzymając tancerki za szczupłe dłonie
białe jak posiwiałe me włosy i skronie

kroplami deszczu niebo teraz zapłacze
może kiedyś ten bal świętych zobaczę
bo to dla wszystkich są wtedy imieniny
wspomnienia snują opuszczone rodziny

płoną znicze w kwiatach toną zimne groby
na znak pamięci w szczególny czas żałoby
wieczny odpoczynek odmawiam myślami
nasi ukochani znowu są, znowu z nami

choć niewidzialni czuję ich obecności
dziękując za lata pełne dobrej miłości
na czas zadumy mocno serce zabiło
szukam słońca, które się teraz skryło

nie odrywając od szarego nieba wzroku
dziś w przededniu zaduszkowego mroku
gdy rajska orkiestra w niebie requiem gra
tutaj na ziemi się ściele listopadowa mgła

Apokalipsa 2025

Apokalipsa 2025
Maciej Jackiewicz

Głupotą jest mieszać zachód ze wschodem
kiedy mądrzejszy tak szybko zmierzy do celu
kim jesteś co chcesz powrotu i czasu Peerelu
garstkę oszołomów nazywając narodem?

Głupotą jest nie rozumieć co robi władza
czas naprawić w końcu wypaczenia i błędy
oczyścić z brudów sądy i wszystkie urzędy
kłodę spod nóg usunąć bo żyć przeszkadza

Głupotą są Judasze co matki swoje sprzedali
nikczemny ten co na własny kraj szczuje
trzeba precz wyrzucić co serce ci zatruje
dźwięk złotego rogu usłyszeć wreszcie z dali

Głupotą jest jedynie zawracać niczym rakiem
do dawnych czasów i obłudnego wstydu
o niewoli u zaborców ani słychu ani widu
Bogu dziękuj za Ojczyznę bo jesteś Polakiem

Pamięć 2025

Pamięć 2025
Maciej Jackiewicz

Kapłan na mszy złamanym głosem powiedział
dziś z zalewu koło Włocławka wyłowiono…
a kiedy dłonie złączył
modlitwy nie dokończył

w wielki szloch zamieniony chóralny śpiew
Ojcze
powróciłeś wtedy

ręce miałeś skrępowane sznurami nienawiści
do nóg przywiązane zimne kamienie
na szyi zaciśnięta śmiertelna pętla
na konsekrowanej sutannie zakrzepła krew
za jedną cenę: Twoje milczenie

,,nie dajcie się zwyciężyć złu
bądźcie w swych czynach zawsze czyści ‘’

czas
obudzić się z tego koszmarnego snu
ale to nie była wtedy tylko senna mara
i nie umarła w ludzkich sercach wiara
ona jak nadzieja jest nieśmiertelna
a wraz z nimi miłość do człowieka
którą w darze dostałeś od Boga
w pierś każdy dzisiaj się uderzy

co pozostało po Tobie Ojcze Jerzy
na pewno niejedno wspomnienie
ostatnia homilia
u świętych polskich braci męczenników
ostatnia przestroga

jeden jest w życiu właściwy szlak
choć wiedzie przez nieskończone zakręty
tam gdzie na Ciebie czeka
Prawda

Ojcze
dziś patrzysz na Polskę z ołtarzy i pomników
powrócisz raz jeszcze
na łono Ojczyzny

jako nasz Jerzy
nasz święty

Jeszcze jeden list

Jeszcze jeden list
Maciej Jackiewicz

Jeszcze jeden list piszę dłonią drżącą
sensu życia szukając na nowo
boli kleksami upstrzone słowo
myśli skołatane w głowie tak mącą

Na szybach krople deszczu teraz schną
drzewa już szumią i kładą do snu
jesteś daleko tam – ja jestem tu
niezapisane kartki znowu jak sieroty lgną

Było i już nie ma – taki obraz się pcha
miał być pean a został jakiś tren
a może życie to tylko zwykły sen
na liściu przycupnął świerszcz i coś gra

Czy umarła nawet nieśmiertelna wiara
a miłość czeka na przeznaczenie
czy spełni się to jedno marzenie
czy bez obrony czeka pełna cykuty czara

Nadzieja opadła tak bardzo ze swych sił
może ruszy w drogę gdy odpocznie
za horyzontem zobaczy wyrocznię
ułożę wiersz ze słów wytartych na pył
Podnoszę ku niebu oczy nieprzytomne
to nie z wysiłku i to nie ze zmęczenia
pod drzewem życia poszukam cienia
jak chwil szczęścia których nie zapomnę

A jesień znów krwawi…

A jesień znów krwawi…
Maciej Jackiewicz

Dzisiaj kiedy niebo jest bez chmur
pada często deszcz
Ty to znasz i wiesz
że tak naprawdę to są… gorzkie łzy

Tam codziennie aniołów śpiewa chór
ze łzami w oczach amorki uśmiechnięte
czekają na mnie i na ciebie i dają nam sny
bo tu na ziemi depczą to co jest święte

I zrzucają bomby z tych ptaków bez piór
ciało przenika zimny dreszcz
że jeszcze żyjesz że nie to ty
siejesz jak zatrutym ziarnem słowa przeklęte

Przeklinając zło i wroga
aby nowa lawina nie zeszła z nienawiści gór
bo nadszedł czas zburzyć jeszcze jeden mur
o wybaczenie prosisz Boga

To nie jest sonet…- akromonogram

To nie jest sonet…- akromonogram
Maciej Jackiewicz

Wrześniem już nie pachnie w ogrodzie bez
z nieba płacze deszczem szara chmura
a jesień już przyszła choć wszak nikt jej
jeszcze nie zapraszał i tyle zostało zieleni

i tylko słońca brakuje aby twoją twarz z łez
zręcznie osuszyło i niech zniknie mgła bura
a ty sobie zimny wietrze z zachodu dziś wiej
jednego nic i nikt zmienić nie jest w stanie

ekwilibrystykę czynią kwiaty aby przeżyć ten
nostalgii czas gdy roku wolno zbliża się kres
snem śnieżnym pokryje dokoła zima ponura

ale się nie martw z tej pory smutnej się śmiej
jedną mamy zimę jedną jesień i tak co roku
ukoisz serce wiosną wśród ciepłych promieni

Mandarynkowy sen II

Mandarynkowy sen II
Maciej Jackiewicz

Dziesięć lat już mija
jak zamilkły
klawiatury twoich syntezatorów

choć tylko na chwilę
bowiem powrócą zaraz
na płytach i na kasetach
teraz też przecież grasz
lecz w innej nieznanej krainie

o muzyce teraz piszę jak o poetach
delikatnie
i wrażliwie i zawsze tyle
ile w sercu jeszcze masz
aby podarować coś komuś w darze
spośród własnych utworów

to już cała dekada
jak w pamięci znajome nuty gram
mój zegar godziny wciąż wybija
a czas przecież szybko leci
niczym spadająca gwiazda mknie

nie ma tutaj ciebie wielki Edgarze
nowy tekst wkładam do myśli koperty
opowiem tobie kiedyś wszystko w liście
dziś Chorus odmierza ten czas
twoje nowe życie

muzyka
wyrzeźbiona
ale nie z marmuru czy innego kamienia
bo to nie jest nieczuły zimny głaz*

umilkła
w pamiętnej godzinie
na chwilę tylko rzeczywiście

teraz znów grasz
odczarowujesz na nowo
anioł partytury ci ukaże
zabrzmią znów magiczne koncerty
nuty nowe na chmurze zapisane

w nieśmiertelnym
mandarynkowym śnie